Translate

środa, 24 lipca 2013

37

- Proszę, opowiem wam coś!
- Na pewno?
- Tak.
- To idziemy.
Weszliśmy na górę, usiedliśmy w dużym pokoju. Jak zawsze wersalka stała pusta a my wszyscy leżeliśmy na dywanie.
- Co chcecie zobaczyć?
- Filmiki, zdjęcia… ale masz wszystko opowiadać.
- To jest z NYC, mój apartament. Tutaj była ogromna łazienka, a tutaj nieziemski taras.- mówiłam i przerzucałam zdjęcia w komputerze.
- Pokaż im zdjęcia z Secret Bieber Hill.- powiedział Rick.
- Co?
- No to miejsce na wzgórzu, piknik, kurczak, żelki…
- A tak już pamiętam!
- To jest tzw. Secret Bieber Hill.
- Jak pięknie!- zachwycała się Klaudia.
Oglądaliśmy  te zdjęcia i oglądaliśmy aż w końcu przyszła Zosia.
- Co robicie?
- Zdjęcia oglądamy…
- Co na obiad?
- Nie wiem, mamy jeszcze nie ma…
- Jesteście głodni?
- No my zaraz idziemy, do domu na obiad…
- Nie zjecie z nami?
- Ja muszę naprawdę lecieć, bo już mama dzwoniła.- powiedziała Klaudia.
- A ty Filip?- zapytałam.
- W sumie to mogę zostać.
- Rick na co masz ochotę?- zapytałam.
- Może chińskie jedzenie?
- Idealnie, miałam nadzieję, że to zaproponujesz…
Pojechaliśmy do restauracji chińskiej. Usiedliśmy przy stoliku w ogrodzie. Zamówiliśmy jedzenie i czekaliśmy.
- Cieszę się, że już jesteś.- powiedziała Zofia.
- Dzięki, dobrze, że chociaż ty.- zaśmiałam się i popatrzyłam na Filipa.
- Ja też się bardzo cieszę.- powiedział szybko.
Uffff! Odetchnęłam z ulgą. Mój przyjaciel powiedział, że tęsknił, znaczy nie wiem czy to z grzeczności, czy toteż z innego. Mimo wszystko zrobiło mi się bardzo miło, że tak powiedział. Zjedliśmy, wzięliśmy jeszcze tylko jedzenie na wynos dla rodziców i wróciliśmy do domu.
- Widziałaś tych ludzi?- zapytał Filip, kiedy siedzieliśmy u mnie w pokoju oglądając jakiś film.
- Których?
- No jacyś fotoreporterzy chyba, jak wychodziliśmy z restauracji.
- No może…- powiedziałam, ale tak naprawdę go nie słuchałam, byłam zajęta oglądaniem filmu.
Kiedy film się skończył i zaczęło zachodzić słońce, poszłam odprowadzić swojego przyjaciela...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz