Translate

środa, 24 lipca 2013

40!

Tak też zrobiłam, pomodliłam się i poszłam spać.
- Zuza wstawaj!- krzyknęła Zosia.
Szybko wstałam, pobiegłam do łazienki wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam włosy, ubrałam się i poszłam do kuchni złapałam kanapkę i łyk kawy od Ricka. Z kanapką w ręce pobiegłam od pokoju po plecak. Chwyciłam go, zarzuciłam na plecy, dałam szybkiego buziaka mamie i siostrze, wciągnęłam buty na nogi i zbiegłam na dół, gdzie w aucie czekali na mnie.
- Co wam się śniło?- zapytałam kończąc kanapkę, jednocześnie wiążąc buta.
- Nie pamiętam, chyba, albo na pewno Malik.- powiedziała Klaudia.
- Wiedziałam Klaudia! Mi też się śnił Malik. Przyjechał do Polski. Filip a tobie?
- Jakieś głupoty…- powiedział.
Po chwili byliśmy pod budynkiem szkoły.
- O której kończysz?- zapytał Rick, gdy wychodziłam z auta.
- 14.3O
- Jak coś to dzwoń, będę się kręcił w okolicy.
- Ok.!- rzuciłam i razem z przyjaciółmi weszliśmy do szkoły.
W szkole byłam bacznie obserwowana.
- Powiedz mi jak zmieni się moje zachowanie, czy coś…- powiedziałam do Klaudii.
- Ok.
- Zobacz jak oni na mnie patrzą…- wyszeptałam przyjaciółce do ucha.
Tego dnia byłam pod totalnym odstrzałem!
Siedziałam na ostatniej lekcji i już nie mogłam się doczekać kiedy pobiegnie do końca.
- Czy ktoś chce przygotować na jutro lekcje z muzyką?- zapytała nauczycielka angielskiego.
- Ja i Zuza możemy!- wyrwała Ola.
- Zuzia zrobicie to?- zapytała.
- My? Znaczy tak możemy. Ile ma być piosenek?
- Ile chcecie…
- W porządku.
I zadzwonił długo wyczekiwany przez wszystkich dzwonek.
Szybko spakowałam i rzuciłam się do wyjścia.
- Zuzia, proszę zostań! Chcę z tobą porozmawiać!- usłyszałam.

Tylko nie to! Przecież to już ostatnia lekcja a w dodatku nie mam ochoty rozmawiać z nauczycielką...

39

Wtedy Rick złapał mnie i przełożył przez ramię i zaczął biec. Miny ludzi były odjazdowe. Niósł mnie tak aż do drzwi mieszkania.
Była 21.oo, poszłam do łazienki, przebrałam się w piżamę i z laptopem wskoczyłam do łóżka.
- Co będziesz jeszcze robić?- zapytała ciekawska Zosia.
- Sprawdzę jeszcze pocztę i idę już spać.- powiedziałam i nagle na skype zadzwonił Justin.
- Co tam piękne?- zapytał.
- Idziemy zaraz spać jutro pierwszy dzień szkoły. Co robisz dzisiaj?
- Zaraz idę na śniadanie a potem do studio, a popołudniu wywiady…
- To trzymaj się! Miłego dnia.
- Miłych snów, no i oczywiście udanego jutra!

Pożegnaliśmy się, wyłączyłam komputer i położyłam na podłodze pod łóżkiem. Leżałam, wszyscy już spali, w pokoju panowała cisza i ciemność, pomyślałam, że to dobra okazja do modlitwy. Tak też zrobiłam, pomodliłam się i poszłam spać...

38

Kiedy film się skończył i zaczęło zachodzić słońce, poszłam odprowadzić swojego przyjaciela. Wyszliśmy z klatki a Rick, jakiś kawałek za nami na tyle daleko, że nas nie słyszał. Stop! O czym ja w ogóle mówię, przecież on nawet nie zna polskiego. Nieważne!
- Zuza, czy ty planujesz tam zamieszkać?- zapytał ciekawy mojej odpowiedzi Filip.
- Nie wiem jeszcze, ale jak zadecyduję, powiem ci o tym.
- I tak wiemy o sobie wszystko, więc to pytanie cię zapewne nie zdziwi.
- Tak?
- Spałaś z nim?
- Filip! Skoro wiemy o sobie wszystko, to co ma znaczyć to pytanie? Dobrze wiesz jaki mam do tego stosunek.
- Żartujesz?
- Nie, mówię całkiem poważnie. On również dowiedział się o moim postanowieniu i to uszanował.
- Uparta jesteś!- przyznał Filip.
- A ty jak tam? Poznałeś kogoś?- zapytałam.
- Jasne!
- Czemu mi nie powiedziałeś?- zapytałam z wyrzutem.
- Wysoka, długonoga, brązowooka, brunetka.
- Ale ty jesteś zabawny!- rzuciłam.
- Fifi…
- Nie mówiłaś tak do mnie od dawna…
- Wiem. Ale co myślisz o Justinie?
- Co masz na myśli?
- Czy coś z tego wyjdzie? Jak myślisz?
- Jeśli cię skrzywdzi, to mu nawet ta 4o osobowa ochrona nie pomoże.
- Oj nie udawaj, że tak się mną przejmujesz…- powiedziałam i byliśmy już pod jego domem.
- Jutro 7.4o pod moją klatką!- krzyknęłam i podbiegłam do mojego ochroniarza.
- Mięśniak co u ciebie?
- Co powiedziałaś?
- Mięśniak!- powtórzyłam.

Wtedy Rick złapał mnie i przełożył przez ramię i zaczął biec. Miny ludzi były odjazdowe. Niósł mnie tak aż do drzwi mieszkania....

37

- Proszę, opowiem wam coś!
- Na pewno?
- Tak.
- To idziemy.
Weszliśmy na górę, usiedliśmy w dużym pokoju. Jak zawsze wersalka stała pusta a my wszyscy leżeliśmy na dywanie.
- Co chcecie zobaczyć?
- Filmiki, zdjęcia… ale masz wszystko opowiadać.
- To jest z NYC, mój apartament. Tutaj była ogromna łazienka, a tutaj nieziemski taras.- mówiłam i przerzucałam zdjęcia w komputerze.
- Pokaż im zdjęcia z Secret Bieber Hill.- powiedział Rick.
- Co?
- No to miejsce na wzgórzu, piknik, kurczak, żelki…
- A tak już pamiętam!
- To jest tzw. Secret Bieber Hill.
- Jak pięknie!- zachwycała się Klaudia.
Oglądaliśmy  te zdjęcia i oglądaliśmy aż w końcu przyszła Zosia.
- Co robicie?
- Zdjęcia oglądamy…
- Co na obiad?
- Nie wiem, mamy jeszcze nie ma…
- Jesteście głodni?
- No my zaraz idziemy, do domu na obiad…
- Nie zjecie z nami?
- Ja muszę naprawdę lecieć, bo już mama dzwoniła.- powiedziała Klaudia.
- A ty Filip?- zapytałam.
- W sumie to mogę zostać.
- Rick na co masz ochotę?- zapytałam.
- Może chińskie jedzenie?
- Idealnie, miałam nadzieję, że to zaproponujesz…
Pojechaliśmy do restauracji chińskiej. Usiedliśmy przy stoliku w ogrodzie. Zamówiliśmy jedzenie i czekaliśmy.
- Cieszę się, że już jesteś.- powiedziała Zofia.
- Dzięki, dobrze, że chociaż ty.- zaśmiałam się i popatrzyłam na Filipa.
- Ja też się bardzo cieszę.- powiedział szybko.
Uffff! Odetchnęłam z ulgą. Mój przyjaciel powiedział, że tęsknił, znaczy nie wiem czy to z grzeczności, czy toteż z innego. Mimo wszystko zrobiło mi się bardzo miło, że tak powiedział. Zjedliśmy, wzięliśmy jeszcze tylko jedzenie na wynos dla rodziców i wróciliśmy do domu.
- Widziałaś tych ludzi?- zapytał Filip, kiedy siedzieliśmy u mnie w pokoju oglądając jakiś film.
- Których?
- No jacyś fotoreporterzy chyba, jak wychodziliśmy z restauracji.
- No może…- powiedziałam, ale tak naprawdę go nie słuchałam, byłam zajęta oglądaniem filmu.
Kiedy film się skończył i zaczęło zachodzić słońce, poszłam odprowadzić swojego przyjaciela...

36

Kiedy dopchaliśmy się i wreszcie weszliśmy do budynku, poszliśmy do sekretariatu.
- Tylko szybko, za 1o minut zaczyna się.- powiedział Filip.
- Dzień dobry.
- Ooooo, Zuzia!
- Tak, tak, proszę nie udostępniać nikomu moich danych, świadectw, niczego.- powiedziałam.
- Oczywiście, przecież to naturalne, poza tym oni już tu byli, ale niczego się nie dowiedzieli.
- Dziękuję, muszę już lecieć, bo zaraz się zaczyna.
Poszliśmy tam gdzie miało się wszystko odbywać. Usiedliśmy jak najdalej, ale i tak robiono mi zdjęcia.
Po zakończeniu apelu, podszedł do mnie dyrektor.
- Nasza szkoła będzie sławna.- powiedział i zaśmiał się.
Ja również się zaśmiałam, miałam nadzieję, że nie zauważył z jaką sztucznością to zrobiłam.
W drodze do auta zaczepiło kilkadziesiąt osób.
- Możesz zatrzymać się przy tym sklepie?- zapytałam.
- Po co?
- Żelki.- powiedziałam z zaciśniętymi zębami, bo trochę bałam się jego reakcji.
- Dobra, ale zatrzymamy się na stacji, bo muszę zatankować a żelki też tam są.
Klaudia, Filip i ja wybiegliśmy szybko i ruszyliśmy do półek ze słodyczami. Kiedy dokonywaliśmy wyborów, kilka osób śledziło nas z telefonami i nagrywało.
Wybraliśmy kilka produktów i poszliśmy do kasy, gdzie czekał już na nas ochroniarz.
- 5o złoty.- powiedział sprzedawca.
- Niech pan policzy razem z benzyną z czwórki.- powiedziałam.
Rick wyjął kartę i nią zapłacił.
Potem pojechaliśmy do domu.
- No chodźcie na górę!- powiedziałam do przyjaciół.
- Nie no już pójdziemy do domu…
- Proszę, opowiem wam coś!
- Na pewno?
- Tak.

- To idziemy...

35

Sprawdziłam jeszcze mojego twittera, facebooka i poszłam spać.
- Zuza wstawaj 8.oo!- krzyczała mama.
- Jeszcze chwilę!- mruczałam pod nosem.
- Wstawaj śniadanie!
Zczołgałam się z łóżka i poszłam do dużego pokoju.
Przy stole siedział Rick z Zosią i jedli śniadanie.
- Cześć śpiochu!- rzuciła siostrzyczka.
- Skończ!- powiedziałam i zaczęłam jeść śniadanie.
- O której rozpoczęcie?- zapytała mama.
- O 9.3o, ale Klaudia i Filip przyjdą po mnie o 9.1o- odpowiedziałam.
- Zawiozę was i wejdę z wami.- powiedział Rick.
- Dobra.
Zjadłam śniadanie zaniosłam naczynia do zlewu i poszłam szykować się na rozpoczęcie.
Założyłam czarną sukienkę przed kolano dłuższym rękawem i do tego balerinki.
Lekko się pomalowałam i spięłam włosy w kok.
O 9.1o byliśmy już na dole.
- Hej bobaski!- rzuciłam.
- Czy on będzie z nami tak zawsze… wszędzie…?- zapytali.
- Tak, przyzwyczajajcie się.
- No spoko.
- Nigdy nie chcieliście mieć swojego ochroniarza?- zaśmiałam się, choć w głębi serca wcale nie było mi do śmiechu.
Pod szkołą stało kilka wozów telewizyjnych i pełno dziennikarzy.
- O nie!- krzyknęłam.
Wyszliśmy z samochodu i poszliśmy w stronę wejścia głównego. Nie obyło się bez krzyków, tekstów a nawet wyzwisk w moją stronę. Kiedy dopchaliśmy się i wreszcie weszliśmy do budynku, poszliśmy do sekretariatu.

- Tylko szybko, za 1o minut zaczyna się.- powiedział Filip...

34

Otworzyłam plecak, aby wyjąć laptopa i nagle zauważyłam białą lekko pogniecioną kopertę.
Otworzyłam ją i zaczęłam czytać.
  MÓDL SIĘ I WIERZ! KOCHAM CIĘ!  TWÓJ JUSTIN.
Uśmiechnęłam się, złożyłam kartkę, schowałam ją z powrotem do koperty a następnie do plecaka.
Włączyłam laptopa i od razu odpisałam do Justina.
   MAM NADZIEJĘ, ŻE SZYBKO SIĘ ZNÓW SPOTKAMY! TWOJA SUE.
- Rick, przepraszam, że musisz ze mną lecieć.
- Wiesz co? Nawet tak nie mów. Powiem ci coś w sekrecie. Tak naprawdę to uwielbiam podróżować!
- To dobrze, bo już myślałam…
- Serio!
Wydawało mi się, że lot trwał wieczność. Po 1o godzinach lotu, wreszcie wylądowaliśmy. Była 22.oo polskiego czasu.
Przeszliśmy przez bramki i nagle zobaczyłam pełno fotoreporterów. Miałam na sobie czapkę i okulary, ale Rick dodatkowo założył mi kaptur.
- To ona! Patrzcie tam! Koło tego mężczyzny! Tak to ona!- krzyczeli.
Kiedy ochrona na lotnisku to zauważyła przystąpiła do akcji. Zatrzymali nachalnych dziennikarzy a my dzięki temu mogliśmy spokojnie wyjść.
- Zuza! Tutaj!- usłyszałam .
Spojrzałam w lewo i zobaczyłam Klaudię i Filipa.
Ja i mój ochroniarz podbiegliśmy do nich i weszliśmy do auta Filipa.
- Sue kawałek dalej stoi nasze auto.- powiedział Rick.
Podjechaliśmy w miejsce, o którym mówił Rick. Przesiedliśmy się do drugiego auta i pojechaliśmy do Tomaszowa.
- Miałaś gdzieś zadzwonić?- zapytał ochroniarz.
- Oj! Dzięki jesteś kochany! Całkiem o tym zapomniałam…
Wzięłam telefon i wybrałam numer.
- Hej, już jesteśmy w drodze do Tomaszowa.
- To dobrze. Trzymajcie się!- odpowiedział Justin.
- Dzięki ty też pa!
Po 24.oo byliśmy już w domu. Rodzice nie spali, czekali na mnie i na mojego ochroniarza.
Rozmawialiśmy z nimi dosłownie chwilę, bo byliśmy wykończeni a poza tym  jutro mam rozpoczęcie roku szkolnego.
Rick spał w naszym pokoju, ja z Zosią na jednej a on na drugiej kanapie.
Leżeliśmy, światło było zgaszone i próbowałyśmy zasnąć.
- Na którą masz rozpoczęcie roku?- zapytałam siostrę.
- Co?- zapytał Rick.
- Nie nie Rick to nie do ciebie…- zaśmiałam się.

Sprawdziłam jeszcze mojego twittera, facebooka i poszłam spać...

33

- Ok. To co jedziemy?- zapytał.
- Jasne…
Rick już czekał na nas w aucie. Wrzuciliśmy moją walizkę do bagażnika i ruszyliśmy na lotnisko.
Lot z Californii do Nowego Jorku.
W Nowym Jorku, pojechaliśmy jeszcze na szybkie zakupy, żebym mogła kupić coś do Polski.
Mamie zakupiliśmy pełno tuszy i stempelków. Tacie kilka podkoszulków, siostrze przybory szkolne i jakieś ciuszki. Dziadkom jakieś płyny i inne rzeczy.
O 17.oo byliśmy na lotnisku a o 19.oo miałam wylecieć.
- Pamiętasz co obiecałaś?- zapytał Justin.
- Tak a  ty?
- Pamiętam!- przytulił mnie mocno.
- Kocham Cię!- powiedziałam.
- Kocham Cię!- powiedział.
Kryjąc łzy podniosłam mój plecak, założyłam go na plecy i powoli poszłam w stronę odprawy, gdzie czekał na mnie Rick.
Kobieta sprawdzała moje dokumenty kiedy podbiegł do mnie Justin.
- Jeszcze ktoś chce się z Tobą pożegnać.- powiedział.
Odwróciłam się w jego stronę i zobaczyłam Pattie- mamę Justina.
- Czy mogę jeszcze ją na chwilę porwać?- zapytała stewardesy, która sprawdzała moje dokumenty.
- Tylko szybciutko.- powiedziała kobieta.
Odeszła ze mną na bok i powiedziała.
- Zuzia, on się zmienił… Już od dawna nie był taki. Proszę wróć! Wiem to nie jest takie proste, ale wróć…
- Wrócę!- odpowiedziałam i przytuliłam ją jeszcze na koniec.
Wróciłam na odprawę. Okazało, że wszystko się zgadza.
Przeszłam kawałek, delikatnie się obróciłam i ostatni raz spojrzałam na Justina i jego mamę. Chciałam im pomachać, lekko uniosłam dłoń, ale zawahałam się i tego nie zrobiłam.
- Chodź już!- zawołał ochroniarz.
Weszłam na pokład. Usiedliśmy razem z Rickiem wygodnie.
Po kilku minutach byliśmy już w powietrzu.

Otworzyłam plecak, aby wyjąć laptopa i nagle zauważyłam białą lekko pogniecioną kopertę...

32


- Słyszeliście wszyscy?- zaśmiał się Justin.
Bawiliśmy się do 4.oo. Po 4.oo wszyscy weszliśmy do domu.
Każdy znalazł dla siebie miejsce do spania.
U mnie w sypialni spało kilka tancerek. A reszta w salonie i w holu na podłogach. Ja i dziewczyny poszłyśmy do sypialni, położyłyśmy się i próbowałyśmy zasnąć.
- Śpicie?- zapytałam.
- Nie.- poderwały się wszystkie.
- Wiem, że chcecie się mnie o coś zapytać…- powiedziałam.
Po tych słowach zaczęłyśmy rozmowę. Dużo im o sobie opowiedziałam a one mi o sobie. Zwierzyły mi się a ja doradziłam im w pewnych sprawach.
Zasnęłyśmy dopiero po 6.oo.
O 1O.oo do naszego pokoju wpadli inni i zaczęli skakać po nas, obkładając nas poduszkami po chwili, któryś niósł mnie na rękach na dół, przeniósł do ogrodu i wraz z kilkoma innymi osobami wylądowałam w basenie.
- Moja piżama!- krzyknęłam.
- Oj tam!- krzyknęli i wskoczyli do basenu.
Tak właśnie wyglądał moja ostatnia pobudka w USA.
Już i tak byliśmy cali mokrzy, więc trochę popływaliśmy.
Potem poszliśmy do domu, zjedliśmy śniadanie a o 12.oo wszyscy się ze mną pożegnali i pojechali.
Ubrałam się, dopakowałam ciuchy. Z walizką i plecakiem zeszłam na dół.
- Wszystko spakowałaś?- zapytał Justin.
- Zostawiłam piżamę w suszarce, bo jest cała mokra.
- Ok. To co jedziemy?- zapytał.
- Jasne…
Rick już czekał na nas w aucie. Wrzuciliśmy moją walizkę do bagażnika i ruszyliśmy na lotnisko...

31

Jestem taka szczęśliwa chciałam by ta chwila trwała wiecznie, ale dobrze wiedziałam, że to niemożliwe.
- Jest już po 2O.oo- powiedziałam patrząc na zegarek w aucie.
- Mają klucze zapasowe, więc jak przyjadą to wejdą do środka.- powiedział.
W domu przebrałam się w taką samą tylko, że różową sukienkę, rozpuściłam włosy, pomalowałam się, nałożyłam na siebie perfumy i wyszłam z pokoju. Na schodach zatrzymał mnie Justin.
- Mam dla ciebie małą niespodziankę, proszę zamknij oczy.- powiedział i zniósł mnie po schodach na dół.
- Teraz otwórz.- powiedział.
- Niespodzianka!- wykrzyknęła ekipa.
- Co wy tu wszyscy robicie?- zapytałam, gdy zobaczyłam w ogrodzie kilkudziesięcioosobową grupę ludzi, których poznałam w te wakacje.
- Przyjechaliśmy się pożegnać!- wykrzyczeli.
Graliśmy, śpiewaliśmy, jeździliśmy na desce na rampie, pływaliśmy w basenie. Około 24.oo na wielkim ekranie pojawiły się zdjęcia z tegorocznych wakacji, znalazły się tam zdjęcia, które robiliśmy sobie z Justinem nawzajem, ale były też zdjęcia, które zrobił  mi Mike w San Francisco. Kiedy zdjęcia się już skończyły zgasło całe światło a już po chwili na ekranie pojawił się filmik, który Jay nagrał wczoraj kiedy szykowałam kolację.
Kiedy znów włączyli światło w ogrodzie zobaczyłam, że ludzie się wzruszyli.
- No to chyba już wszystko wiecie…- powiedziałam.
- Zostań z nami! Zostań z nami!- krzyczeli.
- Jesteście kochani, ale nie mogę muszę wracać do szkoły.- powiedziałam.
- Buuuuu!- krzyknęli.
- Ale wrócę!- dopowiedziałam szybko.
- Na pewno?- zapytali.
- Na pewno! Obiecuję!- krzyknęłam.
- Słyszeliście wszyscy?- zaśmiał się Justin.
Bawiliśmy się do 4.oo...

wtorek, 23 lipca 2013

30

- Nie, ty nic nie rozumiesz, okazuję się kolejny raz, że nie umiem ochronić ważnej dla mnie osoby…- powiedział, zerwał się z kanapy, przeciągnął i wytarł oczy.
W milczeniu zrobiłam nam śniadanie i poszliśmy zjeść na taras.
- Dzisiaj wpada Scoot i Kenny?
- Tak.
- Nie mogę uwierzyć, że już jutro wylatujesz…- powiedział.
Jego słowa poraziły mnie jak prąd odsunęłam talerz. Miał rację! Przecież my już jutro musimy się rozstać…
- Justin, to już ostatni dzień razem, bo jutro będzie zamieszanie…
- O 2O.oo przyjeżdżają, więc może pojedziemy gdzieś?
-  Jasne!- powiedziałam i pobiegłam przebrać się na plażę.
Chwilę później byliśmy już w aucie w drodze na plażę.

Zaparkowaliśmy i pobiegliśmy na plażę. Rozłożyliśmy ręczniki, rozebraliśmy się. Poszliśmy i wynajęliśmy skuter wodny. Popływaliśmy a potem zbudowaliśmy ogromny zamek z piasku, porobiliśmy śmieszne fotki, nagraliśmy krótkie filmiki. Siedziałam na ręczniku wpatrzona w ocean, słońce już zachodziło, więc odbijały się w nim różnokolorowe promienie. Justin musnął dłonią po moim ramieniu, odwróciłam się ku niemu i zaczęliśmy się całować. Jestem taka szczęśliwa chciałam by ta chwila trwała wiecznie, ale dobrze wiedziałam, że to niemożliwe... 

29

Zrobiłam sobie szybkie obliczenia i okazało się, że już jutro zostaną mi 2 dni do wylotu a właściwie 1 bo drugiego dnia wczesnym wieczorem wylatuję.
Z taką świadomością usnęłam. Obudziłam się o 6.oo i nie mogłam już zasnąć. Ubrałam krótkie spodenki, koszulkę i  adidasy. Założyłam słuchawki i poszłam pobiegać.
Biegałam brzegiem morza, aż nagle podbiegła do mnie grupka niekulturalnych dziennikarzy. Przepychali się, krzyczeli moje imię, łapali mnie za ręce, parę  razy zostałam uderzona aparatem. Nie wiem jak mi się to udało, ale jakoś przedarłam się przez  tłum i pobiegłam do domu. Bieber już wstał i siedział na kanapie w salonie.
- Jak się biegało?- zapytał nie odrywając wzroku od komputera.
Nic nie odpowiadając wbiegłam na górę, zatrzasnęłam drzwi i poszłam pod prysznic.
Włączyłam wodę, ukucnęłam a ciepłe strumienie wody spływały po moim ciele, dopływając do każdego zakamarka. Po kilku minutach wyszłam, ubrałam się i zeszłam na dół. Justin siedział ze spuszczoną głową, komputer leżał na stole.
- Przepraszam.- powiedział nie podnosząc głowy.
- Niepotrzebnie wychodziłam.
- Ja mogłem cię ostrzec.
- Już dobrze.- powiedziałam i załapałam łyka kawy.
- Nie.- powiedział, podniósł głowę i zobaczyłam, że płakał.
- Zapomnij.
- Nie, ty nic nie rozumiesz, okazuję się kolejny raz, że nie umiem ochronić ważnej dla mnie osoby…- powiedział, zerwał się z kanapy, przeciągnął i wytarł oczy.

W milczeniu zrobiłam nam śniadanie i poszliśmy zjeść na taras... 

28

Usiadłam na bujanym fotelu i przeglądałam coś na swoim telefonie. Nagle zza płotu usłyszałam krzyki i zobaczyłam błysk fleszy.
Szybko weszłam z powrotem do domu.
- Wow!- twarz Justin rozjaśniała.
- Justin!
- No co?
- Nic… a wiesz mamy chyba gości za płotem…
- Już są?
- Już są i mają moje zdjęcia.
- Nie pierwsze i nie ostatnie.
- Dzięki!
Po rozległ się dzwonek do drzwi. Justin poszedł otworzyć a ja przez ten czas wyjęłam zapiekankę z piekarnika. Rick i Justin weszli do salonu.
- Ładnie pachnie.- powiedział ochroniarz.
- Zobaczymy jak smakuje!- zaśmiałam się.
- O przepraszam, to do kolacji.- powiedział i podał butelkę wina.
Usiedliśmy jedliśmy i Justin powiedział Rickowi o wyjeździe do Polski. Wiecie co? On się ucieszył.
Po 22.oo wyszedł i pojechał do hotelu. Jeszcze tej samej nocy miał polecieć do domu i się pożegnać z rodziną, ale tylko z rodzicami i rodzeństwem, bo żony i dzieci nie ma.
Posprzątaliśmy po kolacji i poszliśmy do swoich pokoi.
Przebrałam się w ciuszki do spania, rzuciłam się na łóżko i zaczęłam sprawdzać różne rzeczy na laptopie.
Zrobiłam sobie szybkie obliczenia i okazało się, że już jutro zostaną mi 2 dni do wylotu a właściwie 1 bo drugiego dnia wczesnym wieczorem wylatuję.
Z taką świadomością usnęłam...

27

- Dobra Justin proszę przestań już!- powiedziałam i odwróciłam się plecami do niego.
On podszedł do mnie, przytulił mnie.
- Niedługo przecież wrócisz.
- Przez to kilka miesięcy dużo się może jeszcze zmienić.- powiedziałam i wróciłam do krojenia.
On złapał mnie za ręce i powiedział.
- Jeśli to jest prawdziwe to nic się nie zmieni.
- A jeśli nie?
- Nawet tak nie mów…
Wtedy usiadłam na balacie a on obok. Spojrzałam na niego a on na mnie.
- Musimy się modlić i wierzyć…- powiedziałam.
On ścisnął moje dłonie, pocałował je i powiedział.
- Codziennie.- dopowiedział.
- Codziennie.- powtórzyłam.
Wtuliłam się w niego po czym pomodliliśmy się.
- Pomożesz mi?- zapytałam
- Co mam zrobić?
- Gdzie masz makaron?
- Chyba tu…
- Tam nie ma sprawdzałam.
- Poczekaj, tutaj.
- Widzę, że wiesz gdzie co jest tak jak ja…
- Wiesz, że prawie w ogóle mnie tu nie ma…
- Wiem.
- Co robisz?
- Ratatuj.
- Czyli makaron, warzywa, mięso mielone i sos pikantny?
- Tak dokładnie.
Wstawiliśmy makaron do piekarnika i poszliśmy się przebrać na górę. Założyłam czarną, krótką sukienkę na ramiączka, na którą zarzuciłam różowy lekki kardigan. Włosy kręciły się, nałożyłam piankę i je rozpuściłam. Lekko się pomalowałam, na koniec użyłam moich ulubionych perfum i byłam gotowa. Zeszłam na dół, udekorowałam stół a następnie wyszłam na taras.

Usiadłam na bujanym fotelu i przeglądałam coś na swoim telefonie. Nagle zza płotu usłyszałam krzyki i zobaczyłam błysk fleszy...

26

. Kenny poleciał jednym samolotem, Scoot, chłopaki z ochrony kolejnym  a ja i Bieber jego prywatnym.
Lot trwał nie dłużej niż 2 godziny.
Na lotnisku czekali już na nas inni ochroniarze.
Szybko wpakowaliśmy się do czarnego auta i pojechaliśmy do domu Justina. Weszliśmy do środka. Dom był ogromny, dużo wolnej przestrzeni, elegancko urządzony. Rzuciliśmy walizki na środku i poszliśmy do ogrodu.
- Justin!- zawołał jeden z ochroniarzy.
Podeszliśmy do niego.
- Co jest?- zapytał.
- Scoot powiedział, że chcesz ze mną pogadać.- powiedział dobrze zbudowany, całkiem niezły, około 3o letni mężczyzna.
- Tak Rick, ale to może wieczorem przyjedź.
- To jest Rick?
- Tak miło mi.- powiedział.
- To jest Zuza.- powiedział Jay.
- To może Rick wpadniesz na kolację coś ugotuję… co wy na to?
- Jeśli chcesz…
- W takim razie o 2O.oo przyjedź.
- Do zobaczenia!- powiedział i pojechał.
- Chodź pokażę, ci ogród!- powiedział.
Po chwili znów byliśmy przed domem w olbrzymim ogrodzie.
- Widzisz? Tam w dali jest rampa, po lewo basen, a tutaj rzutnik, można wyciągnąć kanapy i oglądać filmy.- rozciągnął wielki rzutnik, który rozciągał się na prawie całą długość tarasu.
- Fajny dom… - powiedziałam.
- Dzięki.- odpowiedział.
Po chwili byliśmy w środku i oprowadzał mnie po pokojach.
Zaprowadził mnie do mojej sypialni. Wyszedł a ja przez ten czas się rozpakowałam. Wzięłam prysznic. W podkoszulku i majtkach zeszłam na dół do kuchni. Otworzyłam lodówkę, było w niej pełno rozmaitych produktów.
Wyjęłam potrzebne składniki, do szklanki nalałam sobie wodę z witaminami i zajęłam się przygotowywaniem kolacji.
Nagle zobaczyłam Justina w samych szortach i z aparatem w ręku.
- Co ty robisz?- zapytałam.
- Opowiedz coś…
- Nie!
- Jak ci się podobały tegoroczne wakacje?- zapytał zza obiektywu.
- Nigdy ich nie zapomnę! Poznałam cudownych ludzi.
- Wiem, wiem!- powiedział dumnie.
- Miałam na myśli twoją ekipę!
- No weź!- mruknął a ja przesłałam mu buziaka na odległość.
- Co jeszcze chcesz powiedzieć?
- Będę tęsknić za wami i tym wszystkim!- powiedziałam i potarłam oko.
- Dobra Justin proszę przestań już!- powiedziałam i odwróciłam się plecami do niego.

On podszedł do mnie, przytulił mnie...

25

Przyszedł po mnie i poszliśmy na plażę.
Było cudownie! Szybko zrzuciliśmy ciuchy i pobiegliśmy do wody. Rzucaliśmy się na siebie, podtapialiśmy, skakaliśmy, wygłupialiśmy, nie zważając na to czy ktoś się gapi, czy ktoś nam robi zdjęcia… Po prostu wtedy cieszyliśmy się sobą i chwilą. Słońce świeciło i uderzało nam do głów. Później wyszliśmy z wody założyliśmy ubrania na mokre stroje kąpielowe i poszliśmy na miasto. Mokrzy, szczęśliwi, szliśmy przez miasto. Ludzie patrzyli się na nas jak na głupich, ale to nam w ogóle nie przeszkadzało.
Po drodze kupiliśmy sobie lody. Oczywiście jakby to nie było, musieliśmy się wybrudzić jak dzieci. Cali mokrzy i brudni wróciliśmy do hotelu. Kiedy chłopaki nas zobaczyli, mieli miny jak gdyby zobaczyli ducha…
Ścigaliśmy się na schodach kto pierwszy dotrze na górę.
- Nara!- zatrzasnęłam drzwi, Justinowi przed nosem,  oparłam się o nie i westchnęłam. Po chwili Justin trzymał mnie w swoich objęciach.
- Jak ty, tu…? No tak taras…
Złapał mnie za rękę i wyszliśmy na taras. Pod tarasem stało pełno dziennikarzy, fotoreporterów, fanów i innych pokazaliśmy się im, po czym Justin n oczach tych wszystkich ludzi pocałował mnie.
- Justin!- wykrzyknęłam.
- Hahahaha! Mają to!- zaśmiał się.
Po tym rozeszliśmy się do swoich łazienek. Czyści, przebrani, poszliśmy po Scoota, Kenniego a następnie poszliśmy z nimi na obiad.
- Widzieliśmy zdjęcia.- zaśmiali się pod nosem.
- Tak? Podobają się wam?- zapytał Justin.
- Trochę nie wyraźne, ale za to ostre.
Po tych słowach wprost nie mogliśmy przestać się śmiać.
- Co wymyśleliście na kolejne 5 dni?
- California?- zaproponował Bieebs.
- Świetnie! Zawsze byłam ciekawa jak wygląda twój dom.
- No to ustalone.
- A wy co planujecie?
- Jedziemy do domów.
- Spotkamy się jeszcze przed moim wylotem?- zapytałam.
- Tak, wpadniemy do was 29 sierpnia jeszcze.
- To super!

Po obiedzie poszliśmy do apartamentów, spakowaliśmy się i pojechaliśmy na lotnisko. Kenny poleciał jednym samolotem, Scoot, chłopaki z ochrony kolejnym  a ja i Bieber jego prywatnym...

24

w milczeniu każdy poszedł do swojego pokoju. Włączyłam wiatrak, położyłam się na łóżku i emocje dały górę. Z oczu strumieniami zaczęły lecieć mi łzy.
Czemu ten czas tak cholernie szybko leci? Dopiero co leciałam do USA a już za 4 dni wracam do Polski…
Leżałam na łóżku, przekręcając się z boku na bok, nie przestając płakać.
Nagle na moim ramieniu poczułam ciepłą dłoń.
- Nie płacz…- powiedział.
Szybko odwróciłam się, wytarłam oczy  i zobaczyłam Justina. Popatrzyłam w jego ciepłe, lekko zaczerwienione brązowe oczy.
- Tak łatwo ci powiedzieć…- ze smutku wciskając twarz w dłonie. On tylko mnie mocno przytulił i powiedział.
- Kocham Cię!
Po tych słowach zrobiło mi się lżej.
- Zresztą zobaczysz szybko zleci.- dopowiedział.
- Mam nadzieję!- powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
- Masz ochotę pójść ze mną na plażę?
- Jasne.- odpowiedziałam.
On poszedł do siebie a ja do łazienki, przebrałam się w kostium, założyłam krótkie spodenki większą bluzkę i japonki.

Przyszedł po mnie i poszliśmy na plażę...

23

Razem z Scootem pobiegliśmy do salonu i zobaczyliśmy Biebera, śpiącego na kanapie w moim apartamencie.
- Justin! Co ty tu robisz?- zapytałam.
On zerwał się na równe nogi i zaczął się tłumaczyć, ale nic mu nie wychodziło.
Ja ze Scootem zaczęliśmy się śmiać, bo żadne wypowiedziane przez niego słowo nie miało większego sensu…
Po kilku minutach razem wyszli a ja się ubrałam. Spotkaliśmy się w restauracji na dole, na śniadaniu. W hotelu z całej ekipy został tylko Scoot, Kenny, ja, Justin i ochrona. Tancerze i reszta polecieli do domów, bo mają wolne.
- To co Zuza, zostały nie całe 2 tygodnie?- zapytał Kenny.
- yhymmm…- westchnęłam.
- Czy ustaliliście już…
- Nie jeszcze nie…- przerwał Justin.
- O czym znowu mówicie?- zapytałam.
- Czy ty naprawdę chcesz o tym mówić, właśnie teraz?- zapytał Justin.
- Myślę, że to odpowiedni moment, aby wszystko dokładnie ustalić.- powiedziałam i odstawiłam talerz.
- Scoot, możesz ty jej to powiedzieć?- poprosił Bieber.
- Chodzi o to, że chcielibyśmy dać ci ochronę do Polski.
- Proszę powiedzcie, że to jakiś żart!- jęknęłam.
Wszyscy spuścili głowy w dół i już wiedziałam, że mówią całkiem poważnie.
- Jak wy to sobie wyobrażacie?- rzuciłam, wzięłam głęboki oddech i a napiłam się wody.
- Pomyślałem, że może Rick mógłby z tobą polecieć. Wynajęlibyśmy mu jakieś mieszkanie blisko waszego.
- Co on miałby robić?- dopytywałam.
- Zawoziłby cię do szkoły , przyjeżdżałby po ciebie, zawoziłby cię tam gdzie chcesz i …
- I wszędzie za mną chodził?- zapytałam lekko załamana.
- Tak, ale on by był w jakiejś odległości i nikt by nie wiedział, że on jest z tobą.- powiedział szybko Kenny.
- A co jeśli by go nie było?
- Ludzie są różni…
- Jeśli tak musi być to dobra. Czy coś jeszcze?
- Nie już nic.
- Teraz ja chciałabym wam coś powiedzieć.
- Tak?- zapytali zaciekawieni.
- Wylatuję 31 sierpnia za 3 dni.- ledwo, przeszło mi przez gardło.
- Jak to?- zapytał zdziwiony JB.
- Chciałabym być w domu 1 września i na rozpoczęciu roku szkolnego.
- Rozumiemy…- powiedzieli.
- Czy to twoja ostateczna decyzja?- zapytał smutny Justin.
- Tak, zdecydowanie tak.- powiedziałam.

Poszliśmy do pokoju, w milczeniu każdy poszedł do swojego pokoju. Włączyłam wiatrak, położyłam się na łóżku i emocje dały górę. Z oczu strumieniami zaczęły lecieć mi łzy... 

22

Nagle usłyszałam pukanie do okien tarasowych. Powoli podeszłam i zobaczyłam Justina w piżamie a właściwie w wielkich śpiochach.
- Co ty tutaj robisz?- zapytałam otwierając mu drzwi od tarasu.
- Przecież mieszkam obok, a twój taras łączy się z moim,
- Mogłam się domyślić…
- Co oglądasz?
- Nic ciekawego…
- To chodź posiedzimy na huśtawkach na tarasie.- zaproponował.
- A masz czekoladę?- zapytałam.
- Mam.- wyciągnął zza pleców wielką tabliczkę czekolady.
- To dobra.
Siedzieliśmy na huśtawkach, jedząc czekoladę, wgapiając się w piękne widoki.
Obudziłam się o 9.oo w swojej sypialni. Nie wiem jak tam się znalazłam, ale przypuszczam, że Jay mnie tam zaniósł kiedy zasnęłam na tarasie.
Poszłam do łazienki wzięłam prysznic. Wyszłam z łazienki w samym ręczniku, kiedy ktoś dobijał się do drzwi.
- Sue, gdzie jest Justin?
- Nie wiem.
- Nie ma go u ciebie?
- Nie. A co?
- Nie ma go u siebie.- powiedział przestraszony Scooter.
- Poczekaj.- powiedziałam i pobiegłam do sypialki po telefon.
Zadzwoniłam do Justina i w tym samym momencie usłyszałam dźwięk dochodzący z salonu. Razem z Scootem pobiegliśmy do salonu i zobaczyliśmy...

21

Wszyscy wyszliśmy z autobusów, dał mi buziaka i pobiegł na scenę. Ja i Mike poszliśmy robić zdjęcia.
Koncert trwał 1,5 godziny, standardowo. Po 21.oo byliśmy już w hotelu. Rozeszliśmy się  do apartamentów i o 22.oo byliśmy umówieni na kolację. Szybko się odświeżyłam , przebrałam i przyszedł po mnie Justin i Mike.
Zeszliśmy na kolację na dół. Wszystko już było gotowe.
Złapaliśmy się za ręce i pomodliliśmy się. Po modlitwie każdy rzucił się na jedzenie dlatego, że przed koncertem prawie nic nie jedzą. Zjedliśmy posiedzieliśmy razem do 24.oo i poszliśmy wszyscy do mojego apartamentu, w którym pożegnałam się z całą ekipą.
- Jesteście naprawdę wspaniali, jestem wdzięczna Bogu, że mogłam was poznać i spędzić z wami trochę czasu.
Mam nadzieję, że niedługo się znowu spotkamy.- powiedziałam a w moich oczach pojawiły się łzy.
Ułamek sekundy później wszyscy rzucili mi się w objęcia, po czym poszli do swoich pokoi.
O 1.oo w piżamie położyłam się na łóżku i włączyłam sobie film na laptopie. Nagle usłyszałam pukanie do okien tarasowych. Powoli podeszłam i zobaczyłam...

20

Zamknęłam drzwi i poszłam na taras. Usiadłam na huśtawce z laptopem na kolanach. Zadzwoniłam do Klaudii.
- Hej!
- Hej! Opowiadaj wszystko!- prawie krzyczała Klaudia.
- No co mam ci opowiadać?
- Zuza żartujesz, przecież jesteś z facetem, o którym marzyłaś!
- No tak spędzam z nim czas i w ogóle…
- No Zuźka!
- Klaudia on jest cudowny! On ma niesamowity charakter!
- No widzisz…
- Wracam 31 sierpnia.- powiedziałam.
- A gdzie teraz jesteś?
- San Francisco.
- Kobieto! Ale życie!
- Ta… Zobaczymy jak wyjadę…
- Daj spokój!
Gadałyśmy chyba jeszcze dobre pół godziny, po tym zadzwoniłam do rodziców. Ta rozmowa trwała nie krócej…
O 12.3o poszłam do łazienki przyszykować się na wieczór.
O 13.oo byłam już gotowa, leżałam na wielkim łóżku w sypialni i podziwiałam widoki za oknem.
Nagle ktoś do mnie zadzwonił.
- Sue, czy mogę przyjść do ciebie i zrobić ci kilka zdjęć?- zapytał Mike.
- Przyjdź.- odpowiedziałam.
Otworzyłam mu drzwi. Usiadłam na łóżku i zajęłam się przerabianiem zdjęć w komputerze a Mike robił mi zdjęcia. Co chwilę mówiąc: ‘SPÓJRZ SIĘ NA MNIE’.
Wtedy odrywałam wzrok od komputera, robiąc głupie miny.
O 14.oo wyszedł, a po kilku minutach przyszedł Justin.
Wzięłam plecak i wyszliśmy, w holu wszyscy już na nas czekali.

Weszliśmy do autobusów i pojechaliśmy  na stadion, na którym miał być koncert. Tym razem koncert miał być na otwartym powietrzu. Wyszli, zrobili próbę i wróciliśmy do autobusów, w których siedzieliśmy, aż do rozpoczęcia koncertu. Wszyscy wyszliśmy z autobusów, dał mi buziaka i pobiegł na scenę. Ja i Mike poszliśmy robić zdjęcia...

19

- Podróżuję, zwiedzam świat, pięknie żyje, garściami życie biorę, jestem piosenkarzem, mam pełne sale, wiele kobiet znam, przemierzyłem cały świat, skasowałem kilka bryk, chciałem kiedyś dać coś dobrego, no i dałem siebie, ludzie i los nieźle ze mnie drwili, drwią i drwić będą, ale mimo to nikt mi nie może odebrać wiary…
- Żałujesz czegoś?
- Żałuję… Żałuję kilku rzeczy, żałuję kilku relacji z pewnymi przypadkowymi dziewczynami, żałuję niezliczoną ilość wypowiedzianych pod wpływem emocji słów… wielu rzeczy. Ale dosyć o mnie teraz ty powiedz mi coś o sobie.
- 25 marca 2o13 roku byłam na twoim koncercie. Kiedy stałam pod sceną patrzyłam się na ciebie i myślałam, że już nic lepszego w życiu mi się nie przydarzy a jednak.
Codziennie przez 2 lata sprawdzałam najnowsze wiadomości o tobie, pisałam, komentowałam… Modliłam się o to, żebyś mnie zauważył, ale nic się nie działo… mimo to nie zwątpiłam i nie przestałam. Kiedy zadzwonił do mnie kuzyn przeglądałam twoje zdjęcia na instagramie. To chyba wszystko, a i jeszcze jedno… Jeśli mam być tylko na jakiś czas to ja dziękuję…- powiedziałam i przetarłam oczy z łez.
On spojrzał mi prosto w oczy i powiedział.
- Po pierwsze dziękuję Bogu za to, że dał nam tak wspaniałą okazję na przypadkowe spotkanie…
- Tak, dla ciebie może wspaniałe, ale ja mam siniaki.- powiedziałam i wybuchnęliśmy śmiechem.
- Proszę uwierz mi, że chcę byś była ze mną nie kilka dni, miesięcy, czy lat, chcę cię na wieki!
- Trzymam cię za słowo z tym Disneylandem!- rzuciłam szybko, uciekając od tematu.
- Przecież obiecałem!- powiedział.
Posiedzieliśmy jeszcze trochę w tuleni w siebie i już o 11.oo byliśmy znów w hotelu.
- Gdzie byliście? Szukałem was.- powiedział Scoot przy wejściu.
- Na śniadaniu.- powiedział Jus.
- Dobra, o 14.3o na holu.
- Ok.- powiedzieliśmy, weszliśmy do windy i pojechaliśmy na nasze piętro.
- Przyjdź po mnie.- powiedziałam zamykając drzwi, Justinowi przed nosem.

Zamknęłam drzwi i poszłam na taras. Usiadłam na huśtawce z laptopem na kolanach. Zadzwoniłam do Klaudii...

wtorek, 16 lipca 2013

18

Bez słów wzięłam plecak i zeszliśmy na dół. W całkowitym milczeniu dojechaliśmy na lotnisko.  Z auta wyszliśmy w asyście ochrony, przedarliśmy się przez fotoreporterów i weszliśmy na pokład prywatnego samolotu.
Postanowiłam sama nie zaczynać rozmowy.
- Czy moglibyście zostawić nas samych?- poprosił Justin po jakimś czasie od startu.
- Jesteś na mnie zła, że ci nie powiedziałem?- zapytał kiedy wszyscy wyszli.
- Daj spokój! Przecież wczoraj…- urwałam.
- Rozmawiałem ze Scottem, zapytał mnie co będzie dalej…
- Masz na myśli mój powrót do Polski?- zapytałam.
- Tak.
- Na razie nie mówmy o tym, mamy jeszcze trochę czasu, spędźmy go nie myśląc o tym co będzie później.
- Dobrze, miałem cię właśnie o to prosić.
Nie minęła sekunda a siedzieliśmy wtuleni w siebie. Nie długo później wróciła reszta ekipy.
- San Francisco…- mruknął Scoot.
- A jutro? – zapytałam.
- Już od dzisiejszej nocy do 11 września nic.- powiedział Kenny.
- Żartujecie?- powiedziałam.
- To pan Bieber tak zarządził.- powiedział dumnie Kenny Hamilton.
Byłam tak szczęśliwa!
- Dziękuję!- powiedziałam i dałam Justinowi buziaka w policzek.
- Nononono!- powiedziała ekipa.
Kiedy wylądowaliśmy, prosto do auta i do hotelu.
Tancerze byli już na miejscu, wynajęte było całe piętro dla całej ekipy Bieebsa.
Dostałam swój własny apartament. Weszłam i nagle szok!
On był ogromny! Rzuciłam plecak na kanapę a walizkę postawiłam na środku salonu i wyszłam na taras.
No nie wierzę! Widok zniewalający! Piękna plaża, ocean…
Po chwili wróciłam do apartamentu i poszłam do łazienki, ona również była wielka. Wzięłam długi, odprężający prysznic założyłam ręcznik i wyszłam w łazienki. Zdążyłam jedynie ubrać bieliznę i usłyszałam mój telefon. Pobiegłam do salonu i szybko odebrałam.
- Tak słucham?- powiedziałam.
- Cześć Zuza!
- Klaudia!
- To wszystko prawda?- zapytała.
- później oddzwonię do ciebie na skype.
- Dobra, to do usłyszenia.
- Pa!
Ubrałam się kiedy ktoś zapukał do drzwi. Założyłam szybko sukienkę i pobiegłam do drzwi.
- Wow!- powiedział Justin, stojący w drzwiach.
- Podoba ci się?
- Pięknie wyglądasz.- powiedział i wszedł do środka.
Usiadł na kanapie a ja suszyłam włosy.
- Która w ogóle jest tutaj godzina?- krzyknęłam z łazienki.
- 9.oo, a co?- zapytał.
- Głodna jestem!- rzuciłam.
- Właśnie chcę cię zabrać na śniadanie.- powiedział i przyszedł do mnie do łazienki.
Nałożyłam jeszcze tylko odżywkę na włosy i byłam gotowa.
Zeszliśmy do auta.
- Na co masz ochotę?
- Kanapka z Mc’Donalda.- powiedziałam.
- Serio?
- No tak a co?
- Bo też mam ochotę, ale nie wiedziałem, czy ty będziesz chciała.
- Dobra nie gadaj tylko jedz, bo głodna jestem- zaśmiałam się.
Wzięliśmy jedzenie na wynos i pojechaliśmy na plażę.
Usiedliśmy na wydmie i zaczęliśmy jedzenie.
- Byłaś kiedyś w Disneyland?
- Nie, jeszcze nie.
- A chciałabyś?
- No to chyba marzenie każdego.
Wtedy popatrzył na mnie i powiedział.
- Kiedy wrócisz, zabiorę cię tam!
- Obiecujesz?
- Obiecuję.
- Powiedz mi coś o sobie coś innego niż zawsze…

- Podróżuję, zwiedzam świat, pięknie żyje, garściami życie biorę, jestem piosenkarzem, mam pełne sale, wiele kobiet znam, przemierzyłem cały świat, skasowałem kilka bryk, chciałem kiedyś dać coś dobrego, no i dałem siebie, ludzie i los nieźle ze mnie drwili, drwią i drwić będą, ale mimo to nikt mi nie może odebrać wiary… 

17

Już w aucie zaczęliśmy świrować, ale kiedy wyszliśmy z auta… Weszliśmy do windy zaczęliśmy śmiać się, wygłupiać robić sobie zdjęcia w lustrze i tym podobne.
Tak, zdecydowanie to było nic w porównaniu z tym co działo się w naszym apartamencie. Otóż po przekroczeniu progu, zrzuciliśmy ubrania. Zostaliśmy w topach i majtkach po czym  rzuciliśmy się na łóżko i zaczęliśmy się obkładać poduszkami. Następnie poszliśmy do kuchni wyjęliśmy mikser i zrobiliśmy sobie koktajl, z szafek wzięliśmy żelki, pianki, czekoladę i poszliśmy przed telewizor. Włączyliśmy film. Zjedliśmy tonę słodyczy, wypiliśmy litry słodkich napojów i zasnęliśmy.
Około 5.oo rano obudził nas Scooter.
- Co wy robicie?- zapytał.
- Śpimy nie widzisz?- powiedział Justin.
- Czy wy oszaleliście? Popatrzcie dookoła. Pełno słodyczy, poduszki wszędzie się walają a wy spaliście na podłodze.
- I co w tym takiego strasznego?- zapytał Justin.
- Dobra, mało istotne…- kiwnął ręką Scoot.
- Macie godzinę, samolot już czeka.- dopowiedział.
- Czy ja o czymś nie wiem?- zapytałam.
- Nie powiedziałeś jej?- zapytał zdziwiony, lekko podenerwowany Braun.
- Zapomniałem!- powiedział Justin.
- Gdzie mamy lecieć?
-San Francisco. - powiedział Scoot.
- Justin chodź, muszę z tobą pogadać.- dopowiedział Scooter.
Poszłam do łazienki wzięłam prysznic, wyszłam stanęłam przed lustrem i zwyczajnie w świecie się popłakałam.
Wszystko dzieje się tak szybko… Co prawda od zawsze o tym marzyłam, ale teraz to co innego…
Stało się zakochałam się w wielkiej gwieździe pop kultury.
On mówi, że mnie kocha, ale przecież znamy się zaledwie kilkanaście dni a poza tym przecież to gwiazda on może wszystko…
Stoję przed lustrem, łzy spływają po mojej twarzy a przez moją głowę przechodzi tysiące różnych myśli.
Nagle słyszę bardzo głośną wymianę zdań.
- Chłopaku dorośnij! Przecież ona musi wiedzieć o wszystkim! Co ona sobie pomyśli, że coś przed nią ukrywasz? Chcesz tego?
- Przecież ja nie chciałem, po prostu zapomniałem.
- Co ty zamierzasz dalej?- zapytał poważnym tonem Justina.
- Stary ty nic nie rozumiesz, ja naprawdę ją kocham!- krzyknął pełen emocji Bieber.
- Przecież widzę! Ale ona niedługo wyjeżdża i co potem?
- Nie wiem, nie chcę o tym na razie myśleć. Później zobaczymy jak to będzie.
Później usłyszałam jak wyszedł z apartamentu i trzasnął drzwiami. Ja wyszłam z łazienki a Justin wszedł. Ubrałam się i pobiegłam do kuzyna.
Okazało się, że oni zostają tu do 4 września, bo pracują w studio nad nową płytą.
Kuzyn doradził mi, abym poleciała z Bieebsem a ja posłuchałam jego rady.
Wróciłam do apartamentu, Justin czekał już na mnie w drzwiach. Bez słów wzięłam plecak i zeszliśmy na dół. W całkowitym milczeniu dojechaliśmy na lotnisko.