Translate

piątek, 1 listopada 2013

48

Szeroko się uśmiechnęłam i dałam mu buziaka.
Podeszliśmy odebraliśmy nasze jedzenie, zapłaciliśmy jeszcze za żelki, które wybraliśmy i ruszyliśmy w drogę.
Kiedy zaparkowaliśmy już pod blokiem, zauważyłam lekkie zdenerwowanie i niepokój na twarzy Biebera.
- Nie denerwuj się oni ciebie bardzo lubią.-powiedziałam. Po tych słowach twarz Justina zmieniła się, wyglądał na rozluźnionego.
Zapukaliśmy i drzwi otworzyła nam Zosia.
- Cześć!- powiedział Justin i wyciągnął rękę w jej stronę.
Ona oniemiała z wrażenia a jej mina była bezcenna.
Rodziców jeszcze nie było a Rick siedział już u nas w pokoju na kanapie.
Oprowadziłam Justina po mieszkaniu a chwilę później przyszli rodzice.
Przedstawiłam im Justina. Tata bacznie go obserwował a mama pytała go o różne rzeczy. Najlepsza była Zosia, która chyba z nerwów zaniemówiła.
Po wspólnym posiłku poszliśmy do mojego pokoju. Położyliśmy się i zaczęliśmy się wygłupiać.
- Zosia chodź na chwilę!- zawołałam ją a Justin nie przestawał mnie gilgotać.
- Co?- podeszła bliżej.
- A teraz mamy cię!- złapaliśmy ją i zaczęliśmy jej dokuczać.
Greg robił nam zdjęcia i nakręcił krótkie filmiki kliku sekundowe. Zosia wtedy trochę się rozkręciła i złapała świetny kontakt z Justinkiem.
- Dobra już na razie koniec.- zarządziliśmy wspólnie.

Leżeliśmy na łóżku ja, moja siostra i mój chłopiec z Kanady...

47

Nie wiedziałam co czeka nas po wyjściu z hotelu. Otóż ochrona, z którą przyjechał Justin pomogła nam dostać się do auta, ale to nic, bo nie mogliśmy ruszyć. Fotoreporterzy kładli się na aucie, żeby zrobić jak najlepsze zdjęcia.
- Kurna no!- krzyknął zdenerwowany.
- Jeszcze tylko chwila…- powiedziała ochrona.
Słyszeliśmy krzyki ochrony i teksty fotoreporterów.
- Odejdźcie!- krzyczała ochrona.
- Justin twoja dziewczyna jest brzydka!- krzyczeli ludzie z aparatami.
- Jak minęła wam noc?- cały czas leciały jakieś teksty, aby nas sprowokować.
- Nie słuchaj ich!- podał mi rękę i włączył radio na tle głośno, aby zagłuszyć tłum.
Po kilku minutach byliśmy już w drodze do mojego rodzinnego miasta.
- Jesteś głodna?
- No trochę.
- Zatrzymamy się na stacji.
- Ok.
Zaparkował, wyszliśmy z auta i poszliśmy na stację.
- Co bierzesz?- zapytałam Justina.
- Weź mi tą kanapkę z kurczakiem.
- 2 kanapki z kurczakiem.- zamówiłam.
- Proszę poczekać 5 minut.- powiedziała sprzedawczyni.
Poszliśmy rozejrzeć się po sklepie.
Staliśmy przy pólkach z żelkami a obok, była półka z prezerwatywami.
Spojrzeliśmy na półkę a potem na siebie, zaśmialiśmy się, po czym Justin przytulił mnie mocno.
- Dzięki.
- Nie chcę się śpieszyć. Szanuję twoją decyzję.- powiedział.
Szeroko się uśmiechnęłam i dałam mu buziaka.

Podeszliśmy odebraliśmy nasze jedzenie, zapłaciliśmy jeszcze za żelki, które wybraliśmy i ruszyliśmy w drogę...

46

Zastanawiałam się czemu Justin nie skontaktował się ze mną i osobiście nie złożył mi życzeń… Bo w czasie koncertu jedynie zaśpiewali mi Happy Birthday, wolałabym dostać od niego telefon po koncercie i usłyszeć jakąś miłą błahostkę, chociażby to, że życzy mi spełnienia marzeń, albo zdrowia? Na samą myśl ściskało mnie od środka i było mi strasznie smutno na tyle smutno, że się popłakałam.
Włączyłam komputer i zaczęłam przeglądać maila.
Każdy z ekipy Biebera wysłał mi maila z życzeniami, ale gdzie jest coś od niego? Pomyślałam, że straszny z niego dupek. Zamknęłam komputer położyłam go na podłodze i poszłam spać. Obudziło mnie delikatne muśnięcie po uchu i objęcie, kogoś z tyłu. Bardzo się przestraszyłam, nie odwróciłam się. Spojrzałam na dłoń mnie obejmującą i od razu wiedziałam kto leży za mną.
To co wczoraj powiedziałam w jednej chwili zniknęło. Teraz był tak blisko, że czułam i słyszałam jego oddech.
Leżałam jeszcze tak chwilę i udawałam, że śpię.
Jednak po chwili gwałtownie obróciłam się w jego stronę, mocno go przytuliłam.
Wiedziałam, że przyjechał prosto po koncercie i od razu się koło mnie położył, więc jeszcze trochę spał a ja przez ten czas poszłam do łazienki, ubrałam się i poszłam do salonu do Ricka.
Posiedzieliśmy pogadaliśmy, przyszła Klaudia, Filip, Wiktor. Po jakimś czasie przyszedł Justin. Postanowiliśmy, że pojedziemy do Tomaszowa. Jay chciał poznać moją rodzinę. Spakowaliśmy się i zeszliśmy na dół. Ustaliliśmy, że Klaudia, Filip i Wiktor pojadą z ochroniarzem a ja z Bieebsem.

Nie wiedziałam co czeka nas po wyjściu z hotelu. Otóż ochrona, z którą przyjechał Justin pomogła nam dostać się do auta, ale to nic, bo nie mogliśmy ruszyć. Fotoreporterzy kładli się na aucie, żeby zrobić jak najlepsze zdjęcia... 

45

- Szkoda, że nie może tutaj być…
-  Bardzo chciał, ale nie mogą przerwać trasy koncertowej.
- Wiem, wiem…
Po 2O.oo byliśmy wszyscy już w klubie na dole. Tańczyliśmy, śpiewaliśmy, wygłupialiśmy się w najlepsze.
Po kilku godzinach dobrej zabawy  na ekranie gdzie dotychczas pokazywały się słowa piosenek, pojawiło się wideo na żywo z koncertu w Portugali. Justin trzymał kamerę i razem z 5o tysiącami ludzi zaśpiewał mi  Happy Birthday. To miłe z jego strony, że przerwał koncert i razem z wszystkimi zaśpiewali dla mnie.
Po tym nagraniu zaczęli podchodzić do mnie ludzie, których nawet nie znałam i zaczęli składać mi życzenia.
Około 3.oo opuściliśmy klub i poszliśmy do mojego apartamentu.
Czekała mnie w nim niespodzianka.
Na wielkim stole stał piękny, okrągły, kolorowy tort, szampan i prezenty.
Przyjaciele złożyli mi życzenia, dostali po kawałku ciasta urodzinowego i poszli do swoich pokoi. Wtedy Rick złożył mi życzenia i dał mi prezent. Postanowiłam, że poczekam i prezenty otworzę dopiero jak wstanę.
Poszłam do łazienki, wskoczyłam do łóżka. Leżałam wpatrzona w sufit. Nie mogłam usnąć, przez moją głowę przechodziły przeróżne myśli. Zastanawiałam się czemu Justin nie skontaktował się ze mną i osobiście nie złożył mi życzeń… Bo w czasie koncertu jedynie zaśpiewali mi Happy Birthday, wolałabym dostać od niego telefon po koncercie i usłyszeć jakąś miłą błahostkę, chociażby to, że życzy mi spełnienia marzeń, albo zdrowia? Na samą myśl ściskało mnie od środka i było mi strasznie smutno na tyle smutno, że się popłakałam...

44

- Masz tort?- zapytał Rick.
Popatrzyłam na nich i zaśmiałam się.
- No nie wierzę!- rzuciła Zofia.
- Pojadę z nim a ty zostań i zacznij się szykować na wieczór.
- Dzięki młoda!- powiedziałam i dałam jej kartę, którą dostałam od Justina.
Po godzinie wrócili z małym czarnym torcikiem z białą 18 na górze.
- Z czym jest w środku?
- Krem czekoladowy i wiśnie w wódce.
- Ummm! Pycha.- powiedziałam.
Najpierw z pracy przyjechali rodzice a zaraz za nimi przyszli dziadkowie. Długo nie trzeba było czekać i przyszedł brat mamy z rodzinką.
Usiedliśmy wszyscy przy stole wypiliśmy kawę, herbatę, zjedliśmy tort, porozmawialiśmy i o 18.oo goście poszli.
- Kiedy wrócicie?
- W sobotę wieczorem.- powiedziałam zakładając buty.
Ubrana byłam w krótką biało-czarną sukienkę na ramiączka i czarne baleriny.
- Masz moją torbę?- krzyknęłam do mojego kumpla, który jednocześnie jest moim ochroniarzem.
- Tak! Chodź już! Znajomi już czekają!
Zbiegłam szybko na dół, przywitałam się z przyjaciółmi i weszliśmy do samochodu.
W aucie nikt nie rozmawiał, wszyscy byli zajęci robieniem czegoś w swoich telefonach. Ja czytałam maile z życzeniami od Beliebersów i fanów. W tle leciała muzyka Michaela Jacksona.
Po jakimś czasie byliśmy już na miejscu.
Rick zatrzymał się przed wejściem do hotelu, wyszedł podbiegł, otworzył moje drzwi, zakrył mnie kurtką i wbiegliśmy do hotelu, w którym był klub.
Poszliśmy każdy do swoich pokoi. Ja dostałam największy apartament, gdzie w salonie miał spać Rick.
- Czy to wszystko pomysł Justina?- zapytałam.
- Tak to on to wymyślił.
- Szkoda, że nie może tutaj być…
-  Bardzo chciał, ale nie mogą przerwać trasy koncertowej.

- Wiem, wiem…...

43

Dwa dni zleciały bardzo szybko.
- To dzisiaj!- obudzili mnie wszyscy domownicy.
- Która godzina?- zapytałam zaspana.
- Dzisiaj nie musicie iść do szkoły.- powiedzieli rodzice.
Mama i tata pojechali do pracy. Ja, moja siostra wróciłyśmy do ciepłego łóżeczka a Rick położył się na swoim łóżku obok. Zosia spała Rick tak samo. Ja rzucałam się po łóżku i nie mogłam zasnąć.
Kiedy dotarło do mnie, że już nie zasnę, chwyciłam za laptopa, kołdrę i poszłam do salonu. Położyłam się na łóżku i zaczęłam przeglądać różne strony. Nie do wiary! Wszędzie piszą o moich urodzinach! Mają temat… Postanowiłam, że dzisiaj zero komputera, zero telewizora i zero telefonu.
Nieważne, czy ktoś dzwoni! Dziś są moje urodziny i chcę je spędzić w spokoju.
Jednak udało mi się trochę zdrzemnąć. Około 13.oo wszyscy byliśmy wyspani.
- O której mamy wyjechać?- zapytałam.
- Gdzie wy jedziecie?- zapytała Zofia.
- Do Warszawy do klubu z Klaudia, Filipem, Wiktorem…
- Ooooo, fajnie!
- No nie wiem 18.oo?
- Dobra, bo o 15 jeszcze dziadkowie przychodzą na torta.- powiedziałam.
- Masz tort?- zapytał Rick.
Popatrzyłam na nich i zaśmiałam się.
- No nie wierzę!- rzuciła Zofia.

42

- No…- odebrałam kolejne połączenie.
- Wychodzisz się przejść pod wieczór?- zaproponował Wiktor.
- No mogę, ale to zadzwonię jak się wyrobię, bo na razie robię projekt na angielski.
- Dobra jak coś to dzwoń.
Po tym telefonie poszłam do kuchni zrobiłam sobie kawę a z szafki wyjęłam ciastka.
- Robisz kawę?- krzyknął ochroniarz.
- Tak! Też chcesz?
- Tak, poproszę.
Z dwoma kubkami kawy i ciastkami po brodą powoli poszłam do pokoju.
Kubki i ciastka położyłam na stoliku i znów zabrałam się do pracy.
- Już skończyłam!- powiedziałam po około 2o minutach.
- No gratuluję!- oderwał na chwilę głowę od komputera po czym szybko wrócił do swoich spraw.
Ja postanowiłam poprzerabiać trochę zdjęcia z USA.
 Po 19.oo zadzwoniłam do Wiktora. Wyszliśmy, trochę pogadaliśmy i wróciłam do domu.
Posiedzieliśmy z Zosią i Rickiem do 24.oo i położyliśmy się spać.
Przez kolejne 2 tygodnie, każdy dzień wyglądał tak samo.
- Dzisiaj jest 15 września?- zapytał tata mamę, kiedy siedzieliśmy wszyscy wspólnie w salonie przed telewizorem.
- Tak a w czwartek 17 września i urodziny Zuzanny.- rzuciła mama.
- Justin przyjeżdża?- zapytali rodzice.
- Nie, chyba nie, bo ma koncerty i w ogóle…- powiedziałam a na mojej twarzy zagościł smutek.
- A no chyba, że tak.

Dwa dni zleciały bardzo szybko...

41

Tylko nie to! Przecież to już ostatnia lekcja a w dodatku nie mam ochoty rozmawiać z nauczycielką.
- Tak coś się stało?- odwróciłam się i podeszłam do jej biurka.
- Jak minęły ci wakacje?- zapytała.
- Szybko, ale za to były bardzo udane.
- Widziałam zdjęcia…
- Ach tak…- pokiwałam i delikatnie spuściłam głowę w dół.
- Mam nadzieję, że zostaniesz z nami do końca.- powiedziała nauczycielka.
- Jeśli o to chodzi to może być pani spokojna. Nic nie planuję, ale jeśli coś się zmieni, powiem o tym pani.
- Oczywiście...- uśmiechnęła się do mnie.
- Przepraszam, czy coś jeszcze, bo czeka ktoś na mnie już pod szkołą.
- Nie, nie już nic! Pamiętaj na jutro piosenka!
- Jasne!
Wyszłam z klasy i pobiegłam do wyjścia. Przy drzwiach czekała na mnie moja ekipa.
- Co chciała?- zapytali.
- Pytała o wakacje i czy nie będę chciała kontynuować nauki gdzie indziej.
- I co jej powiedziałaś?
- Że nie planuję.
Weszliśmy do auta, odwieźliśmy przyjaciół do domów i wróciliśmy do domu.
- Jak było w szkole?- zapytał Rick.
- Nic ciekawego poza tym, że wszyscy mnie obserwowali i o mnie gadali…
- Czyli nic nowego.- westchnął.
- Dokładnie tak.
- Obiad!- krzyknęła mama z kuchni.
Pobiegliśmy do niej szybko, bo byliśmy już strasznie głodni.
Kurczak, pieczarki, makaron w sosie śmietanowym a do tego sałatka ze szpinakiem, pomidorem, papryką, ogórkiem, oliwkami. Pycha! Uwielbiam dania mojej mamy.
- To jest pyszne.- powiedziałam.
- Głodna jesteś to dlatego.- powiedziała mama.
- Jak w pracy?- zapytałam.
- Zmęczona jestem, bo pisałam opinie i badałam dwóch dyslektyków.- powiedziała mama.
- A tato ty jak?
- Daj spokój! Cyrk jak zawsze…
- Zofia a ty jak w szkole?
- Wszystkie wolne lekcje, zresztą jak zawsze po wakacjach…
Zjedliśmy obiad i poszłam do pokoju.
Włączyłam laptopa i wzięłam się za robienie tych piosenek na angielski.
- No co jest?- odebrałam telefon.
- Na pocztę wysłałam ci 2 piosenki.
- Okej, ale jakieś bez wulgaryzmów tak?- wolałam się upewnić.
- Tak, tak.
- Dobra to zaraz się tym zajmę.
Rozłączyłam się i weszłam na pocztę. Była tam piosenka Katty Perry i One Direction. Teraz moja kolej no, więc niech będzie… Rihanna, Beyonce wystarczy.

- No…- odebrałam kolejne połączenie...