Bez słów
wzięłam plecak i zeszliśmy na dół. W całkowitym milczeniu dojechaliśmy na
lotnisko. Z auta wyszliśmy w asyście
ochrony, przedarliśmy się przez fotoreporterów i weszliśmy na pokład prywatnego
samolotu.
Postanowiłam
sama nie zaczynać rozmowy.
- Czy
moglibyście zostawić nas samych?- poprosił Justin po jakimś czasie od startu.
- Jesteś
na mnie zła, że ci nie powiedziałem?- zapytał kiedy wszyscy wyszli.
- Daj
spokój! Przecież wczoraj…- urwałam.
-
Rozmawiałem ze Scottem, zapytał mnie co będzie dalej…
- Masz
na myśli mój powrót do Polski?- zapytałam.
- Tak.
- Na
razie nie mówmy o tym, mamy jeszcze trochę czasu, spędźmy go nie myśląc o tym
co będzie później.
-
Dobrze, miałem cię właśnie o to prosić.
Nie
minęła sekunda a siedzieliśmy wtuleni w siebie. Nie długo później wróciła
reszta ekipy.
- San
Francisco…- mruknął Scoot.
- A
jutro? – zapytałam.
- Już od
dzisiejszej nocy do 11 września nic.- powiedział Kenny.
-
Żartujecie?- powiedziałam.
- To pan
Bieber tak zarządził.- powiedział dumnie Kenny Hamilton.
Byłam
tak szczęśliwa!
-
Dziękuję!- powiedziałam i dałam Justinowi buziaka w policzek.
-
Nononono!- powiedziała ekipa.
Kiedy
wylądowaliśmy, prosto do auta i do hotelu.
Tancerze
byli już na miejscu, wynajęte było całe piętro dla całej ekipy Bieebsa.
Dostałam
swój własny apartament. Weszłam i nagle szok!
On był
ogromny! Rzuciłam plecak na kanapę a walizkę postawiłam na środku salonu i
wyszłam na taras.
No nie
wierzę! Widok zniewalający! Piękna plaża, ocean…
Po
chwili wróciłam do apartamentu i poszłam do łazienki, ona również była wielka.
Wzięłam długi, odprężający prysznic założyłam ręcznik i wyszłam w łazienki.
Zdążyłam jedynie ubrać bieliznę i usłyszałam mój telefon. Pobiegłam do salonu i
szybko odebrałam.
- Tak
słucham?- powiedziałam.
- Cześć
Zuza!
-
Klaudia!
- To
wszystko prawda?- zapytała.
- później
oddzwonię do ciebie na skype.
- Dobra,
to do usłyszenia.
- Pa!
Ubrałam
się kiedy ktoś zapukał do drzwi. Założyłam szybko sukienkę i pobiegłam do
drzwi.
- Wow!-
powiedział Justin, stojący w drzwiach.
- Podoba
ci się?
-
Pięknie wyglądasz.- powiedział i wszedł do środka.
Usiadł
na kanapie a ja suszyłam włosy.
- Która
w ogóle jest tutaj godzina?- krzyknęłam z łazienki.
- 9.oo,
a co?- zapytał.
- Głodna
jestem!- rzuciłam.
-
Właśnie chcę cię zabrać na śniadanie.- powiedział i przyszedł do mnie do
łazienki.
Nałożyłam
jeszcze tylko odżywkę na włosy i byłam gotowa.
Zeszliśmy
do auta.
- Na co
masz ochotę?
-
Kanapka z Mc’Donalda.- powiedziałam.
- Serio?
- No tak
a co?
- Bo też
mam ochotę, ale nie wiedziałem, czy ty będziesz chciała.
- Dobra
nie gadaj tylko jedz, bo głodna jestem- zaśmiałam się.
Wzięliśmy
jedzenie na wynos i pojechaliśmy na plażę.
Usiedliśmy
na wydmie i zaczęliśmy jedzenie.
- Byłaś
kiedyś w Disneyland?
- Nie,
jeszcze nie.
- A
chciałabyś?
- No to
chyba marzenie każdego.
Wtedy
popatrzył na mnie i powiedział.
- Kiedy
wrócisz, zabiorę cię tam!
-
Obiecujesz?
-
Obiecuję.
-
Powiedz mi coś o sobie coś innego niż zawsze…
-
Podróżuję, zwiedzam świat, pięknie żyje, garściami życie biorę, jestem
piosenkarzem, mam pełne sale, wiele kobiet znam, przemierzyłem cały świat,
skasowałem kilka bryk, chciałem kiedyś dać coś dobrego, no i dałem siebie, ludzie
i los nieźle ze mnie drwili, drwią i drwić będą, ale mimo to nikt mi nie może
odebrać wiary…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz