Translate

wtorek, 16 lipca 2013

18

Bez słów wzięłam plecak i zeszliśmy na dół. W całkowitym milczeniu dojechaliśmy na lotnisko.  Z auta wyszliśmy w asyście ochrony, przedarliśmy się przez fotoreporterów i weszliśmy na pokład prywatnego samolotu.
Postanowiłam sama nie zaczynać rozmowy.
- Czy moglibyście zostawić nas samych?- poprosił Justin po jakimś czasie od startu.
- Jesteś na mnie zła, że ci nie powiedziałem?- zapytał kiedy wszyscy wyszli.
- Daj spokój! Przecież wczoraj…- urwałam.
- Rozmawiałem ze Scottem, zapytał mnie co będzie dalej…
- Masz na myśli mój powrót do Polski?- zapytałam.
- Tak.
- Na razie nie mówmy o tym, mamy jeszcze trochę czasu, spędźmy go nie myśląc o tym co będzie później.
- Dobrze, miałem cię właśnie o to prosić.
Nie minęła sekunda a siedzieliśmy wtuleni w siebie. Nie długo później wróciła reszta ekipy.
- San Francisco…- mruknął Scoot.
- A jutro? – zapytałam.
- Już od dzisiejszej nocy do 11 września nic.- powiedział Kenny.
- Żartujecie?- powiedziałam.
- To pan Bieber tak zarządził.- powiedział dumnie Kenny Hamilton.
Byłam tak szczęśliwa!
- Dziękuję!- powiedziałam i dałam Justinowi buziaka w policzek.
- Nononono!- powiedziała ekipa.
Kiedy wylądowaliśmy, prosto do auta i do hotelu.
Tancerze byli już na miejscu, wynajęte było całe piętro dla całej ekipy Bieebsa.
Dostałam swój własny apartament. Weszłam i nagle szok!
On był ogromny! Rzuciłam plecak na kanapę a walizkę postawiłam na środku salonu i wyszłam na taras.
No nie wierzę! Widok zniewalający! Piękna plaża, ocean…
Po chwili wróciłam do apartamentu i poszłam do łazienki, ona również była wielka. Wzięłam długi, odprężający prysznic założyłam ręcznik i wyszłam w łazienki. Zdążyłam jedynie ubrać bieliznę i usłyszałam mój telefon. Pobiegłam do salonu i szybko odebrałam.
- Tak słucham?- powiedziałam.
- Cześć Zuza!
- Klaudia!
- To wszystko prawda?- zapytała.
- później oddzwonię do ciebie na skype.
- Dobra, to do usłyszenia.
- Pa!
Ubrałam się kiedy ktoś zapukał do drzwi. Założyłam szybko sukienkę i pobiegłam do drzwi.
- Wow!- powiedział Justin, stojący w drzwiach.
- Podoba ci się?
- Pięknie wyglądasz.- powiedział i wszedł do środka.
Usiadł na kanapie a ja suszyłam włosy.
- Która w ogóle jest tutaj godzina?- krzyknęłam z łazienki.
- 9.oo, a co?- zapytał.
- Głodna jestem!- rzuciłam.
- Właśnie chcę cię zabrać na śniadanie.- powiedział i przyszedł do mnie do łazienki.
Nałożyłam jeszcze tylko odżywkę na włosy i byłam gotowa.
Zeszliśmy do auta.
- Na co masz ochotę?
- Kanapka z Mc’Donalda.- powiedziałam.
- Serio?
- No tak a co?
- Bo też mam ochotę, ale nie wiedziałem, czy ty będziesz chciała.
- Dobra nie gadaj tylko jedz, bo głodna jestem- zaśmiałam się.
Wzięliśmy jedzenie na wynos i pojechaliśmy na plażę.
Usiedliśmy na wydmie i zaczęliśmy jedzenie.
- Byłaś kiedyś w Disneyland?
- Nie, jeszcze nie.
- A chciałabyś?
- No to chyba marzenie każdego.
Wtedy popatrzył na mnie i powiedział.
- Kiedy wrócisz, zabiorę cię tam!
- Obiecujesz?
- Obiecuję.
- Powiedz mi coś o sobie coś innego niż zawsze…

- Podróżuję, zwiedzam świat, pięknie żyje, garściami życie biorę, jestem piosenkarzem, mam pełne sale, wiele kobiet znam, przemierzyłem cały świat, skasowałem kilka bryk, chciałem kiedyś dać coś dobrego, no i dałem siebie, ludzie i los nieźle ze mnie drwili, drwią i drwić będą, ale mimo to nikt mi nie może odebrać wiary… 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz