- Dobra
Justin proszę przestań już!- powiedziałam i odwróciłam się plecami do niego.
On
podszedł do mnie, przytulił mnie.
-
Niedługo przecież wrócisz.
- Przez
to kilka miesięcy dużo się może jeszcze zmienić.- powiedziałam i wróciłam do
krojenia.
On
złapał mnie za ręce i powiedział.
- Jeśli
to jest prawdziwe to nic się nie zmieni.
- A
jeśli nie?
- Nawet
tak nie mów…
Wtedy
usiadłam na balacie a on obok. Spojrzałam na niego a on na mnie.
- Musimy
się modlić i wierzyć…- powiedziałam.
On
ścisnął moje dłonie, pocałował je i powiedział.
-
Codziennie.- dopowiedział.
-
Codziennie.- powtórzyłam.
Wtuliłam
się w niego po czym pomodliliśmy się.
-
Pomożesz mi?- zapytałam
- Co mam
zrobić?
- Gdzie
masz makaron?
- Chyba
tu…
- Tam
nie ma sprawdzałam.
-
Poczekaj, tutaj.
- Widzę,
że wiesz gdzie co jest tak jak ja…
- Wiesz,
że prawie w ogóle mnie tu nie ma…
- Wiem.
- Co
robisz?
-
Ratatuj.
- Czyli
makaron, warzywa, mięso mielone i sos pikantny?
- Tak
dokładnie.
Wstawiliśmy
makaron do piekarnika i poszliśmy się przebrać na górę. Założyłam czarną,
krótką sukienkę na ramiączka, na którą zarzuciłam różowy lekki kardigan. Włosy
kręciły się, nałożyłam piankę i je rozpuściłam. Lekko się pomalowałam, na
koniec użyłam moich ulubionych perfum i byłam gotowa. Zeszłam na dół,
udekorowałam stół a następnie wyszłam na taras.
Usiadłam
na bujanym fotelu i przeglądałam coś na swoim telefonie. Nagle zza płotu
usłyszałam krzyki i zobaczyłam błysk fleszy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz