Translate

wtorek, 23 lipca 2013

25

Przyszedł po mnie i poszliśmy na plażę.
Było cudownie! Szybko zrzuciliśmy ciuchy i pobiegliśmy do wody. Rzucaliśmy się na siebie, podtapialiśmy, skakaliśmy, wygłupialiśmy, nie zważając na to czy ktoś się gapi, czy ktoś nam robi zdjęcia… Po prostu wtedy cieszyliśmy się sobą i chwilą. Słońce świeciło i uderzało nam do głów. Później wyszliśmy z wody założyliśmy ubrania na mokre stroje kąpielowe i poszliśmy na miasto. Mokrzy, szczęśliwi, szliśmy przez miasto. Ludzie patrzyli się na nas jak na głupich, ale to nam w ogóle nie przeszkadzało.
Po drodze kupiliśmy sobie lody. Oczywiście jakby to nie było, musieliśmy się wybrudzić jak dzieci. Cali mokrzy i brudni wróciliśmy do hotelu. Kiedy chłopaki nas zobaczyli, mieli miny jak gdyby zobaczyli ducha…
Ścigaliśmy się na schodach kto pierwszy dotrze na górę.
- Nara!- zatrzasnęłam drzwi, Justinowi przed nosem,  oparłam się o nie i westchnęłam. Po chwili Justin trzymał mnie w swoich objęciach.
- Jak ty, tu…? No tak taras…
Złapał mnie za rękę i wyszliśmy na taras. Pod tarasem stało pełno dziennikarzy, fotoreporterów, fanów i innych pokazaliśmy się im, po czym Justin n oczach tych wszystkich ludzi pocałował mnie.
- Justin!- wykrzyknęłam.
- Hahahaha! Mają to!- zaśmiał się.
Po tym rozeszliśmy się do swoich łazienek. Czyści, przebrani, poszliśmy po Scoota, Kenniego a następnie poszliśmy z nimi na obiad.
- Widzieliśmy zdjęcia.- zaśmiali się pod nosem.
- Tak? Podobają się wam?- zapytał Justin.
- Trochę nie wyraźne, ale za to ostre.
Po tych słowach wprost nie mogliśmy przestać się śmiać.
- Co wymyśleliście na kolejne 5 dni?
- California?- zaproponował Bieebs.
- Świetnie! Zawsze byłam ciekawa jak wygląda twój dom.
- No to ustalone.
- A wy co planujecie?
- Jedziemy do domów.
- Spotkamy się jeszcze przed moim wylotem?- zapytałam.
- Tak, wpadniemy do was 29 sierpnia jeszcze.
- To super!

Po obiedzie poszliśmy do apartamentów, spakowaliśmy się i pojechaliśmy na lotnisko. Kenny poleciał jednym samolotem, Scoot, chłopaki z ochrony kolejnym  a ja i Bieber jego prywatnym...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz