Translate

wtorek, 30 kwietnia 2013

3

Biegłam przez to wielkie, nieznane, pełne ludzi lotnisko i nagle! Trahhhhh!
- Ałaaa!- krzyknęłam.
Po chwili chłopak odwrócił się i nie mogłam w to uwierzyć!
To był Justin Bieber! Nie, nie mogłam mu darować tylko dlatego, że jest strasznie przystojny i dlatego, że świetnie śpiewa…
- Kurcze! Strasznie cię przepraszam, nie chciałem, po prostu uciekałem przed fankami… - powiedział i podał mi rękę, i podniósł mnie.
- Hahhaa! To ci się nie udało, właśnie wpadłeś na jedną z nich…- zaśmiałam się.
- Serio? Przecież kiedy mnie zobaczyłaś, nie rzuciłaś się na mnie i nie zaczęłaś piszczeć!- powiedział zdziwiony.
- Może bym się rzuciła, ale nie miałam siły wstać, a co do krzyczenia to gardło mnie trochę boli…- i znów szeroko się uśmiechnęłam.
- Wow!- powiedział i jego oczy zabłyszczały.
- Mam pytanie, wiem nie powinnam, ale czy ty nadal jesteś z Seleną?
- Nie już od dawna nie…- jego twarz momentalnie posmutniała.
- Chciałam powiedzieć, że zaraz spóźnię się  na samolot! Pomożesz mi z bagażem?- zapytałam.
- Jasne- powiedział i chwycił za mój bagaż.
Kiedy podeszliśmy do bramek poinformowano mnie, że się spóźniłam.
- Kiedy będzie następny?- zapytałam.
- Za 4,5 godziny, ale jest już zapełniona lista pokładowa…- powiedziała kobieta.
- Kiedy jest taki, którym mogłabym polecieć?- dopytywałam.
- Jutro o 10.oo- odpowiedziała.
- Dopiero jutro? Przecież kuzyn mnie udusi…- rzuciłam.
-  Jutro masz samolot … Tak w ogóle jak masz na imię?- zapytał.
- Zuzia, jak wolisz Sue, chyba łatwiej…
- W takim razie Sue jutro masz samolot, ja mam hotel niedaleko…
-  No dobra i tak nie mam innego pomysłu…
-  Całe szczęście- powiedział i uśmiechnął się.
Dosłownie chwilę później podbiegł do nas ochroniarz. Justin od razu wytłumaczył mu kim jestem i w ogóle… chociaż sam do końca prawie nic o mnie nie wiedział…
Nowy Jork to naprawdę wielkie zatłoczone miasto. Po jakiejś godzinnej jeździe przez miasto dotarliśmy do hotelu. Wjechaliśmy tylnimi drzwiami na podziemny parking. Moje walizki wniósł ochroniarz ja miałam jedynie swój plecak podręczny na plecach.
Weszliśmy do wielkiego apartamentu.
- Tu jest salon, kuchnia, łazienka, sypialnia ,a to taras tutaj najładniej jest w nocy lub z samego rana.- powiedział
- Chciałabym wziąć prysznic, rozumiesz 10 godzin lotu…- mówiłam.
- Oczywiście, czuj się jak u siebie… ja za pół godziny będę znów!- krzyknął i wyszedł.
Wzięłam szybki prysznic umyłam głowę. Wysuszyłam włosy nałożyłam piankę, lekko się pomalowałam. Ubrałam spodnie z kwiecistym wzorem, biały top, japonki. Wyszłam z łazienki, ale jeszcze nie wrócił, wyszłam na taras i od razu zauważyłam w sklepie naprzeciwko piękną sukienkę. Chwilę później stałam przed lustrem i przymierzałam tę samą sukienkę. Była wprost przecudowna!
Spojrzałam na metkę i wiedziałam, że nie będzie moja. Na szczęście Justin zauważył mnie kiedy ją przymierzałam i wysłał portiera, aby zapłacił za mnie.
Wróciłam do apartamentu z cudowną sukienką, a właściwie prezentem, jeszcze wtedy nie wiedziałam, że to od Biebera.
- Podoba ci się prezent powitalny?- zapytał.
- To od ciebie… wiedziałam! Jest cudowna!
- Chodź do kuchni przyniosłem jedzenie!- zawołał mnie.
Siedzieliśmy przy blacie, jedliśmy chińskie jedzenie i popijaliśmy colą, ze szklanych butelek.
Nadal siedząc przy blacie w kuchni rozmawialiśmy, śmialiśmy się, on zadawał mi dużo pytań, wielu rzeczy się o mnie dowiedział i ogólnie mnie poznał…
- Czy mogę zrobić Ci zdjęcie?- zapytał.
- Po co?- zapytałam zdziwiona.
- Chcę mieć twoje zdjęcie, bo jutro uciekniesz a mając twoje zdjęcie mam większe prawdopodobieństwo, że cię znajdę…
- No jeśli chcesz…
Zrobił mi kilka zdjęć a ja potem jemu… Kiedy robiłam mu zdjęcia on próbował uchwycić jedynie momenty kiedy będzie mógł zobaczyć moje oczy i uśmiech, ja od razu to zauważyłam i śmiałam się z niego. Mijały sekundy, minuty, godziny. Nie wiadomo kiedy, minęły 3 godziny. Poszliśmy do salonu a Jay zaproponował karaoke. Wiadomo było kto wygra, ale podjęłam wyzwanie. Było bardzo zabawnie, bo często gubiłam się w angielskich słowach. Kiedy znudziła nam się zabawa, zaproponował spacer.
Bardzo się ucieszyłam i od razu przyjęłam zaproszenie. Wyszliśmy z pokoju i od razu podszedł do nas ochroniarz...

2

Około 15 wszystko było już zapakowane.
Nie wiele się namyślając złapałam za telefon i zadzwoniłam do Klaudii.
- Klaudia! Klaudia!
- Co się stało?
- Nie uwierzysz!!!
- Jezu Chryste Zuźka! Myślałam, że coś ci się stało!
- Pojutrze wylatuje!
- Co ty znowu wymyśliłaś?- zapytała z zaciekawieniem w głosie.
- Lecę do USA!
- Jasne a ja wyjdę za Malika!- odpowiedziała lekko zażenowana Klaudia.
- Za 1o minut pod twoją klatką- powiedziałam i zakończyłam rozmowę.
Założyłam japonki, złapałam za telefon i pobiegłam na spotkanie z Klaudią.
Nie schodziła na dół, więc pobiegłam po nią na górę. Zadzwoniłam do drzwi, otworzyła jej mama.
- Cześć Zuzanna, wchodź Klaudia jest u siebie.- zaprosiła mnie do środka.
Uwielbiam Klaudii mamę, jest naprawdę super, nie wiem czy mnie lubi, ale chyba jeszcze tak skoro pozwala się jeszcze Klaudii ze mną zadawać i często mnie zaprasza.
- Malik!!!
- Bieber!!!- krzyknęłam i rzuciłam się na nią.
- Daj mi wejść na chwilę na pocztę muszę ci coś pokazać!- powiedziałam.
Szybko zalogowałam się na pocztę otworzyłam mój bilet lotniczy.
- Teraz mi wierzysz?
- Jak to? Mówiłaś serio…
- Sama jeszcze w to nie wierzę… - powiedziałam i przytuliłam się do niej.
Rozmawiałyśmy a około 19.oo, wróciłam do domu.
- Mamo! Tato! Czemu ja nic nie wiedziałam?- krzyknęłam w tym samym momencie domykając drzwi mieszkania.
- Wujek Stasiek prosił, żeby nic Ci nie mówić, żeby Matt Ci to powiedział- powiedział tata.
- Głupi ma szczęście! – krzyknęła Zosia z pokoju obok.
- Zofia!- krzyknęłam i poszłam do niej.
- Jak nie chcesz to nie pojadę…
- Żartuje, przecież to twoje marzenia!
- Kocham Cię! Przywiozę Ci coś ładnego!- powiedziałam.
Tej nocy usnęłam bardzo szybko. Obudziłam się następnego dnia o 9.oo. Ubrałam się i poszłam do dziadków, aby ich poinformować o jutrzejszym wyjeździe oraz, aby się pożegnać. Kiedy się dowiedzieli ich miny mówiły wszystko…
Babcia pieliła grządki na drugim końcu działki a ja postanowiłam pomóc dziadkowi i zmieniałam go w koszeniu trawy. Usiadł na ławeczce obok, złapał łyk wody.
- Zuzia, gdzie ty tak daleko tak jedziesz?
- W świat! – zaśmiałam się.
- Jak wrócisz to mi wszystko opowiesz…- powiedział
- Obiecuję!- powiedziałam.
Skończyłam kosić trawę, pożegnałam się z dziadkami, poszłam do domu wzięłam prysznic, przebrałam się, poszłam na cmentarz.
Kupiłam świeże kwiatki, wkłady do zniczy i poszłam do babci i dziadka. Pozamiatałam obok grobów, chwilę posiedziałam i wróciłam do domu. Po drodze zrobiłam zakupy, weszłam do domu i zabrałam się za przygotowywanie posiłku. 
Około 16 wszyscy byli już w domu. Zjedliśmy, posprzątaliśmy i usiedliśmy, aby porozmawiać. Na koniec wszyscy się pomodliliśmy i poszliśmy spać.
Tata obudził mnie o 3.oo nad ranem. Zgramoliłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i o 4.oo byliśmy już w drodze do Warszawy. O 6.oo byliśmy już na parkingu przy lotnisku. Torba podręczna przy mnie bilety w ręku, a bagaż na taśmie. Chwilę później przechodzę już przez bramki, odwracam się do taty.
- Będę grzeczna!- zaśmiałam się.
Tata pomachał mi i szeroko się uśmiechnął. Kilka minut później byłam już na pokładzie. Byłam bardzo podekscytowana, ale też bardzo, bardzo spięta, zresztą lecę pierwszy raz sama samolotem. Trochę się boję, ale jestem dzielna! Po mojej lewej stronie siedzi jakiś starszy mężczyzna, a po prawej kobieta, której twarz wydaje mi się nieco znajoma. Ona chyba też mnie kojarzy bo mnie uważnie obserwuje…
- Przepraszam, czy ty może jesteś Zuzia?- zapytała kobieta.
- Tak- odpowiedziałam bardzo szybko, bez dłuższego namysłu.
- No tak! Wiedziałam! Jestem ciocia Ania, koleżanka twojej mamy…
- Szczerze to pani twarz wydaje mi się znajoma, ale nie kojarzę…- powiedziałam.
Rozmowa trwała przez cały lot. W pewnym momencie osługa samolotu kazała zapiąć pasy. Wszyscy dostosowali się do poleceń. Pożegnałam się z ciocią Anią i opuściliśmy samolot.
Wow! Jakie wielkie lotnisko! Mój wzrok błądzi po wszystkich ścianach, ludziach, szukam gdzie mam odprawę…
- Są!- westchnęłam z ulgą i zaczęłam biec w stronę odprawy.
Biegłam przez to wielkie, nieznane, pełne ludzi lotnisko i nagle! Trahhhhh!
- Ałaaa!- krzyknęłam.
Po chwili chłopak odwrócił się i nie mogłam w to uwierzyć!

1

Nie od zawsze wiedziałam czego chce, byłam i jestem  niezdecydowaną osobą. Mam na imię Zuzia, mam prawie 17 lat i muszę przyznać, że podejmowanie decyzji to moja nie najmocniejsza strona…
Tak samo było tego dnia. Były wakacje, pierwsze dni lipca. Wstałam około 1O.oo  w domu nie było już nikogo. W całym mieszkaniu panowała grobowa cisza, aż do czasu, gdy mój mały chomik zorientował się , że już wstałam. Tego ranka jak jeszcze nigdy ,zaczął rzucać się po klatce i biegać na kołowrotku. Od razu chwyciłam za klatkę i wystawiłam go na balkon a następnie udałam się do łazienki.
- Cholera! – krzyknęłam.
Czy chociaż raz w życiu z tego prysznica mogłaby popłynąć woda o odpowiedniej temperaturze? Dzisiaj się poparzyłam natomiast  wczoraj poleciała lodowata woda. Ciekawe jaka będzie jutro? Masakra!
Wyszłam z pod prysznica, ręcznikiem lekko osuszyłam włosy, nałożyłam odżywkę i wysuszyłam je suszarką. W ręczniku i w związanych włosach wyszłam z łazienki i poszłam do pokoju. Otworzyłam szafkę i jedyną rzeczą jaką wybrałam bez problemu była świeża para majtek. Pierwszym dzisiejszym dylematem był strój. Nic nie wyjmując zamknęłam szafkę, odpaliłam komputer włączyłam muzykę, sprawdziłam pocztę a następnie znów wróciłam do poszukiwań odpowiedniego stroju. Po kilkunasto minutowych poszukiwaniach zdecydowałam się na dżinsowe, krótkie spodenki, biały top i jakiś lekki sweterek. Pościeliłam łóżko i poszłam do kuchni. Tutaj nie było, aż takiego problemu. Wyjęłam z lodówki masło orzechowe i posmarowałam nim 2 kromki chleba tostowego, do picia wzięłam szklankę mleka. Siedzę przy komputerze przeglądam facebooka, twitter’a, pocztę i cierpię z braku dopływu świeżego, ale przede wszystkim chłodnego powietrza… Właśnie łapałam łyk mleka, kiedy usłyszałam, że dzwoni mój telefon. Szybko rzuciłam się w wir poszukiwań. Mam! Leżał pod stertą poduszek.
- Tak słucham?
- Cześć Zuza, tutaj Matt!- w słuchawce odpowiedział kuzyn z USA
- No cześć!- powiedziałam zdziwiona.
- Mam dla ciebie  propozycję nie do odrzucenia- mówił szybko
- Dobrze w takim razie słucham…
Byłam totalnie zaszokowana, gdyż nigdy nie dzwonił a co lepsze wiedziałam się z nim dosyć dawno temu na spotkaniu rodzinnym.
- Razem z rodzicami zapraszamy Cię do siebie na wakacje
- Tak?- odpowiedziałam zaszokowana.
- Tak naprawdę.
- Tak po prostu?- dopytywałam ciekawa.
- No nie do końca…- kuzyn wytłumaczył mi, że jego kapela zamierza wydać płytę i potrzebny im jakiś dobry fotograf.
- Stop! Matt nadal nic nie rozumiem co ja mam z tym wspólnego?
- Chyba wczoraj przeglądałem coś na komputerze i natknąłem się na twoje zdjęcia, pokazałem je chłopakom i zapytali o Ciebie… - tłumaczył.
- O matko! Ja się zajmuje tym tylko amatorsko!
- Oj Zuza nie marudź! Tu nie chodzi tylko o te zdjęcia po prostu chcemy, żebyś przyleciała do nas!
- Moje marzenia się spełniają!
- No to co?
- Nie wiem co na to rodzice…
- Jeśli chodzi o nich to oni już o wszystkim wiedzą i są zachwyceni tym prawie 2 miesięcznym pobycie…
- Ok, co z biletami?
- Otwórz pocztę
- Przecież wylot jest już pojutrze !
- Jak widzisz nie masz zbyt wiele czasu, więc szykuj się!
- Pa!
- Do zobaczenia!
- Do zobaczenia! – rzuciłam i się rozłączyłam.
Od razu zaczęłam się pakować. Około 15 wszystko było już zapakowane.