Usiadłam
na bujanym fotelu i przeglądałam coś na swoim telefonie. Nagle zza płotu
usłyszałam krzyki i zobaczyłam błysk fleszy.
Szybko
weszłam z powrotem do domu.
- Wow!-
twarz Justin rozjaśniała.
-
Justin!
- No co?
- Nic… a
wiesz mamy chyba gości za płotem…
- Już
są?
- Już są
i mają moje zdjęcia.
- Nie
pierwsze i nie ostatnie.
-
Dzięki!
Po
rozległ się dzwonek do drzwi. Justin poszedł otworzyć a ja przez ten czas
wyjęłam zapiekankę z piekarnika. Rick i Justin weszli do salonu.
- Ładnie
pachnie.- powiedział ochroniarz.
-
Zobaczymy jak smakuje!- zaśmiałam się.
- O
przepraszam, to do kolacji.- powiedział i podał butelkę wina.
Usiedliśmy
jedliśmy i Justin powiedział Rickowi o wyjeździe do Polski. Wiecie co? On się
ucieszył.
Po 22.oo
wyszedł i pojechał do hotelu. Jeszcze tej samej nocy miał polecieć do domu i
się pożegnać z rodziną, ale tylko z rodzicami i rodzeństwem, bo żony i dzieci
nie ma.
Posprzątaliśmy
po kolacji i poszliśmy do swoich pokoi.
Przebrałam
się w ciuszki do spania, rzuciłam się na łóżko i zaczęłam sprawdzać różne
rzeczy na laptopie.
Zrobiłam
sobie szybkie obliczenia i okazało się, że już jutro zostaną mi 2 dni do wylotu
a właściwie 1 bo drugiego dnia wczesnym wieczorem wylatuję.
Z taką świadomością usnęłam...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz