- Ok. To
co jedziemy?- zapytał.
- Jasne…
Rick już
czekał na nas w aucie. Wrzuciliśmy moją walizkę do bagażnika i ruszyliśmy na
lotnisko.
Lot z
Californii do Nowego Jorku.
W Nowym
Jorku, pojechaliśmy jeszcze na szybkie zakupy, żebym mogła kupić coś do Polski.
Mamie
zakupiliśmy pełno tuszy i stempelków. Tacie kilka podkoszulków, siostrze
przybory szkolne i jakieś ciuszki. Dziadkom jakieś płyny i inne rzeczy.
O 17.oo
byliśmy na lotnisku a o 19.oo miałam wylecieć.
-
Pamiętasz co obiecałaś?- zapytał Justin.
- Tak
a ty?
-
Pamiętam!- przytulił mnie mocno.
- Kocham
Cię!- powiedziałam.
- Kocham
Cię!- powiedział.
Kryjąc
łzy podniosłam mój plecak, założyłam go na plecy i powoli poszłam w stronę
odprawy, gdzie czekał na mnie Rick.
Kobieta
sprawdzała moje dokumenty kiedy podbiegł do mnie Justin.
-
Jeszcze ktoś chce się z Tobą pożegnać.- powiedział.
Odwróciłam
się w jego stronę i zobaczyłam Pattie- mamę Justina.
- Czy
mogę jeszcze ją na chwilę porwać?- zapytała stewardesy, która sprawdzała moje
dokumenty.
- Tylko
szybciutko.- powiedziała kobieta.
Odeszła
ze mną na bok i powiedziała.
- Zuzia,
on się zmienił… Już od dawna nie był taki. Proszę wróć! Wiem to nie jest takie
proste, ale wróć…
-
Wrócę!- odpowiedziałam i przytuliłam ją jeszcze na koniec.
Wróciłam
na odprawę. Okazało, że wszystko się zgadza.
Przeszłam
kawałek, delikatnie się obróciłam i ostatni raz spojrzałam na Justina i jego
mamę. Chciałam im pomachać, lekko uniosłam dłoń, ale zawahałam się i tego nie
zrobiłam.
- Chodź
już!- zawołał ochroniarz.
Weszłam
na pokład. Usiedliśmy razem z Rickiem wygodnie.
Po kilku
minutach byliśmy już w powietrzu.
Otworzyłam
plecak, aby wyjąć laptopa i nagle zauważyłam białą lekko pogniecioną kopertę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz