Translate

czwartek, 9 maja 2013

16


Zaprowadziłam ją pod scenę, gdzie miała spędzić resztę koncertu a sama poszłam za scenę.
- Zuza, jesteś genialna!- powiedział Scoot.
- Czemu?- zapytałam zdziwiona.
- Przecież on się tak nie zachowywał od dawien dawna!- powiedział zadowolony. Zaśmiałam się.
- Jesteście razem?- dopytywał.
- Scooter najlepiej będzie jak się jego zapytasz.- odpowiedziałam.
Po chwili koncert dobiegł końca i Justin zbiegł ze sceny.
Złapał mnie za rękę i pobiegliśmy do garderoby.
Złapaliśmy za swoje plecaki, szybko do auta i prosto do hotelu, zanim fani opuszczą budynek.
- Czy…?
- Tak, zawsze tak wychodzimy.- przerwał mi Justin.
- Skąd wiedziałeś, że chciałem o to zapytać?
- A o co miałabyś zapytać innego?- zaśmiał się.
- No nie wiem, może o to czy podobała ci się dziewczyna, którą wybrałam?
- Dziewczyna jak dziewczyna.- powiedział i w tej samej chwili Moshie otworzył drzwi. Wyszliśmy z auta i przebiegliśmy przez tłum dziennikarzy do hotelu.
Już w aucie zaczęliśmy świrować, ale kiedy wyszliśmy z auta…

15


Podał mi rękę, wyszliśmy z garderoby i pobiegliśmy za scenę, słychać było już krzyk fanów.
-2o sekund!- krzyknął ktoś.
- Obiecaj!- ciągnął.
- Wchodzisz!- krzyknął głos.
- Obiecuję!- krzyknęłam i w tej samej chwili przytulił mnie i pocałował.
- Bieber co ty odwalasz wychodź!- podbiegł Timothy z obsługi technicznej.
- Już!- krzyknął Justin i wbiegł na scenę.
Odwróciłam się i zobaczyłam Mike, z aparatem.
- Już gotowa?- zapytał z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Tak, chyba tak…
- To masz i chodź za mną.- powiedział podając mi aparat.
Zeszliśmy pod scenę i robiliśmy zdjęcia. Po kilku piosenkach podszedł Kenny.
- Trzeba wybrać dziewczynę dla której ma dziś zaśpiewać piosenkę.
- Mam iść z Tobą?- zapytałam.
- No a co ty myślałaś?- krzyknął Kenny z uśmiechem na twarzy.
Po kilku sekundach byliśmy już pośród krzyczących i płaczących ze szczęścia fanek.
- To jakaś określona ma być dziewczyna?- zapytałam.
- Nie, wybierz którą ty uważasz. Podejdź do niej i zapytaj, czy chce być dziewczyną z piosenki.-  odpowiedział.
Podeszłam do jednej z dziewczyn, która miała na sobie fioletową sukienkę.
- Hej, chcesz być dziewczyną z piosenki?- zapytałam.
- Naprawdę?- zapytała dziewczyna.
- Tak, tylko chodź szybciutko.- powiedziałam do zapłakanej dziewczyny.
- Zaraz zobaczysz Justina, tylko spokojnie ok?- powiedział spokojnie, ale za to stanowczym głosem Kenny.
- Słuchaj, tam za tymi drzwiami jest Justin. Za kilka sekund spełnią się twoje marzenia, więc nie bój się go przytulić.- powiedziałam i obie parsknęłyśmy śmiechem.
Przytuliłam ją i poprowadziłam ją kawałek, po czym tancerze zaprowadzili ją do samego Justina. Ja stałam do końca piosenki obok sceny i czekałam na Daniele- o tak miała na imię.
Kiedy JB sprowadził ją ze sceny, spojrzał na mnie i znów wrócił na scenę. Ja przytuliłam Daniele, zrobiłyśmy sobie zdjęcie i od razu wstawiłam na instagram.
- Jesteście razem prawda?- zapytała, kiedy szłyśmy korytarzem. Ja nic nie odpowiedziałam jedynie szeroko się uśmiechnęłam.
- Wiesz, że jestem Belieberką?- zapytałam.
- Naprawdę?
- Tak.
- W takim razie reszta Belieberek może być spokojna, że nie skrzywisz Justina.- powiedziała.
- Nigdy bym tego nie zrobiła.- powiedziałam i ją przytuliłam.
Zaprowadziłam ją pod scenę, gdzie miała spędzić resztę koncertu a sama poszłam za scenę. 

poniedziałek, 6 maja 2013

14


. Greg znów wniósł mnie na górę, poszłam pod prysznic i poszłam spać.
Kolejne 1,5 tygodnia spędziłam w studio z chłopakami i na planie do nowego teledysku Justina.
 Wstawaliśmy o 4.oo a spać chodziliśmy około 24.oo. Strasznie wykończające!
Dzisiaj jadę do ortopedy, Justin jedzie ze mną.
Wstaliśmy, ubraliśmy się i pojechaliśmy do kliniki.
- Mogę wejść z Tobą?- zapytał przy wejściu do kliniki.
- Możesz.- zaśmiałam się.
Weszliśmy do gabinetu, lekarz dokładnie oglądał moją nogę w ciszy i zupełnym skupieniu.
- Jest zdecydowanie lepiej, dlatego nie widzę przeciwwskazań, żebyś mogła zdjąć ten usztywniacz.
- Nareszcie!
- Tak, ale za to będziesz musiała nosić specjalną opaskę. Oczywiście taką na noc.- dopowiedział.
- Dziękuję!- powiedziałam.
Pożegnaliśmy się, wyszliśmy z kliniki i pojechaliśmy do restauracji na śniadanie.
Moshe i Greg, czyli nasi ochroniarze poszli z nami.
Jedliśmy, cały czas prowadząc ożywioną rozmowę. Ochroniarze cały czas o coś mnie dopytywali. Wcale im się nie dziwię, chcą wiedzieć coś o osobie, którą ochraniają…
- To co dzisiaj koncert, i pierwszy raz jako członek naszej ekipy?- rzucił Greg.
- Tak, już nie mogę się doczekać!- odpowiedziałam.
- Ciekawe jak Justinowi dzisiaj pójdzie…- zaśmiali się.
- Zabawne, bardzo zabawne!- powiedział Justin z sarkazmem w głosie.
- Nie odwracajcie się!- krzyknął Moshie.
- Co jest?- zapytał Justin szybko.
- Dziennikarze.- powiedział.
Szybko skończyliśmy śniadanie i nie odwracając się wyszliśmy tylnymi drzwiami, gdzie czekało na nas podstawione auto.
Wróciliśmy do hotelu.
- Za godzinę musimy być w hali, więc mamy jakieś 2o minut.- powiedział.
- Ok!- krzyknęłam i poszłam do łazienki.
Ubrałam się, lekko pomalowałam i byłam gotowa.
Justin wskoczył jeszcze pod prysznic i pojechaliśmy.
Kiedy weszliśmy na halę, czekała już na nas reszta ekipy.
- Mike, to jest Zuza.- powiedział Justin.
- Mike Lerner…- powiedziałam.
- Coś nie tak?- zapytali w tym samym czasie.
- Mike Lerner mój ulubiony fotograf!- powiedziałam. Po chwili wszyscy się śmialiśmy.
- Miło mi cię poznać Zuza.- powiedział i mnie przytulił.
- Ekheeem!- zamruczał Justin.
I znów się zaśmialiśmy.
Po chwili stałam obok Mike i robiliśmy Justinowi i fanom zdjęcia.
Spotkanie z fanami dobiegło końca więc poszliśmy do garderoby.  Siedziałam na kanapie, za sceną, w garderobie Justina. Nagle usłyszałam stukanie do drzwi.
- Hej Bieebs! Prosiłeś, żebyśmy przyszli.- powiedziała dziewczyna a zaraz za nią do pomieszczenia weszła reszta ekipy.
- Chciałem wam kogoś przedstawić.- powiedział Jay i spojrzał na mnie.
- Cześć wam!- powiedziałam i wstałam z kanapy.
- Cześć!- odpowiedzieli.
- To jest Zuza, będzie z nami przez dwa najbliższe koncerty!
- Yeaaaaaaaah!- krzyknęli.
- Bieber znowu szczęśliwy!- krzyknął jeden z tancerzy.
- A żebyś wiedział.- odpowiedział Justin.
Po chwili wszyscy rozeszli się a zostałam tylko ja i Justin.
- Zuza…- przybliżył się do mnie, docisnął mnie do siebie.
- Justin…
- Chyba się zakochałem!- powiedział prawie szeptem.
- Hmmm…- westchnęłam.
- Po prostu to przemyśl. Bardzo cię proszę!
- O czym ty mówisz?
- Znamy się kilka tygodni a czuję jakby minęły lata…
- Mam tak samo, tylko ja śledziłam każdy twój ruch, od kilku lat.
- Obiecaj, że już zawsze ze mną będziesz i mnie nie zostawisz!
- Nie mogę… Muszę wrócić do Polski.
- To przynajmniej obiecaj, że wrócisz!
- Justin za minutę wchodzisz! Wyłaź już!- krzyknął ktoś z oddali.
Podał mi rękę, wyszliśmy z garderoby i pobiegliśmy za scenę, słychać było już krzyk fanów. 

13


Oni rozmawiali o wywiadach i sesjach. Słuchałam ich, ale cały czas rozmyślałam o pogniecionej kartce papieru.
W końcu, przynieśli nasze jedzenie. Usiedliśmy przy stole, pomodliliśmy się i zjedliśmy późny obiad, po czym pojechali i zostałam sama z Justinem.
- Masz ochotę gdzieś pojechać?- zapytał.
- Jesteś pewien, że chcesz gdzieś się pokazywać z taką kaleką jak ja?- uśmiechnęłam się.
- I to nawet nie wiesz jak bardzo chcę!- zaśmiał się.
- W takim razie bardzo chętnie.
- Chodź pomogę ci.- powiedział i pomógł mi wstać z fotela i zaprowadził do sypialni.
- Ekhem! Czy mógłbyś wyjść?- zapytałam.
- O tak przepraszam…- na jego twarzy pojawił się rumieniec.
Ubrałam się i wyszłam do salonu, on już na mnie czekał.
- A okulary, czapka?- zapytałam.
- Co?
- Okulary, czapka.- powtórzyłam.
- Ach tak prawie zapomniałem…- przyznał.
- O czym myślisz?
- O niczym.Czemu pytasz?
- Jesteś nieprzytomny! Albo mi się tylko wydaje… dobra mało istotne.- powiedziałam i udaliśmy się w stronę drzwi.
Po chwili dołączyła do nas czteroosobowa ochrona.
Kuśtykając dotarłam do windy.
- Jak noga?- zapytał jeden z ochroniarzy.
- Dobrze, dzięki, że pytasz.- powiedziałam i klepnęłam go w ramię.
Kiedy winda się otworzyła jeden ochroniarz o imieniu Greg wziął mnie na ręce i przeniósł do auta. Zgodziłam się na to tylko dlatego, bo zobaczyłam stado fotoreporterów. Jak wiadomo szybko bym nie przeszła.
- Gdzie jedziemy?
- Lubisz niespodzianki?- zapytał Justin.
- To zależy…- stwierdziłam.
- Miejsce do którego jedziemy jest dla mnie bardzo wyjątkowe.- powiedział tajemniczo.
Po tych słowach każde z nas zaczęło głębokie rozważania.
To wszystko co teraz mi się przydarza jest takie… takie oderwane od rzeczywistości. Czuję się ogromną szczęściarą, ale z drugiej strony cały czas nie mogę zrozumieć o co w tym wszystkim nagle chodzi… Nie wydaje Wam się to dziwne?
Najpierw telefon od kuzyna, zaproszenie na wakacje do USA, przypadkowe spotkanie z Justinem Bieberem, teraz spędzanie z nim czasu i w ogóle? Co to ma być? Czemu akurat ja? Nie to żebym narzekała, ale… Wiecie jak się czuję? Nie umiem tego opisać. Nigdy, znaczy może tylko w snach wyobrażałam sobie coś tak pięknego. Do niedawna śmiałam się, że Justin będzie moim mężem a teraz spędzam z nim każdą wolną chwilę a co najśmieszniejsze te wakacje miałam spędzić w domu a teraz? Teraz jadę w miejsce niespodziankę z wymarzonym facetem. Ciekawa jestem co on znowu wymyślił…
Po dość długiej jeździe dotarliśmy na miejsce.
Wyszłam z auta i ujrzałam przepiękne widoki. Wzgórza, doliny, pola, jeziorko…
- To, to twoje magiczne miejsce?- zapytałam.
- Tak to tutaj.- uśmiechnął się.
- Muszę przyznać, że to piękne miejsce… Justin! Czy tam leży koc i koszyk piknikowy?- zaśmiałam się.
- Tak, mogę Cię tam zanieść.- powiedział.
- No coś ty! Jeśli chcesz możesz podać mi rękę, będzie mi łatwiej.- rzuciłam.
- Zuzia!
- Co się stało?
- Mam pytanie czy ty…- przerwał, spuścił wzrok a na jego twarzy pojawiła się niepewność.
- Justin, czy ty chcesz zaprosić mnie na randkę?- zapytałam, uważnie obserwując jego reakcję.
- A jeśli tak, to co byś na to powiedziała?
- Ooooo! Na pewno nie!- odpowiedziałam.
Jego mina była bezcenna.
- Żartuję!- krzyknęłam.
- Ufffff!- odetchnął z ulgą, podał mi rękę i poszliśmy w wyznaczone miejsce.
Siedzieliśmy na kocu nad jeziorkiem, na wzniesieniu w całkowitym milczeniu. Wpatrywaliśmy się w jezioro, w którym odbijały się promienie wschodzącego słońca.
- Tutaj przyjeżdżam, aby pomyśleć…- przerwał ciszę.
- Yhyyym…- mruknęłam.
- Chcesz już wrócić do hotelu?- zapytał i delikatnie przesunął swoją dłoń w stronę mojej.
- Nie. Chciałabym jeszcze tu zostać i trochę pomyśleć…- powiedziałam i w tym samym czasie poczułam jak jego ciepła dłoń ściska moją dłoń.
- Co jest w tym koszyku?- zapytałam.
- Same pyszności.- powiedział.
Pomyślałam, że to będą jakieś owoce, makaron a tu takie romantyczne…
- Wolisz keczup, czy sos jogurtowy?- zapytał, podając mi opakowanie nugetsów z Mc’Donalda.
- Keczup.
- A co do picia?
- Cole.- powiedziałam.
- Planujecie kolejną trasę koncertową?- zapytałam.
- No właśnie tak, ale to wszystko nie jest takie proste…
-Domyślam się…
- O czym tak rozmyślasz?
- Tak ogólnie… Jak ty to wszystko wytrzymujesz tą całą sławę?- zapytałam.
- Teraz posłuchaj mnie bardzo uważnie…- powiedział i spojrzał mi prosto w oczy.
- Dobrze wiesz jak to wszystko się zaczęło… To zabawne, bo zawsze myślałem, że będę stolarzem, albo… no nie wiem może będę mieć jakąś swoją firmę, czy coś…  Byłem dzieciakiem kiedy to się zaczęło. Od razu polubiłem ten cały wielki świat… wszystko mnie w nim fascynowało… byłem mały, a więc teraz nie wyobrażam sobie innego życia bez koncertów, wywiadów, sesji, całej tej pogoni.
-  A ci głupi dziennikarze?
- O tutaj muszę przyznać, że bardzo często emocje dają górę i powiem szczerze są chwile zawahania, ale kiedy wychodzę na scenę i widzę tych wszystkich fanów, to wszystko: gniew, smutek, nienawiść, zmęczenie i wiele innych… po prostu to wszystko znika. Oni dają mi taką siłę, taką pozytywną energię…
- Podziwiam cię. Naprawdę jestem pod wrażeniem tego co robisz. Ale to takie trudne…
- Nikt mi nie mówił, że będzie łatwo a wręcz mnie uprzedzali, że to ciężki kawałek chleba.
Było już bardzo ciemno, więc Greg podszedł do nas i zapytał, czy możemy już jechać. Zebraliśmy manatki i poszliśmy do auta. Usiedliśmy z tyłu i pojechaliśmy do hotelu.
Na miejscu byliśmy dopiero o 1.oo w nocy. Greg znów wniósł mnie na górę, poszłam pod prysznic i poszłam spać.

12


Przyszedł Kenny Hamilton i Scooter Braun.
Lekarz powiedział, żebym jak najmniej chodziła, aby moja noga mogła trochę odpocząć, dlatego też nie wyszłam z łóżka, aby przywitać się z chłopakami. Za to oni przyszli do mnie i przywitali się. Później poszli do salonu. Musieli popracować nad czymś nowym a właśnie w salonie mieli więcej przestrzeni. Leżałam w łóżku z laptopem, telewizor był włączony, słuchałam muzyki, ale ile tak można? Przecież to jest nudne a w moim przypadku siedzenie na miejscu to naprawdę ogromny ból!
- Justin!- krzyknęłam, ale nie otrzymałam żadnej odpowiedzi, więc zgramoliłam się z łóżka i pokuśtykałam do salonu. Otworzyłam drzwi oddzielające sypialnie od salonu i szybko zrozumiałam, dlaczego nikt mnie nie słyszał. Z głośników leciała muzyka a oni głośno dyskutowali a w pewnych momentach wręcz się przekrzykiwali.
- Justin nie wiesz o której wracają chłopcy?- zapytałam, siadając na kanapie obok niego.
- Chyba w nocy. A tak w ogóle co ty robisz? Miałaś odpoczywać i nie wychodzić z łóżka.- powiedział i spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Jeśli sądzisz, że tam wrócę to jesteś w błędzie. Nie mogę już tam leżeć to strasznie nudne.- powiedziałam.
- Jesteś świrem wiesz?- powiedział i położył moje nogi na swoich kolanach, a na moich nogach laptopa.
- Jesteście głodni?- zapytał Kenny.
- No jasne!- przytaknęli.
- A ty Sue?- zapytał Scott.
- Żartujesz? Myślałam, że już nie zapytacie.- uśmiechnęłam się. Po tych słowach wszyscy zaczęli się śmiać.
Zamówiliśmy jedzenie i wróciliśmy do rozmowy.
- Co to za kartka?- chwyciłam, zgniecioną kartkę papieru.
Otworzyłam ją szybko i zobaczyłam nabazgraną oś, na której były daty od dzisiaj do 11 września.
- Ja wylatuję 11 września…- powiedziałam cicho pod nosem, ale i tak wszyscy usłyszeli.
Scott i Kenny spojrzeli na Justina i śmiali się pod nosem.
- To było nam potrzebne do planowania koncertów…- tłumaczył Jay.
- Oczywiście.- powiedziałam i uśmiechnęłam się.
Oni rozmawiali o wywiadach i sesjach. Słuchałam ich, ale cały czas rozmyślałam o pogniecionej kartce papieru.

niedziela, 5 maja 2013

11


- Chłopaki chodźcie tu, szybko!- krzyczałam do nich z góry.
Widok był cudowny wprost nie do opisania, dlatego też zrobiłam mnóstwo zdjęć, aby móc pokazać innym to pełne uroku i jakże magiczne miejsce.
Spędziliśmy tam sporo czasu, słońce już powoli zaczynało zmieniać swoją barwę na czerwoną.
- O matko za 1O minut zamykają!- krzyknął Henry, spoglądając na zegarek. Szybko wstaliśmy z ziemi i wszyscy zaczęliśmy biec za swoim przewodnikiem. Biegliśmy bardzo szybko, zdecydowanie za szybko… Widzieliśmy już bramę była tak blisko, aż tu nagle podwinęła mi się noga i…
- Ałaaaaaaa!- krzyknęłam, przebiegając przez bramę.
- Co jest Zuza?- zapytał kuzyn łapiąc mnie w ostatniej chwili.
- Noga!- jęknęłam.
- Trzeba jechać do szpitala!- powiedział Matt.
- Moje auto stoi za rogiem.- powiedział Henry.
Jeden z chłopaków a dokładniej Kevin, wziął mnie na ręce i zaniósł do auta. Po drodze spotkaliśmy kilku, bardzo nieprzyjemnych fotoreporterów. Dostali cynk, że mogą nas tam znaleźć i proszę!
Chłopcy byli nieocenieni! Nie dość, że zanieśli mnie do auta to przykryli i chronili przed tymi hienami…
Do auta i prosto do szpitala. W szpitalu od razu się mną zajęto.
- Ma pani ogromne szczęcie, bo to tylko mocne stłuczenie.- powiedział ortopeda.
- Ufff! Bałam się, że resztę wakacji spędzę w gipsie.- odetchnęłam z ogromną ulgą.
- W gipsie może nie, ale musisz nosić specjalny usztywniacz, ale tylko przez 2 tygodnie i chyba to zrozumiałe, zero biegania?!
- Zero?- zapytałam.
- Zero.- powtórzył doktor.
Dostałam leki przeciwbólowe i wróciliśmy do hotelu. W restauracji na dole zjedliśmy kolację i poszliśmy do swoich pokoi.
Weszłam do mojego apartamentu i nikogo w nim nie zastałam. Poszłam do łazienki, przebrałam się, włączyłam telewizor.
Nie pytajcie, bo nie pamiętam co było dalej. Widocznie całodzienny pobyt w tym parku dobrze mi zrobił, bo obudziłam się o 9.oo rano. Przeciągając się, zrzuciłam telefon z łóżka. Drzwi do sypialni szybko się rozsunęły i wszedł Justin.
- Co ci się stało z tą nogą?- zapytał szybko. Widać było, że był przejęty, więc szybko mu o wszystkim opowiedziałam.
- Niezdara ze mnie co?- zaśmiałam się, choć wcale myśl o 2 tygodniowym noszeniu tego czegoś nie sprawiała mi większej radości…
- Yhyy!- westchnął i przytulił mnie do siebie.
- Dzisiaj pracuje na miejscu. Później przyjecie Scoot, Kenny.- poinformował mnie.
- To fajnie, ja i tak jestem uziemiona…- mruknęłam pod nosem.
- Nawet to się dobrze składa, bo chłopaki najbliższe tygodnie spędzą w studio na nagrywaniu, a ty będziesz miała czas na wybieranie i przerabianie ich zdjęć, poza tym dla mnie to cudownie, bo będziesz zawsze blisko mnie… Super, będę uziemiona w tym hotelu z facetem, w którym się kocham od kilku lat a w dodatku on chce być miły i udaje, że mu zależy na mojej obecności.
- Justin po co ty to wszystko robisz? Czemu robisz mi nadzieje? Udajesz, że ci na mnie zależy?- zapytałam go wprost.
On spojrzał na mnie tak jak jeszcze wcześniej nikt inny.
- Nie udaję, nie chcę cię ranić, chyba się zakochałem i nie chcę stracić tej miłości…- powiedział i pocałował mnie.
Nie wierzę! Czy to w ogóle możliwe? Jestem w USA, mieszkam w jednym apartamencie z Justinem Bieberem, a w dodatku przed sekundą mnie pocałował.
- Nie wierzę! Nie wierzę w o wszystko co się dzieje!
- Uwierz, popatrz, ściśnij moją dłoń mocniej. Jesteśmy tu i to się dzieje naprawdę!- powiedział trzymając moje dłonie.
- To jest zbyt piękne, by mogło być prawdziwe…- mruczałam pod nosem.
- Nie mogę spać, piszę testy, bo mam wenę. Wenę, której brakowało mi od tak dawna… Czy to nic dla ciebie nie znaczy?
- A jeśli dziś położę się spać i znów obudzę się w moim łóżku, mieszkaniu, w małym mieście w Polsce a co jeśli wstanę i nic już nie będę pamiętać?
Rozmawialiśmy tak jeszcze bardzo długo dzieląc się ze sobą wątpliwościami i swoimi sekretami, aż usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
Przyszedł Kenny Hamilton i Scooter Braun.

10


Uffff! Już ktoś tu był i posprzątał. Justin siedział na tarasie z laptopem i kubkiem kawy.
- O już wstałaś! Jak ci się spało?- zapytał, kiedy mnie zobaczył.
- A dobrze, dziękuję!- odpowiedziałam siadając na huśtawce obok.
- Jak po imprezie?
- Co masz na myśli?
- No ogólnie…
- No normalnie, dobra zabawa, pozytywni ludzie i w ogóle…
- Czyli nie było najgorzej?
- Nie, zdecydowanie nie.
- Twoja pierwsza impreza z gwiazdkami?
- Tak, ale to naprawdę świetni ludzie…
- Cieszę się! Myślałem, że może zmienisz zdanie po tym o nas wszystkich…
- Proszę cię… przecież wiedziałam o waszych imprezach wcześniej, widziałam zdjęcia… myślałam, że będzie gorzej- powiedziałam i się zaśmiałam.
- Jakie plany na dzisiaj macie?- zapytał.
- Chcieliśmy pojechać do centrum i tam jakieś zdjęcia porobić. Co o tym myślisz?- zapytałam go o zdanie, chociaż nie wiem czemu chciałam znać jego opinię na ten temat.
- Myślę, że to bardzo dobry pomysł. Ja niestety nie mogę wam towarzyszyć, muszę jechać do studio.- powiedział i jego twarz posmutniała.
- Nowa płyta?- powiedziałam i rzuciłam spojrzenie na jego komputer.
- Tak, ale to tajemnica… Jutro dopiero mamy to ogłosić oficjalnie.
- Spoko, nikomu nie powiem…- obiecałam.
Spędziliśmy jeszcze parę minut na wspólnej rozmowie, po czym zeszliśmy na dół na śniadanie. Usiedliśmy, zamówiliśmy i przyszedł kuzyn i reszta ekipy. Zjedliśmy śniadanie i pojechaliśmy na sesję a JB, do studio. Mieliśmy spotkać się dopiero wieczorem.
Chodziłam z chłopakami po NYC wszystko dokładnie uwieczniając w aparacie.
- Park miejski płatny 2 dolary.- przeczytałam napis na głos.
- Trzeba zapłacić… - westchnęli chłopcy.
- Poczekajcie chwilę tutaj na mnie!- krzyknęłam i zniknęłam za rogiem.
Wróciłam po kilku minutach z pewnym miłym młodym mężczyzną.
- Chłopaki to jest Henry.- przedstawiłam nieznajomego.
- Cześć, to co idziemy?- zapytał szybko Henry.
- Jasne!- zawołali zgodnym chórem.
Henry oprowadził nas po najładniejszych miejscach w parku.
- Zabiorę was w pewne magiczne i bardzo wyjątkowe miejsce.- skinął ręką, pokazując nam kierunek, w którym mieliśmy iść.
Szliśmy już dobre 2O minut, przez jakieś chaszcze. Moje nogi były już całe pokłute i zaczynały mnie powoli boleć.
- Daleko jeszcze?- zapytałam a brzmiało to mniej więcej jak pytanie tego osła ze Shreka.
- To tutaj!- powiedział nasz pilot i wskazał na maleńką, pełną uroku łączkę.
- To moja kraina czarów.- zaśmiał się Henryk.
- Tutaj jest wprost cudownie… A co to jest?- zapytałam i wzrok skierowałam na wielkie drzewo.
To jest domek na drzewie, który zbudowaliśmy z grupką znajomych.- wytłumaczył.
- Czy mogłabym?
- Oczywiście! Tylko uważaj, nie spadnij!- krzyknął.
- Chłopaki chodźcie tu, szybko!- krzyczałam do nich z góry. 

sobota, 4 maja 2013

9


Ubraliśmy się i poszliśmy na śniadanie, kapela już na nas czekała.
- Od razu po śniadaniu musimy jechać do studio.- powiedziałam, łapiąc łyka kawy.
Zjedliśmy i pojechaliśmy na spotkanie.
Zostawiliśmy chłopaków a sami pojechaliśmy do centrum handlowego, bo musiałam kupić sobie jakieś ciuchy. W centrum nie było wiele osób, więc bez większym problemów mogliśmy zrobić zakupy.
Około 14.oo wróciliśmy do chłopaków, podzielili się z nami nowiną, iż jutro podpisują kontrakt. Byliśmy zachwyceni. Wróciliśmy do hotelu i właśnie tam zjedliśmy obiad. Po obiedzie pojechaliśmy za Nowy Jork na kolejną z sesji zdjęciowych. O 2O.oo siedzieliśmy w pokoju i jedliśmy pizzę.
- Sue, dostałem smsa od Lila, chcą wpaść z ekipą do mnie i chcemy zrobić imprezę…
- Czy ty mnie pytasz o zgodę, czy co?- zapytałam.
- No nie wiem, nie będzie Ci przeszkadzać?- dopytywał.
- Jestem tutaj tylko gościem…
- Ważnym gościem.- dopowiedział Justin.
- Chętnie poznam twoich znajomych.- powiedziałam.
- W takim razie zgoda.
Zadzwonił po ekipę i umówili się, że wpadną po 21.oo.
Przebraliśmy się, ogarnęłam swoje ciuchy w sypialni. Justin poszedł do kuzyna i jego kapeli zaprosić ich do nas na imprezę. Jak to chłopaki… kto jak kto, ale oni uwielbiają imprezować, poza tym wiecie możliwość przyjścia na imprezę z takimi sławami i młodymi milionerami, nie zdarza się od tak.
O 21.2o przyszli pierwsi goście. Przynieśli dużo alkoholu, słodyczy i jakiegoś towaru. O 22.OO wszyscy już byli, z głośników leciała głośna muzyka, wszyscy tańczyli, rozmawiali, każdy podchodził do mnie i zagadywał…
Nie powiem, bo było to miłe i nowe doświadczenie… wyszłam na balkon z butelką piwa imbirowego. Spojrzałam na dół i zobaczyłam stado dziennikarzy, czekających na dobrą okazję, aby zrobić zdjęcia tym wszystkim ludziom pod wpływem jakichkolwiek używek. Wróciłam do pomieszczenia i podjęłam się bitwy tanecznej, dziewczyny kontra chłopaki.
Zgodziłam się na to głównie dlatego, że byłam pewna iż jedyną osobą, która zapamięta cokolwiek z tej imprezy będę ja.
Spojrzałam na wyświetlacz w telefonie, była 4.oo nad ranem, wszyscy już poszli.
W całym pokoju panował straszny bałagan. Wyłączyłam muzykę, przykryłam Justina kocem, bo zasnął na kanapie. Pierwszą podstawową rzeczą było otwarcie wszystkich okien, łącznie z balkonowymi. Później zaczęłam sprzątać kubki i butelki z ziemi. Resztę miała posprzątać obsługa z samego rana. Poszłam do łazienki i się przeraziłam… Tam to dopiero mieli imprezę… Nieważne! Wzięłam prysznic i wskoczyłam do łóżka. Obudziłam się po 11.oo, wytoczyłam się z łóżka i poszłam do kuchni. Uffff! Już ktoś tu był i posprzątał. Justin siedział na tarasie z laptopem i kubkiem kawy. 

8


Ja i chłopaki weszliśmy na dach, robiliśmy zdjęcia, nagrywaliśmy krótkie filmiki, po jakichś 2 godzinach około 17.oo na dach wbiegł  Justin.
- Sue! Pójdziesz ze mną na kolację?- zapytał szybko.
- Po co?- zapytałam.
- Chcę Cię przedstawić mojej mamie.
- Czy ty mówisz poważnie?
- Jak jeszcze nigdy wcześniej.
- Dobrze.- odpowiedziałam.
Po 1O.oo minutach byłam już w pawie gotowa. Ubrałam czarne rajtuzy, fioletową spódniczkę, biały top, kurtkę dżinsową i czarne trampki.
- Masz załóż!- powiedział Justin, podając mi czapkę i okulary.
- Czyli tak to wygląda…
- Gorzej- westchnął.
Wyszliśmy z hotelu w asyście ochrony i  pojechaliśmy na ustalone wcześniej spotkanie.
Weszliśmy do restauracji. Pattie- mama Justina już czekała przy stoliku. Podeszliśmy do niej przywitaliśmy się i usiedliśmy. Na początku byłam trochę spięta, ale już po krótkiej rozmowie całkowicie się rozluźniłam. Zjedliśmy makaron, a na deser zamówiliśmy ciasto czekoladowe z truskawkami w czekoladzie. Jego mama to naprawdę piękna kobieta o nieziemskim uśmiechu, zresztą Justin odziedziczył uśmiech po niej. Pattie cały czas obserwowała moje ruchy i gesty. Wcale jej się nie dziwię, boi się o syna. Jest wiele dziewczyn, które chciałyby wykorzystać go dla kasy. Po kolacji pojechaliśmy do Scootera, musieli coś ustalić. Kiedy Scoot otworzył drzwi jego mina była bezcenna. Justin przedstawił mnie Scootowi.
- Gdzie jest toaleta?- zapytałam.
- Prosto i po lewo.- powiedział menadżer.
Jego mieszkanie było olbrzymie a przede wszystkim  urządzone z gustem. Wyszłam z toalety i usłyszałam śmiech, krzyki i jakby rzucanie się po podłodze. Weszłam do salonu i zobaczyłam, że oboje leżą na ziemi, stałam tak dobre 10 minut przyglądając się. Kiedy Jay mnie zauważył od razu wstali i wybuchnęliśmy śmiechem. Z mieszkania wyszliśmy około 22.oo a w hotelu byliśmy pół godziny później.
Poszłam do łazienki wzięłam długą kąpiel. Musiałam długo tam siedzieć, bo Justin zapukał do drzwi.
- Żyjesz tam jeszcze?- zapytał.
- Tak jeszcze tak, zaraz wychodzę!- krzyknęłam.
Chwilę później siedziałam w kuchni, rozmawiałam z rodzicami. On zdążył się już wykąpać a ja nadal rozmawiałam. Rodzice podziękowali mu za opiekę i w ogóle…
JB nic nie rozumiał, więc o chwilę musiałam mu tłumaczyć. Czasem dla żartów tłumaczyłam coś innego. Byłam już zmęczona, po całym dniu pełnym wrażeń, więc zakończyłam rozmowę. Mimo, iż byłam bardzo zmęczona nie mogłam usnąć.
Oglądaliśmy filmy, zdjęcia, czytaliśmy różne artykuły.
- Moglibyśmy odpisać na jakieś wiadomości od fanów?- zapytałam.
- Jeśli chcesz?
- Wiesz ja też do ciebie kiedyś napisałam i to nie jedną tylko kilka wiadomości…
- Naprawdę?
Szukaliśmy wiadomości ode mnie. Po kilkunasto minutowym poszukiwaniu znalazłam! Chciałam ją usunąć, ale on złapał za laptop i zaczął czytać.
Spojrzałam się na niego i zobaczyłam, że jego oczy bardzo się świecą…
- Aż tyle błędów?- zapytałam.
- Nie wierzę, że napisałaś!- powiedział.
Dosłownie ułamek sekundy później siedzieliśmy wtuleni w siebie, oglądając filmiki zrobione przez fanów.
Obudziłam się w sypialni o 8.oo, Justin spał w salonie.
- Przeniosłeś mnie?- dopytywałam.
- Tak, od razu kiedy usnęłaś…
- Dziękuje!- powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
Ubraliśmy się i poszliśmy na śniadanie, kapela już na nas czekała. 

piątek, 3 maja 2013

7

W pewnym momencie chłopaki stanęli jak wryci.
- Co jest?- zapytałam i się szybko odwróciłam.
- Hej wszystkim!- krzyknął Justin.
- Co ty tu robisz?- zapytałam i nawet sama nie wiem czemu, ale pobiegłam w jego stronę. On rozłożył ręce i przytulił mnie mocno.
- Chciałem Was zaprosić do pewnego studio w NYC.
- Jak to?- zapytali zgodnie.
- Zuza powiedziała mi o was i wczoraj przesłuchałem wasze kawałki, przesłałem do kolegi z wytwórni… chce z wami współpracować!- powiedział zadowolony z siebie.
- Kiedy mamy tam być?
- Mój samolot czeka na lotnisku, o 19.oo ?
- Wow!- krzyknęli i rozeszli się do domów, aby się spakować.
Poszliśmy do domu, poszłam do pokoju porozmawiać z kuzynem na osobności.
- Co ty mu zrobiłaś?
- No właśnie nie rozumiem o co mu chodzi…
- Pewnie wpadłaś mu w oko…
- Chyba kpisz, on może mieć każdą… czym ja się niby wyróżniam?
- Mam bardzo ładną kuzynkę, wcale mu się nie dziwię…
- Przestań!- rzuciłam w niego poduszką.
Wyszłam z pokoju, kuzyn został i się pakował, ja podeszłam do Biebera.
- Justin o co chodzi? Czemu jesteś dla mnie taki miły i w ogóle?
- Po prostu Cię lubię!- powiedział.
Kiedy kuzyn się już spakował poszliśmy do restauracji na obiad, wujek był zaskoczony wizytą gwiazdora.
Po obiedzie wróciliśmy do domu zabraliśmy rzeczy i pojechaliśmy na lotnisko, chłopaki już byli, daliśmy walizki na odprawę, a sami weszliśmy na pokład prywatnego samolotu. Ja cały lot przespałam. Chłopaki gadali.
Wylądowaliśmy i pojechaliśmy do tego samego hotelu, w którym spędziłam noc, gdy spóźniłam się na mój samolot.
Chłopaki rozpakowywali się w swoich pokojach a ja razem z Bieberem pojechaliśmy na zakupy. Wybraliśmy jakiś wielki supermarket, w którym było dosłownie wszystko.
Kupiliśmy napoje, żelki, pianki i inne słodycze. Przy kasie stały wieszaki z okularami. Dla zabawy przymierzyliśmy i w końcu kupiliśmy kilka par.  
Wróciliśmy do hotelu, poszłam do chłopaków, aby umówić się co do kolejnych sesji. Okazało się, że pod naszą nieobecność załatwili sobie, że mogą zrobić sesję na dachu. Justin został w apartamencie, bo miał mieć spotkanie ze swoim menadżerem. Ja i chłopaki weszliśmy na dach, robiliśmy zdjęcia, nagrywaliśmy krótkie filmiki, po jakichś 2 godzinach około 17.oo na dach wbiegł  Justin.

6

Siedzieliśmy przy stole i nagle dostałam smsa. Okazało się, że to od Justina. Napisał, że cały czas myśli o naszym wczorajszym przypadkowym spotkaniu i chciałby, żeby to co wydarzyło się wczoraj, stało się jeszcze raz.
Odpisałam, że również chciałabym…
Po kolacji poszłam do pokoju gościnnego. Rozpakowałam ciuchy, włączyłam telewizor, ale nic ciekawego nie leciało, więc szybko go wyłączyłam. Była 2O.oo zbiegłam na dół.
- Idę się przejść!- krzyknęłam i wyszłam.
Szłam prosto przed siebie, w uszach miałam słuchawki, całą drogę spędziłam na obserwowaniu okolicy.
Około 21.oo byłam z powrotem w domu. Poszłam do łazienki a potem szybko do łóżka. Przed samym zaśnięciem dostałam smsa.  ‘MIŁYCH SNÓW’- Justin.
Teraz mogłam już spokojnie spać. Obudziłam się o 7.oo ubrałam dresy, podkoszulek, adidasy i poszłam pobiegać. Biegałam, słuchałam muzyki, dużo rozmyślając o tym wszystkim co mnie ostatnio spotkało. Około 8.3o byłam już prawie przy domu wujka i cioci. Zatrzymałam się i zobaczyłam, że po domem, w którym miałam spędzić kolejne 2 miesiące stało pełno aut, pełno dziennikarzy i 2 auta policyjne. Bardzo się przestraszyłam, bo pomyślałam, że komuś cos się stało. Założyłam kaptur i pobiegłam zobaczyć co się stało. Podbiegłam i nagle zostałam zaatakowana przez tych wszystkich ludzi, robili mi zdjęcia, zadawali pytania, nagrywali, dotykali… policjanci szybko wydostali mnie z tłumu i wprowadzili do domu. Ciocia i wujek byli w pracy. Matthew siedział w kuchni i razem  dwoma innymi policjantami czekali na mnie. Już po krótkiej rozmowie zrozumiałam, że chodzi o tamten dzień… Ustaliliśmy, że nasz dom będzie obstawiany przez policjantów dzień i noc.
Kiedy policjanci zrobili porządek i wszystko już sobie wyjaśniliśmy poszłam pod prysznic. Weszłam do kabiny prysznicowej i włączyłam letnią, ale bardzo przyjemną wodę. Czas spędzony pod prysznicem spędziłam na totalnym odprężeniu. Wyszłam, przebrałam się i wyszłam o ogrodu. Kuzyn i jego kapela już na mnie czekali. Robiliśmy sesję, aż nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Matt poszedł otworzyć a ja nie przerywałam zdjęć. W pewnym momencie chłopaki stanęli jak wryci.

5

Kiedy wyszedł z łazienki, siedziałam przy blacie wpatrzona w okno balkonowe.
- Masz ochotę na czekoladę z piankami?- zaproponował.
- A masz żelki?- zapytałam.
- Żartujesz? Ja bym nie miał?
- No tak… Justin Bieber, żelkowy chłopak!- zaśmiałam się.
Wyjął kilka paczek żelek, i wyszliśmy na taras. Przeglądaliśmy co piszą media, każdy portal pisał o mnie i o nim! Przeglądaliśmy te wszystkie strony i nagle:
    ‘WYGLĄDAŁO TO NA COŚ WIĘCEJ NIŻ ZWYKŁA ZNAOMOŚĆ’
Kiedy mi to pokazał zaśmiałam się, on wtedy spojrzał na mnie.
- Czemu się śmiejesz?
- Bo to  zabawne o czym oni piszą…- odpowiedziałam.
- A jeśli oni mają rację?
- Przestań, bo sobie coś pomyślę, poza tym…
- Nigdy nie mów nigdy!- przerwał mi.
Siedzieliśmy jeszcze trochę na powietrzu, ale kiedy usłyszeliśmy krzyki z dołu i samoloty nad hotelem schowaliśmy się do środka.
- To co mnie dzisiaj spotkało, było cudowne! Spełniły się moje marzenia. Na pewno nie zapomnę tego do końca życia…
- Możesz mi dać swój numer, adres i w ogóle?- zapytał.
- Dobrze.- powiedziałam i wymieniliśmy się informacjami.
Położyliśmy się na wielkim łóżku i  oglądaliśmy jakąś komedię. Nie pamiętam kiedy, ale bardzo szybko zmógł mnie sen.
Obudziłam się o 9.oo, poszłam do łazienki umyłam się, ubrałam i poszłam do kuchni, na blacie leżał kubek i pojemnik z kawą, z lodówki wyjęłam mleko. Zrobiłam sobie kawę, złapałam łyk gorącego napoju.
- Co robisz?- zapytał głos dochodzący z kanapy.
- Czy ty tutaj cały czas spałeś?- zapytałam zdziwiona.
- Tak…- powiedział, podszedł do mnie i złapał łyk mojej kawy.
- Pięknie wyglądasz w  tej sukience!- powiedział.
- Dziękuję, jest piękna…- uśmiechnęłam się a on odwzajemnił się tym samym.
- Kiedy wyjeżdżamy?- zapytałam.
- Musisz uciekać ode mnie?- zapytał.
- Nie uciekam, po prostu nie chcę się spóźnić na kolejny samolot.- odpowiedziałam wstawiając kubek do zlewu.
Poszedł pod prysznic a ja w tym samym czasie dopakowałam wszystko do walizki.
Około 11.oo byliśmy na lotnisku. Przeszłam przez bramkę, ostatni raz się odwróciłam, chciałam mu pomachać, ale był już zajęty. Stado fanek i dziennikarzy już stało wokół niego. Było mi przykro i byłam na niego zła, że nawet się nie pożegnał…
W samolocie cały czas spoglądałam na mój telefon. Na tapecie ustawione miałam jego zdjęcie z wczoraj… Nadal w to wszystko nie mogłam uwierzyć. Na lotnisku rozejrzałam się dookoła, wzrokiem szukając kuzyna.
- Zuza!
- Matt!- krzyknęłam i rzuciłam się w jego stronę.
- Co się wczoraj wydarzyło?- zapytał kiedy siedzieliśmy już w samochodzie i byliśmy w drodze do restauracji mojego wujka.
Opowiedziałam mu o tym wszystkim, był bardzo zdziwiony. W restauracji czekali już na mnie wujek i ciocia. Zjedliśmy wspólny posiłek, porozmawialiśmy.
Później pojechaliśmy do nich do domu. Zrobiłam całej ich rodzince zdjęcia. Około 18 do domu zjechała się cała kapela. Przywitaliśmy się i od razu przystąpiliśmy do omawiania szczegółów związanych z sesjami. Chłopaki zostali na kolacji. Siedzieliśmy przy stole i nagle dostałam smsa.

czwartek, 2 maja 2013

4

Wyszliśmy z pokoju i od razu podszedł do nas ochroniarz.
- Pod hotelem stoją fani i dziennikarze, nie sądzę, że wyjście to dobry pomysł…
- Oj daj spokój Moshe!
- Tu nie chodzi tylko o twoje bezpieczeństwo!- mówił ochroniarz.
- O czym ty mówisz?- zapytał Justin.
- Oni chcą zrobić zdjęcia tajemniczej nieznajomej z lotniska…- powiedział Moshie.
W tym samym momencie na twarzy Justina pojawiło się zakłopotanie i niepewność.
- Zaufaj mi!- powiedział i złapał mnie za rękę.
- Czy to ostateczna decyzja?- zapytał lekko zdenerwowany ochroniarz.
- Tak.- odpowiedział a ochroniarz od razu podał informację reszcie ochrony i policji obstawiającej wejścia do hotelu.
Zjechaliśmy na podziemny parking. Weszliśmy do auta i czekaliśmy, aż będziemy mogli ruszyć. Czas mijał a my nadal siedzieliśmy w aucie na hotelowym parkingu.
- Co jest?- zapytał Justin ludzi z przodu pojazdu.
- Nie możemy wyjechać, oni napierają na drzwi.- powiedział kierowca.
Justin spojrzał na mnie.
- Dobra Jay, jeśli to nie naruszy twojego wizerunku i oczywiście chcesz możemy wyjść i niech zrobią nam te kilka zdjęć, może się odczepią…- powiedziałam.
- Ty ich nie znasz… ale może masz rację zróbmy tak.
- Wychodzimy głównym wyjściem chłopaki!- krzyknął do przodu a po chwili usłyszeliśmy pewne polecenie.
- Podstawcie auto pod główne wyjście.- powiedział głos z przodu.
Faktycznie po hotelem stało pełno bardzo nachalnych dziennikarzy. Przedostaliśmy się przez tłum i weszliśmy do auta. Pojechaliśmy na obrzeża Nowego Jorku. Pochodziliśmy pustymi uliczkami, dużo rozmawiając. Okazało się, że ten znany facet, za którym szaleje miliony nastolatek, jest nie tylko szalenie przystojny, ale również bardzo mądry a do tego wierzący. Po około godzinnym spacerze wróciliśmy do hotelu.
Była 1O.oo kiedy weszliśmy do apartamentu. Poszłam wzięłam prysznic i przebrałam się w piżamę, po mnie do łazienki wszedł Bieebs.
Zostawił mi laptopa, abym mogła zadzwonić do Polski.
Rodzice nie mogli uwierzyć w to co mi się przydarzyło…
Chcieli podziękować Justinowi, ale nie było go w pobliżu.
Kiedy wyszedł z łazienki, siedziałam przy blacie wpatrzona w okno balkonowe.