Zrobiłam
sobie szybkie obliczenia i okazało się, że już jutro zostaną mi 2 dni do wylotu
a właściwie 1 bo drugiego dnia wczesnym wieczorem wylatuję.
Z taką
świadomością usnęłam. Obudziłam się o 6.oo i nie mogłam już zasnąć. Ubrałam
krótkie spodenki, koszulkę i adidasy.
Założyłam słuchawki i poszłam pobiegać.
Biegałam
brzegiem morza, aż nagle podbiegła do mnie grupka niekulturalnych dziennikarzy.
Przepychali się, krzyczeli moje imię, łapali mnie za ręce, parę razy zostałam uderzona aparatem. Nie wiem jak
mi się to udało, ale jakoś przedarłam się przez
tłum i pobiegłam do domu. Bieber już wstał i siedział na kanapie w
salonie.
- Jak
się biegało?- zapytał nie odrywając wzroku od komputera.
Nic nie
odpowiadając wbiegłam na górę, zatrzasnęłam drzwi i poszłam pod prysznic.
Włączyłam
wodę, ukucnęłam a ciepłe strumienie wody spływały po moim ciele, dopływając do
każdego zakamarka. Po kilku minutach wyszłam, ubrałam się i zeszłam na dół.
Justin siedział ze spuszczoną głową, komputer leżał na stole.
-
Przepraszam.- powiedział nie podnosząc głowy.
-
Niepotrzebnie wychodziłam.
- Ja
mogłem cię ostrzec.
- Już
dobrze.- powiedziałam i załapałam łyka kawy.
- Nie.-
powiedział, podniósł głowę i zobaczyłam, że płakał.
- Zapomnij.
- Nie,
ty nic nie rozumiesz, okazuję się kolejny raz, że nie umiem ochronić ważnej dla
mnie osoby…- powiedział, zerwał się z kanapy, przeciągnął i wytarł oczy.
W
milczeniu zrobiłam nam śniadanie i poszliśmy zjeść na taras...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz