- Nie,
ty nic nie rozumiesz, okazuję się kolejny raz, że nie umiem ochronić ważnej dla
mnie osoby…- powiedział, zerwał się z kanapy, przeciągnął i wytarł oczy.
W
milczeniu zrobiłam nam śniadanie i poszliśmy zjeść na taras.
-
Dzisiaj wpada Scoot i Kenny?
- Tak.
- Nie
mogę uwierzyć, że już jutro wylatujesz…- powiedział.
Jego
słowa poraziły mnie jak prąd odsunęłam talerz. Miał rację! Przecież my już
jutro musimy się rozstać…
- Justin,
to już ostatni dzień razem, bo jutro będzie zamieszanie…
- O
2O.oo przyjeżdżają, więc może pojedziemy gdzieś?
- Jasne!- powiedziałam i pobiegłam przebrać się
na plażę.
Chwilę
później byliśmy już w aucie w drodze na plażę.
Zaparkowaliśmy
i pobiegliśmy na plażę. Rozłożyliśmy ręczniki, rozebraliśmy się. Poszliśmy i
wynajęliśmy skuter wodny. Popływaliśmy a potem zbudowaliśmy ogromny zamek z
piasku, porobiliśmy śmieszne fotki, nagraliśmy krótkie filmiki. Siedziałam na
ręczniku wpatrzona w ocean, słońce już zachodziło, więc odbijały się w nim
różnokolorowe promienie. Justin musnął dłonią po moim ramieniu, odwróciłam się
ku niemu i zaczęliśmy się całować. Jestem taka szczęśliwa chciałam by ta chwila
trwała wiecznie, ale dobrze wiedziałam, że to niemożliwe...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz