Ubraliśmy
się i poszliśmy na śniadanie, kapela już na nas czekała.
- Od
razu po śniadaniu musimy jechać do studio.- powiedziałam, łapiąc łyka kawy.
Zjedliśmy
i pojechaliśmy na spotkanie.
Zostawiliśmy
chłopaków a sami pojechaliśmy do centrum handlowego, bo musiałam kupić sobie
jakieś ciuchy. W centrum nie było wiele osób, więc bez większym problemów mogliśmy
zrobić zakupy.
Około
14.oo wróciliśmy do chłopaków, podzielili się z nami nowiną, iż jutro podpisują
kontrakt. Byliśmy zachwyceni. Wróciliśmy do hotelu i właśnie tam zjedliśmy
obiad. Po obiedzie pojechaliśmy za Nowy Jork na kolejną z sesji zdjęciowych. O
2O.oo siedzieliśmy w pokoju i jedliśmy pizzę.
- Sue,
dostałem smsa od Lila, chcą wpaść z ekipą do mnie i chcemy zrobić imprezę…
- Czy ty
mnie pytasz o zgodę, czy co?- zapytałam.
- No nie
wiem, nie będzie Ci przeszkadzać?- dopytywał.
- Jestem
tutaj tylko gościem…
- Ważnym
gościem.- dopowiedział Justin.
-
Chętnie poznam twoich znajomych.- powiedziałam.
- W
takim razie zgoda.
Zadzwonił
po ekipę i umówili się, że wpadną po 21.oo.
Przebraliśmy
się, ogarnęłam swoje ciuchy w sypialni. Justin poszedł do kuzyna i jego kapeli
zaprosić ich do nas na imprezę. Jak to chłopaki… kto jak kto, ale oni
uwielbiają imprezować, poza tym wiecie możliwość przyjścia na imprezę z takimi
sławami i młodymi milionerami, nie zdarza się od tak.
O 21.2o
przyszli pierwsi goście. Przynieśli dużo alkoholu, słodyczy i jakiegoś towaru.
O 22.OO wszyscy już byli, z głośników leciała głośna muzyka, wszyscy tańczyli,
rozmawiali, każdy podchodził do mnie i zagadywał…
Nie
powiem, bo było to miłe i nowe doświadczenie… wyszłam na balkon z butelką piwa
imbirowego. Spojrzałam na dół i zobaczyłam stado dziennikarzy, czekających na
dobrą okazję, aby zrobić zdjęcia tym wszystkim ludziom pod wpływem
jakichkolwiek używek. Wróciłam do pomieszczenia i podjęłam się bitwy tanecznej,
dziewczyny kontra chłopaki.
Zgodziłam
się na to głównie dlatego, że byłam pewna iż jedyną osobą, która zapamięta
cokolwiek z tej imprezy będę ja.
Spojrzałam
na wyświetlacz w telefonie, była 4.oo nad ranem, wszyscy już poszli.
W całym
pokoju panował straszny bałagan. Wyłączyłam muzykę, przykryłam Justina kocem,
bo zasnął na kanapie. Pierwszą podstawową rzeczą było otwarcie wszystkich
okien, łącznie z balkonowymi. Później zaczęłam sprzątać kubki i butelki z
ziemi. Resztę miała posprzątać obsługa z samego rana. Poszłam do łazienki i się
przeraziłam… Tam to dopiero mieli imprezę… Nieważne! Wzięłam prysznic i
wskoczyłam do łóżka. Obudziłam się po 11.oo, wytoczyłam się z łóżka i poszłam
do kuchni. Uffff! Już ktoś tu był i posprzątał. Justin siedział na tarasie z
laptopem i kubkiem kawy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz