Translate

niedziela, 5 maja 2013

10


Uffff! Już ktoś tu był i posprzątał. Justin siedział na tarasie z laptopem i kubkiem kawy.
- O już wstałaś! Jak ci się spało?- zapytał, kiedy mnie zobaczył.
- A dobrze, dziękuję!- odpowiedziałam siadając na huśtawce obok.
- Jak po imprezie?
- Co masz na myśli?
- No ogólnie…
- No normalnie, dobra zabawa, pozytywni ludzie i w ogóle…
- Czyli nie było najgorzej?
- Nie, zdecydowanie nie.
- Twoja pierwsza impreza z gwiazdkami?
- Tak, ale to naprawdę świetni ludzie…
- Cieszę się! Myślałem, że może zmienisz zdanie po tym o nas wszystkich…
- Proszę cię… przecież wiedziałam o waszych imprezach wcześniej, widziałam zdjęcia… myślałam, że będzie gorzej- powiedziałam i się zaśmiałam.
- Jakie plany na dzisiaj macie?- zapytał.
- Chcieliśmy pojechać do centrum i tam jakieś zdjęcia porobić. Co o tym myślisz?- zapytałam go o zdanie, chociaż nie wiem czemu chciałam znać jego opinię na ten temat.
- Myślę, że to bardzo dobry pomysł. Ja niestety nie mogę wam towarzyszyć, muszę jechać do studio.- powiedział i jego twarz posmutniała.
- Nowa płyta?- powiedziałam i rzuciłam spojrzenie na jego komputer.
- Tak, ale to tajemnica… Jutro dopiero mamy to ogłosić oficjalnie.
- Spoko, nikomu nie powiem…- obiecałam.
Spędziliśmy jeszcze parę minut na wspólnej rozmowie, po czym zeszliśmy na dół na śniadanie. Usiedliśmy, zamówiliśmy i przyszedł kuzyn i reszta ekipy. Zjedliśmy śniadanie i pojechaliśmy na sesję a JB, do studio. Mieliśmy spotkać się dopiero wieczorem.
Chodziłam z chłopakami po NYC wszystko dokładnie uwieczniając w aparacie.
- Park miejski płatny 2 dolary.- przeczytałam napis na głos.
- Trzeba zapłacić… - westchnęli chłopcy.
- Poczekajcie chwilę tutaj na mnie!- krzyknęłam i zniknęłam za rogiem.
Wróciłam po kilku minutach z pewnym miłym młodym mężczyzną.
- Chłopaki to jest Henry.- przedstawiłam nieznajomego.
- Cześć, to co idziemy?- zapytał szybko Henry.
- Jasne!- zawołali zgodnym chórem.
Henry oprowadził nas po najładniejszych miejscach w parku.
- Zabiorę was w pewne magiczne i bardzo wyjątkowe miejsce.- skinął ręką, pokazując nam kierunek, w którym mieliśmy iść.
Szliśmy już dobre 2O minut, przez jakieś chaszcze. Moje nogi były już całe pokłute i zaczynały mnie powoli boleć.
- Daleko jeszcze?- zapytałam a brzmiało to mniej więcej jak pytanie tego osła ze Shreka.
- To tutaj!- powiedział nasz pilot i wskazał na maleńką, pełną uroku łączkę.
- To moja kraina czarów.- zaśmiał się Henryk.
- Tutaj jest wprost cudownie… A co to jest?- zapytałam i wzrok skierowałam na wielkie drzewo.
To jest domek na drzewie, który zbudowaliśmy z grupką znajomych.- wytłumaczył.
- Czy mogłabym?
- Oczywiście! Tylko uważaj, nie spadnij!- krzyknął.
- Chłopaki chodźcie tu, szybko!- krzyczałam do nich z góry. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz