Uffff!
Już ktoś tu był i posprzątał. Justin siedział na tarasie z laptopem i kubkiem
kawy.
- O już
wstałaś! Jak ci się spało?- zapytał, kiedy mnie zobaczył.
- A
dobrze, dziękuję!- odpowiedziałam siadając na huśtawce obok.
- Jak po
imprezie?
- Co
masz na myśli?
- No
ogólnie…
- No
normalnie, dobra zabawa, pozytywni ludzie i w ogóle…
- Czyli
nie było najgorzej?
- Nie,
zdecydowanie nie.
- Twoja
pierwsza impreza z gwiazdkami?
- Tak,
ale to naprawdę świetni ludzie…
- Cieszę
się! Myślałem, że może zmienisz zdanie po tym o nas wszystkich…
- Proszę
cię… przecież wiedziałam o waszych imprezach wcześniej, widziałam zdjęcia…
myślałam, że będzie gorzej- powiedziałam i się zaśmiałam.
- Jakie
plany na dzisiaj macie?- zapytał.
-
Chcieliśmy pojechać do centrum i tam jakieś zdjęcia porobić. Co o tym myślisz?-
zapytałam go o zdanie, chociaż nie wiem czemu chciałam znać jego opinię na ten
temat.
- Myślę,
że to bardzo dobry pomysł. Ja niestety nie mogę wam towarzyszyć, muszę jechać
do studio.- powiedział i jego twarz posmutniała.
- Nowa
płyta?- powiedziałam i rzuciłam spojrzenie na jego komputer.
- Tak,
ale to tajemnica… Jutro dopiero mamy to ogłosić oficjalnie.
- Spoko,
nikomu nie powiem…- obiecałam.
Spędziliśmy
jeszcze parę minut na wspólnej rozmowie, po czym zeszliśmy na dół na śniadanie.
Usiedliśmy, zamówiliśmy i przyszedł kuzyn i reszta ekipy. Zjedliśmy śniadanie i
pojechaliśmy na sesję a JB, do studio. Mieliśmy spotkać się dopiero wieczorem.
Chodziłam
z chłopakami po NYC wszystko dokładnie uwieczniając w aparacie.
- Park
miejski płatny 2 dolary.- przeczytałam napis na głos.
- Trzeba
zapłacić… - westchnęli chłopcy.
-
Poczekajcie chwilę tutaj na mnie!- krzyknęłam i zniknęłam za rogiem.
Wróciłam
po kilku minutach z pewnym miłym młodym mężczyzną.
-
Chłopaki to jest Henry.- przedstawiłam nieznajomego.
- Cześć,
to co idziemy?- zapytał szybko Henry.
-
Jasne!- zawołali zgodnym chórem.
Henry
oprowadził nas po najładniejszych miejscach w parku.
-
Zabiorę was w pewne magiczne i bardzo wyjątkowe miejsce.- skinął ręką,
pokazując nam kierunek, w którym mieliśmy iść.
Szliśmy
już dobre 2O minut, przez jakieś chaszcze. Moje nogi były już całe pokłute i
zaczynały mnie powoli boleć.
- Daleko
jeszcze?- zapytałam a brzmiało to mniej więcej jak pytanie tego osła ze Shreka.
- To
tutaj!- powiedział nasz pilot i wskazał na maleńką, pełną uroku łączkę.
- To
moja kraina czarów.- zaśmiał się Henryk.
- Tutaj
jest wprost cudownie… A co to jest?- zapytałam i wzrok skierowałam na wielkie
drzewo.
To jest
domek na drzewie, który zbudowaliśmy z grupką znajomych.- wytłumaczył.
- Czy
mogłabym?
-
Oczywiście! Tylko uważaj, nie spadnij!- krzyknął.
-
Chłopaki chodźcie tu, szybko!- krzyczałam do nich z góry.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz