Przyszedł
Kenny Hamilton i Scooter Braun.
Lekarz
powiedział, żebym jak najmniej chodziła, aby moja noga mogła trochę odpocząć,
dlatego też nie wyszłam z łóżka, aby przywitać się z chłopakami. Za to oni
przyszli do mnie i przywitali się. Później poszli do salonu. Musieli popracować
nad czymś nowym a właśnie w salonie mieli więcej przestrzeni. Leżałam w łóżku z
laptopem, telewizor był włączony, słuchałam muzyki, ale ile tak można? Przecież
to jest nudne a w moim przypadku siedzenie na miejscu to naprawdę ogromny ból!
-
Justin!- krzyknęłam, ale nie otrzymałam żadnej odpowiedzi, więc zgramoliłam się
z łóżka i pokuśtykałam do salonu. Otworzyłam drzwi oddzielające sypialnie od
salonu i szybko zrozumiałam, dlaczego nikt mnie nie słyszał. Z głośników
leciała muzyka a oni głośno dyskutowali a w pewnych momentach wręcz się
przekrzykiwali.
- Justin
nie wiesz o której wracają chłopcy?- zapytałam, siadając na kanapie obok niego.
- Chyba
w nocy. A tak w ogóle co ty robisz? Miałaś odpoczywać i nie wychodzić z łóżka.-
powiedział i spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Jeśli
sądzisz, że tam wrócę to jesteś w błędzie. Nie mogę już tam leżeć to strasznie
nudne.- powiedziałam.
- Jesteś
świrem wiesz?- powiedział i położył moje nogi na swoich kolanach, a na moich
nogach laptopa.
- Jesteście
głodni?- zapytał Kenny.
- No
jasne!- przytaknęli.
- A ty
Sue?- zapytał Scott.
-
Żartujesz? Myślałam, że już nie zapytacie.- uśmiechnęłam się. Po tych słowach
wszyscy zaczęli się śmiać.
Zamówiliśmy
jedzenie i wróciliśmy do rozmowy.
- Co to
za kartka?- chwyciłam, zgniecioną kartkę papieru.
Otworzyłam
ją szybko i zobaczyłam nabazgraną oś, na której były daty od dzisiaj do 11
września.
- Ja
wylatuję 11 września…- powiedziałam cicho pod nosem, ale i tak wszyscy
usłyszeli.
Scott i
Kenny spojrzeli na Justina i śmiali się pod nosem.
- To
było nam potrzebne do planowania koncertów…- tłumaczył Jay.
-
Oczywiście.- powiedziałam i uśmiechnęłam się.
Oni
rozmawiali o wywiadach i sesjach. Słuchałam ich, ale cały czas rozmyślałam o
pogniecionej kartce papieru.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz