-
Chłopaki chodźcie tu, szybko!- krzyczałam do nich z góry.
Widok
był cudowny wprost nie do opisania, dlatego też zrobiłam mnóstwo zdjęć, aby móc
pokazać innym to pełne uroku i jakże magiczne miejsce.
Spędziliśmy
tam sporo czasu, słońce już powoli zaczynało zmieniać swoją barwę na czerwoną.
- O
matko za 1O minut zamykają!- krzyknął Henry, spoglądając na zegarek. Szybko
wstaliśmy z ziemi i wszyscy zaczęliśmy biec za swoim przewodnikiem. Biegliśmy
bardzo szybko, zdecydowanie za szybko… Widzieliśmy już bramę była tak blisko,
aż tu nagle podwinęła mi się noga i…
-
Ałaaaaaaa!- krzyknęłam, przebiegając przez bramę.
- Co
jest Zuza?- zapytał kuzyn łapiąc mnie w ostatniej chwili.
- Noga!-
jęknęłam.
- Trzeba
jechać do szpitala!- powiedział Matt.
- Moje
auto stoi za rogiem.- powiedział Henry.
Jeden z
chłopaków a dokładniej Kevin, wziął mnie na ręce i zaniósł do auta. Po drodze
spotkaliśmy kilku, bardzo nieprzyjemnych fotoreporterów. Dostali cynk, że mogą
nas tam znaleźć i proszę!
Chłopcy
byli nieocenieni! Nie dość, że zanieśli mnie do auta to przykryli i chronili
przed tymi hienami…
Do auta
i prosto do szpitala. W szpitalu od razu się mną zajęto.
- Ma
pani ogromne szczęcie, bo to tylko mocne stłuczenie.- powiedział ortopeda.
- Ufff!
Bałam się, że resztę wakacji spędzę w gipsie.- odetchnęłam z ogromną ulgą.
- W
gipsie może nie, ale musisz nosić specjalny usztywniacz, ale tylko przez 2 tygodnie
i chyba to zrozumiałe, zero biegania?!
- Zero?-
zapytałam.
- Zero.-
powtórzył doktor.
Dostałam
leki przeciwbólowe i wróciliśmy do hotelu. W restauracji na dole zjedliśmy
kolację i poszliśmy do swoich pokoi.
Weszłam
do mojego apartamentu i nikogo w nim nie zastałam. Poszłam do łazienki,
przebrałam się, włączyłam telewizor.
Nie
pytajcie, bo nie pamiętam co było dalej. Widocznie całodzienny pobyt w tym
parku dobrze mi zrobił, bo obudziłam się o 9.oo rano. Przeciągając się,
zrzuciłam telefon z łóżka. Drzwi do sypialni szybko się rozsunęły i wszedł
Justin.
- Co ci
się stało z tą nogą?- zapytał szybko. Widać było, że był przejęty, więc szybko
mu o wszystkim opowiedziałam.
-
Niezdara ze mnie co?- zaśmiałam się, choć wcale myśl o 2 tygodniowym noszeniu
tego czegoś nie sprawiała mi większej radości…
- Yhyy!-
westchnął i przytulił mnie do siebie.
-
Dzisiaj pracuje na miejscu. Później przyjecie Scoot, Kenny.- poinformował mnie.
- To
fajnie, ja i tak jestem uziemiona…- mruknęłam pod nosem.
- Nawet
to się dobrze składa, bo chłopaki najbliższe tygodnie spędzą w studio na
nagrywaniu, a ty będziesz miała czas na wybieranie i przerabianie ich zdjęć,
poza tym dla mnie to cudownie, bo będziesz zawsze blisko mnie… Super, będę
uziemiona w tym hotelu z facetem, w którym się kocham od kilku lat a w dodatku
on chce być miły i udaje, że mu zależy na mojej obecności.
- Justin
po co ty to wszystko robisz? Czemu robisz mi nadzieje? Udajesz, że ci na mnie
zależy?- zapytałam go wprost.
On
spojrzał na mnie tak jak jeszcze wcześniej nikt inny.
- Nie
udaję, nie chcę cię ranić, chyba się zakochałem i nie chcę stracić tej
miłości…- powiedział i pocałował mnie.
Nie
wierzę! Czy to w ogóle możliwe? Jestem w USA, mieszkam w jednym apartamencie z
Justinem Bieberem, a w dodatku przed sekundą mnie pocałował.
- Nie
wierzę! Nie wierzę w o wszystko co się dzieje!
-
Uwierz, popatrz, ściśnij moją dłoń mocniej. Jesteśmy tu i to się dzieje
naprawdę!- powiedział trzymając moje dłonie.
- To
jest zbyt piękne, by mogło być prawdziwe…- mruczałam pod nosem.
- Nie
mogę spać, piszę testy, bo mam wenę. Wenę, której brakowało mi od tak dawna…
Czy to nic dla ciebie nie znaczy?
- A
jeśli dziś położę się spać i znów obudzę się w moim łóżku, mieszkaniu, w małym
mieście w Polsce a co jeśli wstanę i nic już nie będę pamiętać?
Rozmawialiśmy
tak jeszcze bardzo długo dzieląc się ze sobą wątpliwościami i swoimi sekretami,
aż usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
Przyszedł
Kenny Hamilton i Scooter Braun.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz