Translate

niedziela, 5 maja 2013

11


- Chłopaki chodźcie tu, szybko!- krzyczałam do nich z góry.
Widok był cudowny wprost nie do opisania, dlatego też zrobiłam mnóstwo zdjęć, aby móc pokazać innym to pełne uroku i jakże magiczne miejsce.
Spędziliśmy tam sporo czasu, słońce już powoli zaczynało zmieniać swoją barwę na czerwoną.
- O matko za 1O minut zamykają!- krzyknął Henry, spoglądając na zegarek. Szybko wstaliśmy z ziemi i wszyscy zaczęliśmy biec za swoim przewodnikiem. Biegliśmy bardzo szybko, zdecydowanie za szybko… Widzieliśmy już bramę była tak blisko, aż tu nagle podwinęła mi się noga i…
- Ałaaaaaaa!- krzyknęłam, przebiegając przez bramę.
- Co jest Zuza?- zapytał kuzyn łapiąc mnie w ostatniej chwili.
- Noga!- jęknęłam.
- Trzeba jechać do szpitala!- powiedział Matt.
- Moje auto stoi za rogiem.- powiedział Henry.
Jeden z chłopaków a dokładniej Kevin, wziął mnie na ręce i zaniósł do auta. Po drodze spotkaliśmy kilku, bardzo nieprzyjemnych fotoreporterów. Dostali cynk, że mogą nas tam znaleźć i proszę!
Chłopcy byli nieocenieni! Nie dość, że zanieśli mnie do auta to przykryli i chronili przed tymi hienami…
Do auta i prosto do szpitala. W szpitalu od razu się mną zajęto.
- Ma pani ogromne szczęcie, bo to tylko mocne stłuczenie.- powiedział ortopeda.
- Ufff! Bałam się, że resztę wakacji spędzę w gipsie.- odetchnęłam z ogromną ulgą.
- W gipsie może nie, ale musisz nosić specjalny usztywniacz, ale tylko przez 2 tygodnie i chyba to zrozumiałe, zero biegania?!
- Zero?- zapytałam.
- Zero.- powtórzył doktor.
Dostałam leki przeciwbólowe i wróciliśmy do hotelu. W restauracji na dole zjedliśmy kolację i poszliśmy do swoich pokoi.
Weszłam do mojego apartamentu i nikogo w nim nie zastałam. Poszłam do łazienki, przebrałam się, włączyłam telewizor.
Nie pytajcie, bo nie pamiętam co było dalej. Widocznie całodzienny pobyt w tym parku dobrze mi zrobił, bo obudziłam się o 9.oo rano. Przeciągając się, zrzuciłam telefon z łóżka. Drzwi do sypialni szybko się rozsunęły i wszedł Justin.
- Co ci się stało z tą nogą?- zapytał szybko. Widać było, że był przejęty, więc szybko mu o wszystkim opowiedziałam.
- Niezdara ze mnie co?- zaśmiałam się, choć wcale myśl o 2 tygodniowym noszeniu tego czegoś nie sprawiała mi większej radości…
- Yhyy!- westchnął i przytulił mnie do siebie.
- Dzisiaj pracuje na miejscu. Później przyjecie Scoot, Kenny.- poinformował mnie.
- To fajnie, ja i tak jestem uziemiona…- mruknęłam pod nosem.
- Nawet to się dobrze składa, bo chłopaki najbliższe tygodnie spędzą w studio na nagrywaniu, a ty będziesz miała czas na wybieranie i przerabianie ich zdjęć, poza tym dla mnie to cudownie, bo będziesz zawsze blisko mnie… Super, będę uziemiona w tym hotelu z facetem, w którym się kocham od kilku lat a w dodatku on chce być miły i udaje, że mu zależy na mojej obecności.
- Justin po co ty to wszystko robisz? Czemu robisz mi nadzieje? Udajesz, że ci na mnie zależy?- zapytałam go wprost.
On spojrzał na mnie tak jak jeszcze wcześniej nikt inny.
- Nie udaję, nie chcę cię ranić, chyba się zakochałem i nie chcę stracić tej miłości…- powiedział i pocałował mnie.
Nie wierzę! Czy to w ogóle możliwe? Jestem w USA, mieszkam w jednym apartamencie z Justinem Bieberem, a w dodatku przed sekundą mnie pocałował.
- Nie wierzę! Nie wierzę w o wszystko co się dzieje!
- Uwierz, popatrz, ściśnij moją dłoń mocniej. Jesteśmy tu i to się dzieje naprawdę!- powiedział trzymając moje dłonie.
- To jest zbyt piękne, by mogło być prawdziwe…- mruczałam pod nosem.
- Nie mogę spać, piszę testy, bo mam wenę. Wenę, której brakowało mi od tak dawna… Czy to nic dla ciebie nie znaczy?
- A jeśli dziś położę się spać i znów obudzę się w moim łóżku, mieszkaniu, w małym mieście w Polsce a co jeśli wstanę i nic już nie będę pamiętać?
Rozmawialiśmy tak jeszcze bardzo długo dzieląc się ze sobą wątpliwościami i swoimi sekretami, aż usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
Przyszedł Kenny Hamilton i Scooter Braun.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz