Translate

poniedziałek, 6 maja 2013

13


Oni rozmawiali o wywiadach i sesjach. Słuchałam ich, ale cały czas rozmyślałam o pogniecionej kartce papieru.
W końcu, przynieśli nasze jedzenie. Usiedliśmy przy stole, pomodliliśmy się i zjedliśmy późny obiad, po czym pojechali i zostałam sama z Justinem.
- Masz ochotę gdzieś pojechać?- zapytał.
- Jesteś pewien, że chcesz gdzieś się pokazywać z taką kaleką jak ja?- uśmiechnęłam się.
- I to nawet nie wiesz jak bardzo chcę!- zaśmiał się.
- W takim razie bardzo chętnie.
- Chodź pomogę ci.- powiedział i pomógł mi wstać z fotela i zaprowadził do sypialni.
- Ekhem! Czy mógłbyś wyjść?- zapytałam.
- O tak przepraszam…- na jego twarzy pojawił się rumieniec.
Ubrałam się i wyszłam do salonu, on już na mnie czekał.
- A okulary, czapka?- zapytałam.
- Co?
- Okulary, czapka.- powtórzyłam.
- Ach tak prawie zapomniałem…- przyznał.
- O czym myślisz?
- O niczym.Czemu pytasz?
- Jesteś nieprzytomny! Albo mi się tylko wydaje… dobra mało istotne.- powiedziałam i udaliśmy się w stronę drzwi.
Po chwili dołączyła do nas czteroosobowa ochrona.
Kuśtykając dotarłam do windy.
- Jak noga?- zapytał jeden z ochroniarzy.
- Dobrze, dzięki, że pytasz.- powiedziałam i klepnęłam go w ramię.
Kiedy winda się otworzyła jeden ochroniarz o imieniu Greg wziął mnie na ręce i przeniósł do auta. Zgodziłam się na to tylko dlatego, bo zobaczyłam stado fotoreporterów. Jak wiadomo szybko bym nie przeszła.
- Gdzie jedziemy?
- Lubisz niespodzianki?- zapytał Justin.
- To zależy…- stwierdziłam.
- Miejsce do którego jedziemy jest dla mnie bardzo wyjątkowe.- powiedział tajemniczo.
Po tych słowach każde z nas zaczęło głębokie rozważania.
To wszystko co teraz mi się przydarza jest takie… takie oderwane od rzeczywistości. Czuję się ogromną szczęściarą, ale z drugiej strony cały czas nie mogę zrozumieć o co w tym wszystkim nagle chodzi… Nie wydaje Wam się to dziwne?
Najpierw telefon od kuzyna, zaproszenie na wakacje do USA, przypadkowe spotkanie z Justinem Bieberem, teraz spędzanie z nim czasu i w ogóle? Co to ma być? Czemu akurat ja? Nie to żebym narzekała, ale… Wiecie jak się czuję? Nie umiem tego opisać. Nigdy, znaczy może tylko w snach wyobrażałam sobie coś tak pięknego. Do niedawna śmiałam się, że Justin będzie moim mężem a teraz spędzam z nim każdą wolną chwilę a co najśmieszniejsze te wakacje miałam spędzić w domu a teraz? Teraz jadę w miejsce niespodziankę z wymarzonym facetem. Ciekawa jestem co on znowu wymyślił…
Po dość długiej jeździe dotarliśmy na miejsce.
Wyszłam z auta i ujrzałam przepiękne widoki. Wzgórza, doliny, pola, jeziorko…
- To, to twoje magiczne miejsce?- zapytałam.
- Tak to tutaj.- uśmiechnął się.
- Muszę przyznać, że to piękne miejsce… Justin! Czy tam leży koc i koszyk piknikowy?- zaśmiałam się.
- Tak, mogę Cię tam zanieść.- powiedział.
- No coś ty! Jeśli chcesz możesz podać mi rękę, będzie mi łatwiej.- rzuciłam.
- Zuzia!
- Co się stało?
- Mam pytanie czy ty…- przerwał, spuścił wzrok a na jego twarzy pojawiła się niepewność.
- Justin, czy ty chcesz zaprosić mnie na randkę?- zapytałam, uważnie obserwując jego reakcję.
- A jeśli tak, to co byś na to powiedziała?
- Ooooo! Na pewno nie!- odpowiedziałam.
Jego mina była bezcenna.
- Żartuję!- krzyknęłam.
- Ufffff!- odetchnął z ulgą, podał mi rękę i poszliśmy w wyznaczone miejsce.
Siedzieliśmy na kocu nad jeziorkiem, na wzniesieniu w całkowitym milczeniu. Wpatrywaliśmy się w jezioro, w którym odbijały się promienie wschodzącego słońca.
- Tutaj przyjeżdżam, aby pomyśleć…- przerwał ciszę.
- Yhyyym…- mruknęłam.
- Chcesz już wrócić do hotelu?- zapytał i delikatnie przesunął swoją dłoń w stronę mojej.
- Nie. Chciałabym jeszcze tu zostać i trochę pomyśleć…- powiedziałam i w tym samym czasie poczułam jak jego ciepła dłoń ściska moją dłoń.
- Co jest w tym koszyku?- zapytałam.
- Same pyszności.- powiedział.
Pomyślałam, że to będą jakieś owoce, makaron a tu takie romantyczne…
- Wolisz keczup, czy sos jogurtowy?- zapytał, podając mi opakowanie nugetsów z Mc’Donalda.
- Keczup.
- A co do picia?
- Cole.- powiedziałam.
- Planujecie kolejną trasę koncertową?- zapytałam.
- No właśnie tak, ale to wszystko nie jest takie proste…
-Domyślam się…
- O czym tak rozmyślasz?
- Tak ogólnie… Jak ty to wszystko wytrzymujesz tą całą sławę?- zapytałam.
- Teraz posłuchaj mnie bardzo uważnie…- powiedział i spojrzał mi prosto w oczy.
- Dobrze wiesz jak to wszystko się zaczęło… To zabawne, bo zawsze myślałem, że będę stolarzem, albo… no nie wiem może będę mieć jakąś swoją firmę, czy coś…  Byłem dzieciakiem kiedy to się zaczęło. Od razu polubiłem ten cały wielki świat… wszystko mnie w nim fascynowało… byłem mały, a więc teraz nie wyobrażam sobie innego życia bez koncertów, wywiadów, sesji, całej tej pogoni.
-  A ci głupi dziennikarze?
- O tutaj muszę przyznać, że bardzo często emocje dają górę i powiem szczerze są chwile zawahania, ale kiedy wychodzę na scenę i widzę tych wszystkich fanów, to wszystko: gniew, smutek, nienawiść, zmęczenie i wiele innych… po prostu to wszystko znika. Oni dają mi taką siłę, taką pozytywną energię…
- Podziwiam cię. Naprawdę jestem pod wrażeniem tego co robisz. Ale to takie trudne…
- Nikt mi nie mówił, że będzie łatwo a wręcz mnie uprzedzali, że to ciężki kawałek chleba.
Było już bardzo ciemno, więc Greg podszedł do nas i zapytał, czy możemy już jechać. Zebraliśmy manatki i poszliśmy do auta. Usiedliśmy z tyłu i pojechaliśmy do hotelu.
Na miejscu byliśmy dopiero o 1.oo w nocy. Greg znów wniósł mnie na górę, poszłam pod prysznic i poszłam spać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz