Oni
rozmawiali o wywiadach i sesjach. Słuchałam ich, ale cały czas rozmyślałam o
pogniecionej kartce papieru.
W końcu,
przynieśli nasze jedzenie. Usiedliśmy przy stole, pomodliliśmy się i zjedliśmy
późny obiad, po czym pojechali i zostałam sama z Justinem.
- Masz
ochotę gdzieś pojechać?- zapytał.
- Jesteś
pewien, że chcesz gdzieś się pokazywać z taką kaleką jak ja?- uśmiechnęłam się.
- I to
nawet nie wiesz jak bardzo chcę!- zaśmiał się.
- W
takim razie bardzo chętnie.
- Chodź
pomogę ci.- powiedział i pomógł mi wstać z fotela i zaprowadził do sypialni.
- Ekhem!
Czy mógłbyś wyjść?- zapytałam.
- O tak
przepraszam…- na jego twarzy pojawił się rumieniec.
Ubrałam
się i wyszłam do salonu, on już na mnie czekał.
- A
okulary, czapka?- zapytałam.
- Co?
-
Okulary, czapka.- powtórzyłam.
- Ach
tak prawie zapomniałem…- przyznał.
- O czym
myślisz?
- O
niczym.Czemu pytasz?
- Jesteś
nieprzytomny! Albo mi się tylko wydaje… dobra mało istotne.- powiedziałam i
udaliśmy się w stronę drzwi.
Po
chwili dołączyła do nas czteroosobowa ochrona.
Kuśtykając
dotarłam do windy.
- Jak
noga?- zapytał jeden z ochroniarzy.
-
Dobrze, dzięki, że pytasz.- powiedziałam i klepnęłam go w ramię.
Kiedy
winda się otworzyła jeden ochroniarz o imieniu Greg wziął mnie na ręce i
przeniósł do auta. Zgodziłam się na to tylko dlatego, bo zobaczyłam stado
fotoreporterów. Jak wiadomo szybko bym nie przeszła.
- Gdzie
jedziemy?
- Lubisz
niespodzianki?- zapytał Justin.
- To
zależy…- stwierdziłam.
-
Miejsce do którego jedziemy jest dla mnie bardzo wyjątkowe.- powiedział
tajemniczo.
Po tych
słowach każde z nas zaczęło głębokie rozważania.
To
wszystko co teraz mi się przydarza jest takie… takie oderwane od
rzeczywistości. Czuję się ogromną szczęściarą, ale z drugiej strony cały czas
nie mogę zrozumieć o co w tym wszystkim nagle chodzi… Nie wydaje Wam się to
dziwne?
Najpierw
telefon od kuzyna, zaproszenie na wakacje do USA, przypadkowe spotkanie z
Justinem Bieberem, teraz spędzanie z nim czasu i w ogóle? Co to ma być? Czemu
akurat ja? Nie to żebym narzekała, ale… Wiecie jak się czuję? Nie umiem tego
opisać. Nigdy, znaczy może tylko w snach wyobrażałam sobie coś tak pięknego. Do
niedawna śmiałam się, że Justin będzie moim mężem a teraz spędzam z nim każdą
wolną chwilę a co najśmieszniejsze te wakacje miałam spędzić w domu a teraz?
Teraz jadę w miejsce niespodziankę z wymarzonym facetem. Ciekawa jestem co on
znowu wymyślił…
Po dość długiej
jeździe dotarliśmy na miejsce.
Wyszłam
z auta i ujrzałam przepiękne widoki. Wzgórza, doliny, pola, jeziorko…
- To, to
twoje magiczne miejsce?- zapytałam.
- Tak to
tutaj.- uśmiechnął się.
- Muszę
przyznać, że to piękne miejsce… Justin! Czy tam leży koc i koszyk piknikowy?-
zaśmiałam się.
- Tak,
mogę Cię tam zanieść.- powiedział.
- No coś
ty! Jeśli chcesz możesz podać mi rękę, będzie mi łatwiej.- rzuciłam.
- Zuzia!
- Co się
stało?
- Mam
pytanie czy ty…- przerwał, spuścił wzrok a na jego twarzy pojawiła się
niepewność.
-
Justin, czy ty chcesz zaprosić mnie na randkę?- zapytałam, uważnie obserwując
jego reakcję.
- A
jeśli tak, to co byś na to powiedziała?
- Ooooo!
Na pewno nie!- odpowiedziałam.
Jego
mina była bezcenna.
-
Żartuję!- krzyknęłam.
- Ufffff!-
odetchnął z ulgą, podał mi rękę i poszliśmy w wyznaczone miejsce.
Siedzieliśmy
na kocu nad jeziorkiem, na wzniesieniu w całkowitym milczeniu. Wpatrywaliśmy
się w jezioro, w którym odbijały się promienie wschodzącego słońca.
- Tutaj
przyjeżdżam, aby pomyśleć…- przerwał ciszę.
- Yhyyym…-
mruknęłam.
- Chcesz
już wrócić do hotelu?- zapytał i delikatnie przesunął swoją dłoń w stronę
mojej.
- Nie.
Chciałabym jeszcze tu zostać i trochę pomyśleć…- powiedziałam i w tym samym
czasie poczułam jak jego ciepła dłoń ściska moją dłoń.
- Co
jest w tym koszyku?- zapytałam.
- Same
pyszności.- powiedział.
Pomyślałam,
że to będą jakieś owoce, makaron a tu takie romantyczne…
- Wolisz
keczup, czy sos jogurtowy?- zapytał, podając mi opakowanie nugetsów z
Mc’Donalda.
- Keczup.
- A co
do picia?
- Cole.-
powiedziałam.
-
Planujecie kolejną trasę koncertową?- zapytałam.
- No
właśnie tak, ale to wszystko nie jest takie proste…
-Domyślam
się…
- O czym
tak rozmyślasz?
- Tak
ogólnie… Jak ty to wszystko wytrzymujesz tą całą sławę?- zapytałam.
- Teraz
posłuchaj mnie bardzo uważnie…- powiedział i spojrzał mi prosto w oczy.
- Dobrze
wiesz jak to wszystko się zaczęło… To zabawne, bo zawsze myślałem, że będę
stolarzem, albo… no nie wiem może będę mieć jakąś swoją firmę, czy coś… Byłem dzieciakiem kiedy to się zaczęło. Od
razu polubiłem ten cały wielki świat… wszystko mnie w nim fascynowało… byłem
mały, a więc teraz nie wyobrażam sobie innego życia bez koncertów, wywiadów,
sesji, całej tej pogoni.
- A ci głupi dziennikarze?
- O
tutaj muszę przyznać, że bardzo często emocje dają górę i powiem szczerze są
chwile zawahania, ale kiedy wychodzę na scenę i widzę tych wszystkich fanów, to
wszystko: gniew, smutek, nienawiść, zmęczenie i wiele innych… po prostu to
wszystko znika. Oni dają mi taką siłę, taką pozytywną energię…
-
Podziwiam cię. Naprawdę jestem pod wrażeniem tego co robisz. Ale to takie
trudne…
- Nikt
mi nie mówił, że będzie łatwo a wręcz mnie uprzedzali, że to ciężki kawałek
chleba.
Było już
bardzo ciemno, więc Greg podszedł do nas i zapytał, czy możemy już jechać.
Zebraliśmy manatki i poszliśmy do auta. Usiedliśmy z tyłu i pojechaliśmy do
hotelu.
Na
miejscu byliśmy dopiero o 1.oo w nocy. Greg znów wniósł mnie na górę, poszłam
pod prysznic i poszłam spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz