Translate

piątek, 1 listopada 2013

47

Nie wiedziałam co czeka nas po wyjściu z hotelu. Otóż ochrona, z którą przyjechał Justin pomogła nam dostać się do auta, ale to nic, bo nie mogliśmy ruszyć. Fotoreporterzy kładli się na aucie, żeby zrobić jak najlepsze zdjęcia.
- Kurna no!- krzyknął zdenerwowany.
- Jeszcze tylko chwila…- powiedziała ochrona.
Słyszeliśmy krzyki ochrony i teksty fotoreporterów.
- Odejdźcie!- krzyczała ochrona.
- Justin twoja dziewczyna jest brzydka!- krzyczeli ludzie z aparatami.
- Jak minęła wam noc?- cały czas leciały jakieś teksty, aby nas sprowokować.
- Nie słuchaj ich!- podał mi rękę i włączył radio na tle głośno, aby zagłuszyć tłum.
Po kilku minutach byliśmy już w drodze do mojego rodzinnego miasta.
- Jesteś głodna?
- No trochę.
- Zatrzymamy się na stacji.
- Ok.
Zaparkował, wyszliśmy z auta i poszliśmy na stację.
- Co bierzesz?- zapytałam Justina.
- Weź mi tą kanapkę z kurczakiem.
- 2 kanapki z kurczakiem.- zamówiłam.
- Proszę poczekać 5 minut.- powiedziała sprzedawczyni.
Poszliśmy rozejrzeć się po sklepie.
Staliśmy przy pólkach z żelkami a obok, była półka z prezerwatywami.
Spojrzeliśmy na półkę a potem na siebie, zaśmialiśmy się, po czym Justin przytulił mnie mocno.
- Dzięki.
- Nie chcę się śpieszyć. Szanuję twoją decyzję.- powiedział.
Szeroko się uśmiechnęłam i dałam mu buziaka.

Podeszliśmy odebraliśmy nasze jedzenie, zapłaciliśmy jeszcze za żelki, które wybraliśmy i ruszyliśmy w drogę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz