Nie
wiedziałam co czeka nas po wyjściu z hotelu. Otóż ochrona, z którą przyjechał
Justin pomogła nam dostać się do auta, ale to nic, bo nie mogliśmy ruszyć.
Fotoreporterzy kładli się na aucie, żeby zrobić jak najlepsze zdjęcia.
- Kurna
no!- krzyknął zdenerwowany.
- Jeszcze
tylko chwila…- powiedziała ochrona.
Słyszeliśmy
krzyki ochrony i teksty fotoreporterów.
-
Odejdźcie!- krzyczała ochrona.
- Justin
twoja dziewczyna jest brzydka!- krzyczeli ludzie z aparatami.
- Jak
minęła wam noc?- cały czas leciały jakieś teksty, aby nas sprowokować.
- Nie
słuchaj ich!- podał mi rękę i włączył radio na tle głośno, aby zagłuszyć tłum.
Po kilku
minutach byliśmy już w drodze do mojego rodzinnego miasta.
- Jesteś
głodna?
- No
trochę.
-
Zatrzymamy się na stacji.
- Ok.
Zaparkował,
wyszliśmy z auta i poszliśmy na stację.
- Co
bierzesz?- zapytałam Justina.
- Weź mi
tą kanapkę z kurczakiem.
- 2
kanapki z kurczakiem.- zamówiłam.
- Proszę
poczekać 5 minut.- powiedziała sprzedawczyni.
Poszliśmy
rozejrzeć się po sklepie.
Staliśmy
przy pólkach z żelkami a obok, była półka z prezerwatywami.
Spojrzeliśmy
na półkę a potem na siebie, zaśmialiśmy się, po czym Justin przytulił mnie
mocno.
-
Dzięki.
- Nie
chcę się śpieszyć. Szanuję twoją decyzję.- powiedział.
Szeroko
się uśmiechnęłam i dałam mu buziaka.
Podeszliśmy
odebraliśmy nasze jedzenie, zapłaciliśmy jeszcze za żelki, które wybraliśmy i
ruszyliśmy w drogę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz