Translate

piątek, 1 listopada 2013

42

- No…- odebrałam kolejne połączenie.
- Wychodzisz się przejść pod wieczór?- zaproponował Wiktor.
- No mogę, ale to zadzwonię jak się wyrobię, bo na razie robię projekt na angielski.
- Dobra jak coś to dzwoń.
Po tym telefonie poszłam do kuchni zrobiłam sobie kawę a z szafki wyjęłam ciastka.
- Robisz kawę?- krzyknął ochroniarz.
- Tak! Też chcesz?
- Tak, poproszę.
Z dwoma kubkami kawy i ciastkami po brodą powoli poszłam do pokoju.
Kubki i ciastka położyłam na stoliku i znów zabrałam się do pracy.
- Już skończyłam!- powiedziałam po około 2o minutach.
- No gratuluję!- oderwał na chwilę głowę od komputera po czym szybko wrócił do swoich spraw.
Ja postanowiłam poprzerabiać trochę zdjęcia z USA.
 Po 19.oo zadzwoniłam do Wiktora. Wyszliśmy, trochę pogadaliśmy i wróciłam do domu.
Posiedzieliśmy z Zosią i Rickiem do 24.oo i położyliśmy się spać.
Przez kolejne 2 tygodnie, każdy dzień wyglądał tak samo.
- Dzisiaj jest 15 września?- zapytał tata mamę, kiedy siedzieliśmy wszyscy wspólnie w salonie przed telewizorem.
- Tak a w czwartek 17 września i urodziny Zuzanny.- rzuciła mama.
- Justin przyjeżdża?- zapytali rodzice.
- Nie, chyba nie, bo ma koncerty i w ogóle…- powiedziałam a na mojej twarzy zagościł smutek.
- A no chyba, że tak.

Dwa dni zleciały bardzo szybko...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz