- No…-
odebrałam kolejne połączenie.
-
Wychodzisz się przejść pod wieczór?- zaproponował Wiktor.
- No
mogę, ale to zadzwonię jak się wyrobię, bo na razie robię projekt na angielski.
- Dobra
jak coś to dzwoń.
Po tym
telefonie poszłam do kuchni zrobiłam sobie kawę a z szafki wyjęłam ciastka.
- Robisz
kawę?- krzyknął ochroniarz.
- Tak!
Też chcesz?
- Tak,
poproszę.
Z dwoma
kubkami kawy i ciastkami po brodą powoli poszłam do pokoju.
Kubki i
ciastka położyłam na stoliku i znów zabrałam się do pracy.
- Już
skończyłam!- powiedziałam po około 2o minutach.
- No
gratuluję!- oderwał na chwilę głowę od komputera po czym szybko wrócił do
swoich spraw.
Ja
postanowiłam poprzerabiać trochę zdjęcia z USA.
Po 19.oo zadzwoniłam do Wiktora. Wyszliśmy,
trochę pogadaliśmy i wróciłam do domu.
Posiedzieliśmy
z Zosią i Rickiem do 24.oo i położyliśmy się spać.
Przez
kolejne 2 tygodnie, każdy dzień wyglądał tak samo.
-
Dzisiaj jest 15 września?- zapytał tata mamę, kiedy siedzieliśmy wszyscy
wspólnie w salonie przed telewizorem.
- Tak a
w czwartek 17 września i urodziny Zuzanny.- rzuciła mama.
- Justin
przyjeżdża?- zapytali rodzice.
- Nie,
chyba nie, bo ma koncerty i w ogóle…- powiedziałam a na mojej twarzy zagościł
smutek.
- A no
chyba, że tak.
Dwa dni
zleciały bardzo szybko...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz