Translate

piątek, 1 listopada 2013

43

Dwa dni zleciały bardzo szybko.
- To dzisiaj!- obudzili mnie wszyscy domownicy.
- Która godzina?- zapytałam zaspana.
- Dzisiaj nie musicie iść do szkoły.- powiedzieli rodzice.
Mama i tata pojechali do pracy. Ja, moja siostra wróciłyśmy do ciepłego łóżeczka a Rick położył się na swoim łóżku obok. Zosia spała Rick tak samo. Ja rzucałam się po łóżku i nie mogłam zasnąć.
Kiedy dotarło do mnie, że już nie zasnę, chwyciłam za laptopa, kołdrę i poszłam do salonu. Położyłam się na łóżku i zaczęłam przeglądać różne strony. Nie do wiary! Wszędzie piszą o moich urodzinach! Mają temat… Postanowiłam, że dzisiaj zero komputera, zero telewizora i zero telefonu.
Nieważne, czy ktoś dzwoni! Dziś są moje urodziny i chcę je spędzić w spokoju.
Jednak udało mi się trochę zdrzemnąć. Około 13.oo wszyscy byliśmy wyspani.
- O której mamy wyjechać?- zapytałam.
- Gdzie wy jedziecie?- zapytała Zofia.
- Do Warszawy do klubu z Klaudia, Filipem, Wiktorem…
- Ooooo, fajnie!
- No nie wiem 18.oo?
- Dobra, bo o 15 jeszcze dziadkowie przychodzą na torta.- powiedziałam.
- Masz tort?- zapytał Rick.
Popatrzyłam na nich i zaśmiałam się.
- No nie wierzę!- rzuciła Zofia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz