Translate

piątek, 1 listopada 2013

45

- Szkoda, że nie może tutaj być…
-  Bardzo chciał, ale nie mogą przerwać trasy koncertowej.
- Wiem, wiem…
Po 2O.oo byliśmy wszyscy już w klubie na dole. Tańczyliśmy, śpiewaliśmy, wygłupialiśmy się w najlepsze.
Po kilku godzinach dobrej zabawy  na ekranie gdzie dotychczas pokazywały się słowa piosenek, pojawiło się wideo na żywo z koncertu w Portugali. Justin trzymał kamerę i razem z 5o tysiącami ludzi zaśpiewał mi  Happy Birthday. To miłe z jego strony, że przerwał koncert i razem z wszystkimi zaśpiewali dla mnie.
Po tym nagraniu zaczęli podchodzić do mnie ludzie, których nawet nie znałam i zaczęli składać mi życzenia.
Około 3.oo opuściliśmy klub i poszliśmy do mojego apartamentu.
Czekała mnie w nim niespodzianka.
Na wielkim stole stał piękny, okrągły, kolorowy tort, szampan i prezenty.
Przyjaciele złożyli mi życzenia, dostali po kawałku ciasta urodzinowego i poszli do swoich pokoi. Wtedy Rick złożył mi życzenia i dał mi prezent. Postanowiłam, że poczekam i prezenty otworzę dopiero jak wstanę.
Poszłam do łazienki, wskoczyłam do łóżka. Leżałam wpatrzona w sufit. Nie mogłam usnąć, przez moją głowę przechodziły przeróżne myśli. Zastanawiałam się czemu Justin nie skontaktował się ze mną i osobiście nie złożył mi życzeń… Bo w czasie koncertu jedynie zaśpiewali mi Happy Birthday, wolałabym dostać od niego telefon po koncercie i usłyszeć jakąś miłą błahostkę, chociażby to, że życzy mi spełnienia marzeń, albo zdrowia? Na samą myśl ściskało mnie od środka i było mi strasznie smutno na tyle smutno, że się popłakałam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz