-
Szkoda, że nie może tutaj być…
- Bardzo chciał, ale nie mogą przerwać trasy
koncertowej.
- Wiem,
wiem…
Po 2O.oo
byliśmy wszyscy już w klubie na dole. Tańczyliśmy, śpiewaliśmy, wygłupialiśmy
się w najlepsze.
Po kilku
godzinach dobrej zabawy na ekranie gdzie
dotychczas pokazywały się słowa piosenek, pojawiło się wideo na żywo z koncertu
w Portugali. Justin trzymał kamerę i razem z 5o tysiącami ludzi zaśpiewał mi Happy Birthday. To miłe z jego strony, że
przerwał koncert i razem z wszystkimi zaśpiewali dla mnie.
Po tym
nagraniu zaczęli podchodzić do mnie ludzie, których nawet nie znałam i zaczęli składać
mi życzenia.
Około
3.oo opuściliśmy klub i poszliśmy do mojego apartamentu.
Czekała
mnie w nim niespodzianka.
Na
wielkim stole stał piękny, okrągły, kolorowy tort, szampan i prezenty.
Przyjaciele
złożyli mi życzenia, dostali po kawałku ciasta urodzinowego i poszli do swoich
pokoi. Wtedy Rick złożył mi życzenia i dał mi prezent. Postanowiłam, że
poczekam i prezenty otworzę dopiero jak wstanę.
Poszłam
do łazienki, wskoczyłam do łóżka. Leżałam wpatrzona w sufit. Nie mogłam usnąć,
przez moją głowę przechodziły przeróżne myśli. Zastanawiałam się czemu Justin
nie skontaktował się ze mną i osobiście nie złożył mi życzeń… Bo w czasie
koncertu jedynie zaśpiewali mi Happy Birthday, wolałabym dostać od niego
telefon po koncercie i usłyszeć jakąś miłą błahostkę, chociażby to, że życzy mi
spełnienia marzeń, albo zdrowia? Na samą myśl ściskało mnie od środka i było mi
strasznie smutno na tyle smutno, że się popłakałam...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz