Translate

piątek, 1 listopada 2013

44

- Masz tort?- zapytał Rick.
Popatrzyłam na nich i zaśmiałam się.
- No nie wierzę!- rzuciła Zofia.
- Pojadę z nim a ty zostań i zacznij się szykować na wieczór.
- Dzięki młoda!- powiedziałam i dałam jej kartę, którą dostałam od Justina.
Po godzinie wrócili z małym czarnym torcikiem z białą 18 na górze.
- Z czym jest w środku?
- Krem czekoladowy i wiśnie w wódce.
- Ummm! Pycha.- powiedziałam.
Najpierw z pracy przyjechali rodzice a zaraz za nimi przyszli dziadkowie. Długo nie trzeba było czekać i przyszedł brat mamy z rodzinką.
Usiedliśmy wszyscy przy stole wypiliśmy kawę, herbatę, zjedliśmy tort, porozmawialiśmy i o 18.oo goście poszli.
- Kiedy wrócicie?
- W sobotę wieczorem.- powiedziałam zakładając buty.
Ubrana byłam w krótką biało-czarną sukienkę na ramiączka i czarne baleriny.
- Masz moją torbę?- krzyknęłam do mojego kumpla, który jednocześnie jest moim ochroniarzem.
- Tak! Chodź już! Znajomi już czekają!
Zbiegłam szybko na dół, przywitałam się z przyjaciółmi i weszliśmy do samochodu.
W aucie nikt nie rozmawiał, wszyscy byli zajęci robieniem czegoś w swoich telefonach. Ja czytałam maile z życzeniami od Beliebersów i fanów. W tle leciała muzyka Michaela Jacksona.
Po jakimś czasie byliśmy już na miejscu.
Rick zatrzymał się przed wejściem do hotelu, wyszedł podbiegł, otworzył moje drzwi, zakrył mnie kurtką i wbiegliśmy do hotelu, w którym był klub.
Poszliśmy każdy do swoich pokoi. Ja dostałam największy apartament, gdzie w salonie miał spać Rick.
- Czy to wszystko pomysł Justina?- zapytałam.
- Tak to on to wymyślił.
- Szkoda, że nie może tutaj być…
-  Bardzo chciał, ale nie mogą przerwać trasy koncertowej.

- Wiem, wiem…...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz