- Masz
tort?- zapytał Rick.
Popatrzyłam
na nich i zaśmiałam się.
- No nie
wierzę!- rzuciła Zofia.
- Pojadę
z nim a ty zostań i zacznij się szykować na wieczór.
- Dzięki
młoda!- powiedziałam i dałam jej kartę, którą dostałam od Justina.
Po
godzinie wrócili z małym czarnym torcikiem z białą 18 na górze.
- Z czym
jest w środku?
- Krem
czekoladowy i wiśnie w wódce.
- Ummm!
Pycha.- powiedziałam.
Najpierw
z pracy przyjechali rodzice a zaraz za nimi przyszli dziadkowie. Długo nie
trzeba było czekać i przyszedł brat mamy z rodzinką.
Usiedliśmy
wszyscy przy stole wypiliśmy kawę, herbatę, zjedliśmy tort, porozmawialiśmy i o
18.oo goście poszli.
- Kiedy
wrócicie?
- W
sobotę wieczorem.- powiedziałam zakładając buty.
Ubrana
byłam w krótką biało-czarną sukienkę na ramiączka i czarne baleriny.
- Masz
moją torbę?- krzyknęłam do mojego kumpla, który jednocześnie jest moim
ochroniarzem.
- Tak!
Chodź już! Znajomi już czekają!
Zbiegłam
szybko na dół, przywitałam się z przyjaciółmi i weszliśmy do samochodu.
W aucie
nikt nie rozmawiał, wszyscy byli zajęci robieniem czegoś w swoich telefonach.
Ja czytałam maile z życzeniami od Beliebersów i fanów. W tle leciała muzyka
Michaela Jacksona.
Po
jakimś czasie byliśmy już na miejscu.
Rick
zatrzymał się przed wejściem do hotelu, wyszedł podbiegł, otworzył moje drzwi,
zakrył mnie kurtką i wbiegliśmy do hotelu, w którym był klub.
Poszliśmy
każdy do swoich pokoi. Ja dostałam największy apartament, gdzie w salonie miał
spać Rick.
- Czy to
wszystko pomysł Justina?- zapytałam.
- Tak to
on to wymyślił.
-
Szkoda, że nie może tutaj być…
- Bardzo chciał, ale nie mogą przerwać trasy
koncertowej.
- Wiem,
wiem…...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz