Translate

wtorek, 30 kwietnia 2013

2

Około 15 wszystko było już zapakowane.
Nie wiele się namyślając złapałam za telefon i zadzwoniłam do Klaudii.
- Klaudia! Klaudia!
- Co się stało?
- Nie uwierzysz!!!
- Jezu Chryste Zuźka! Myślałam, że coś ci się stało!
- Pojutrze wylatuje!
- Co ty znowu wymyśliłaś?- zapytała z zaciekawieniem w głosie.
- Lecę do USA!
- Jasne a ja wyjdę za Malika!- odpowiedziała lekko zażenowana Klaudia.
- Za 1o minut pod twoją klatką- powiedziałam i zakończyłam rozmowę.
Założyłam japonki, złapałam za telefon i pobiegłam na spotkanie z Klaudią.
Nie schodziła na dół, więc pobiegłam po nią na górę. Zadzwoniłam do drzwi, otworzyła jej mama.
- Cześć Zuzanna, wchodź Klaudia jest u siebie.- zaprosiła mnie do środka.
Uwielbiam Klaudii mamę, jest naprawdę super, nie wiem czy mnie lubi, ale chyba jeszcze tak skoro pozwala się jeszcze Klaudii ze mną zadawać i często mnie zaprasza.
- Malik!!!
- Bieber!!!- krzyknęłam i rzuciłam się na nią.
- Daj mi wejść na chwilę na pocztę muszę ci coś pokazać!- powiedziałam.
Szybko zalogowałam się na pocztę otworzyłam mój bilet lotniczy.
- Teraz mi wierzysz?
- Jak to? Mówiłaś serio…
- Sama jeszcze w to nie wierzę… - powiedziałam i przytuliłam się do niej.
Rozmawiałyśmy a około 19.oo, wróciłam do domu.
- Mamo! Tato! Czemu ja nic nie wiedziałam?- krzyknęłam w tym samym momencie domykając drzwi mieszkania.
- Wujek Stasiek prosił, żeby nic Ci nie mówić, żeby Matt Ci to powiedział- powiedział tata.
- Głupi ma szczęście! – krzyknęła Zosia z pokoju obok.
- Zofia!- krzyknęłam i poszłam do niej.
- Jak nie chcesz to nie pojadę…
- Żartuje, przecież to twoje marzenia!
- Kocham Cię! Przywiozę Ci coś ładnego!- powiedziałam.
Tej nocy usnęłam bardzo szybko. Obudziłam się następnego dnia o 9.oo. Ubrałam się i poszłam do dziadków, aby ich poinformować o jutrzejszym wyjeździe oraz, aby się pożegnać. Kiedy się dowiedzieli ich miny mówiły wszystko…
Babcia pieliła grządki na drugim końcu działki a ja postanowiłam pomóc dziadkowi i zmieniałam go w koszeniu trawy. Usiadł na ławeczce obok, złapał łyk wody.
- Zuzia, gdzie ty tak daleko tak jedziesz?
- W świat! – zaśmiałam się.
- Jak wrócisz to mi wszystko opowiesz…- powiedział
- Obiecuję!- powiedziałam.
Skończyłam kosić trawę, pożegnałam się z dziadkami, poszłam do domu wzięłam prysznic, przebrałam się, poszłam na cmentarz.
Kupiłam świeże kwiatki, wkłady do zniczy i poszłam do babci i dziadka. Pozamiatałam obok grobów, chwilę posiedziałam i wróciłam do domu. Po drodze zrobiłam zakupy, weszłam do domu i zabrałam się za przygotowywanie posiłku. 
Około 16 wszyscy byli już w domu. Zjedliśmy, posprzątaliśmy i usiedliśmy, aby porozmawiać. Na koniec wszyscy się pomodliliśmy i poszliśmy spać.
Tata obudził mnie o 3.oo nad ranem. Zgramoliłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i o 4.oo byliśmy już w drodze do Warszawy. O 6.oo byliśmy już na parkingu przy lotnisku. Torba podręczna przy mnie bilety w ręku, a bagaż na taśmie. Chwilę później przechodzę już przez bramki, odwracam się do taty.
- Będę grzeczna!- zaśmiałam się.
Tata pomachał mi i szeroko się uśmiechnął. Kilka minut później byłam już na pokładzie. Byłam bardzo podekscytowana, ale też bardzo, bardzo spięta, zresztą lecę pierwszy raz sama samolotem. Trochę się boję, ale jestem dzielna! Po mojej lewej stronie siedzi jakiś starszy mężczyzna, a po prawej kobieta, której twarz wydaje mi się nieco znajoma. Ona chyba też mnie kojarzy bo mnie uważnie obserwuje…
- Przepraszam, czy ty może jesteś Zuzia?- zapytała kobieta.
- Tak- odpowiedziałam bardzo szybko, bez dłuższego namysłu.
- No tak! Wiedziałam! Jestem ciocia Ania, koleżanka twojej mamy…
- Szczerze to pani twarz wydaje mi się znajoma, ale nie kojarzę…- powiedziałam.
Rozmowa trwała przez cały lot. W pewnym momencie osługa samolotu kazała zapiąć pasy. Wszyscy dostosowali się do poleceń. Pożegnałam się z ciocią Anią i opuściliśmy samolot.
Wow! Jakie wielkie lotnisko! Mój wzrok błądzi po wszystkich ścianach, ludziach, szukam gdzie mam odprawę…
- Są!- westchnęłam z ulgą i zaczęłam biec w stronę odprawy.
Biegłam przez to wielkie, nieznane, pełne ludzi lotnisko i nagle! Trahhhhh!
- Ałaaa!- krzyknęłam.
Po chwili chłopak odwrócił się i nie mogłam w to uwierzyć!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz